.

.

17 marca 2015

Rozdział 8

Mocniej wtulam się w poduszkę, zaciskając dłonie na kocu. Jest sobotni wieczór. Uśmiecham się do Cary, która macha mi z basenu. Od tamtego wieczora w kawiarni minęło kilka dni. Cudownych dni w moim życiu. Mieszkanie z czarnowłosą okazało się naprawdę niesamowite, od kiedy zaczęła panować nad swoimi nastrojami.

Przyglądam się jej mokremu ciału. Wygląda jak jakaś syrena, skąpana w blasku zachodzącego słońca.

Rumienię się lekko.

Oprócz zmiany miejsca zamieszkania, zmieniłam się też ja w pewnym sensie. Ciągle myślę o mojej współlokatorce, jak zwykła się nazywać. Im więcej miłego czasu spędzamy razem, tym bardziej nie poznaję pewnych reakcji mojego ciała.

Częściej żartuję, śmieję się, a nawet bywam nieco wredna!

Ale przede wszystkim zrozumiałam, że w pewien sposób mi się podoba. Jednak nie jestem w stanie się do tego przyznać.

- Zmarzluchu chodź do mnie! - jej wesoły głos wyrywa mnie z rozmyślań.

Spoglądam w jej stronę. Siedzi na brzegu machając zgrabnymi nogami po powierzchni wody. Mokry, czarny strój kąpielowy odkrywa całkiem sporo porcelanowej skóry i kobiecych kształtów. Włosy związane w kucyk ociekając wodą, a błysk w oczach sprawia, że się uśmiecham.

- Wolę nie. Nie jestem za dobra w pływaniu. - odpowiadam wzruszając ramionami i mocniej opatulam się kocem.

- No chodź! Nie daj się prosić Rose! - krzyczy uderzając w wodę nogą,  a kilka rozpryśniętych kropel trafia w moje miejsce.

Piszczę czując wilgoć na beżowej koszulce. Cara obdarza mnie szczerym śmiechem, powtarzając namowy. Tym razem jednak jestem zdeterminowana. Ściągam szybko spodnie dresowe i bokserkę, ciesząc się w duszy, że rano zdecydowałam się ubrać jeden z lepszych kompletów bielizny. Chłodne powietrze owiewa moje ciało, a ja czuję na sobie jej wzrok.

Patrzę na nią i wstrzymuję oddech. Siedzi nieruchomo wpatrując się we mnie wzrokiem, który sprawia, że się rumienię, a jednocześnie wciągam brzuch, którego nienawidzę.

Czując nagłe skrępowanie wchodzę powoli do ciepłej wody, robiąc kółko wokół basenu. Dopływając do miejsca, w którym jeszcze chwilę była czarnowłosa zauważam jej brak. Rozglądam się wokół i obracam za siebie.

Zamieram, gdy delikatne dłonie obejmują mnie w pasie. Jej czarne oczy są wpatrzone wprost w moje, a kształtne usta drżą

- Mam ochotę cię pocałować... - jej cichy, chrapliwy głos sprawia, że cała drżę.

Przez ostatnie kilka dni nie zbliżała się do mnie tak bardzo. Ni używała takiego tonu, a teraz... Zmiękczyła mnie zupełnie. Podnoszę na nią niepewny wzrok i lekko się uśmiecham.

- Naprawdę tego chcę Rose... - mówi i jakby na potwierdzenie tych słów przyciąga mnie bliżej do siebie. Czuję dotyk jej skóry tuż obok mojej. Silne ręce obejmują mnie mocno.

Nie wiem co powinnam zrobić. Chcę jej odpowiedzieć, ale nie jestem pewna co. Z jednej strony chcę żeby to zrobiła, a jednak... Boję się tego.

- Rose...?

Jej głos zdaje się być cichym błaganiem. Wilgotne ramiona i włosy błyszczą w czerwonym świetle zachodzącego słońca. Jest jak syrena. Piękna i kusząca. Boję się, że jak wszyscy skuszeni przez te tajemnicze istoty w bajkach, ja też skończę marnie.

Ale zawsze doznawali szczęścia na początku, szepcze cichy głosik w moim umyśle i opanowuje moje ciało.

Bez słowa przebywam tych kilka centymetrów dzielących nasze twarze i delikatnie muskam jej wargi.

Widzę zaskoczenie w jej oczach. Mimo to już po chwili oddaje mój pocałunek. Ma takie miękkie i ciepłe wargi.... Mmm... Rumienię się lekko, gdy jej dłoń głaszcze pod wodą dół moich pleców. Przyjemne dreszcze rozpływają się po moim ciele z tamtego miejsca.

- Wyjdźmy z basenu... - mruczy w moje wargi.


[Podkład]


Niechętnie odrywam się od niej i wyskakuję z basenu od razu tego żałując. Ciepła woda była ok, ale teraz jest mi zimno z powodu lekkiego wietrzyku, który owiewa moje mokre ciało. Rumienię się, bo nagle czuję się prawie naga. Cara jakby słysząc moje myśli zjawia się tuż obok i owija mnie w pasie miękkim ręcznikiem, zatrzymując dłoń nieco dłużej na moim biuście.

- Zmarzniesz. Uważaj troszkę Rose... - śmieje się do mnie i otwiera drzwi balkonowe prowadzące do salonu.

- To ty uważaj, bo ci już nie pozwolę mnie pocałować. - odpowiadam zupełnie nieświadoma swoich słów przechodząc obok brunetki i wchodząc do domu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos dopiero, kiedy spoglądam na jej twarz. Jej czarne oczy zrobiły się większe niż zwykle i błyszczą tak... Dziko. Przypomina teraz pięknego czarnego, dzikiego kota.

- A zamierzałaś mi pozwolić? - pyta nie spuszczając ze mnie wzroku.

Moje serce zaczyna bić szybciej. Chcąc odwlec odpowiedź na jej pytanie wchodzę głębiej do salonu i z półki pod telewizorem wyciągam czyste ręczniki. Pochylam się do przodu zrzucając włosy na dół, by związać je w turban.

Słyszę jak zamyka balkon, a potem przechodzi do salonu. Czuję jej wzrok na sobie, ale boję się odezwać.

Bo co mam jej powiedzieć?

Chce się z tobą całować, a z drugiej strony nie?

Wzięłaby mnie za wariatkę.

- Odpowiesz mi?

Odwracam się w jej stronę chcąc jakoś z tego wybrnąć, ale w tym samym momencie dzwoni jej telefon pozostawiony na szklanym stoliku do kawy.

Czarnowłosa wzdycha zirytowana i odbiera połączenie.

- Co się dzieje stary? - pyta, a jej głos mnie dziwi. Jest taki spokojny i opanowany, z nutą rozbawienia.

Nie chcą jej przeszkadzać wbiegam na górę do swojego pokoju żeby się przebrać. Ubieram czarny zestaw bielizny w białe wstążeczki, szare dresy i bawełniany sweterek. Cieszę się, że zyskałam czas by znaleźć odpowiedź. Ostatnio poza pracą cały czas spędzałyśmy razem. Gdy musiałam zostać nieco dłużej w Zakątku, zamawiała dużą kawę i siadała w tym samym boksie co za pierwszym razem.

Dużo rozmawiałyśmy. W zamian za mieszkanie obiecałam sprzątać i gotować w miarę możliwości i dorzucać się do rachunków. Oczywiście udało mi się ja do tego przekonać dopiero po kilku namowach. Na początku nie chciała słyszeć o pieniądzach.

Zdążyłam ją nieco poznać. Wiele nas łączyło. Obie czytamy wiele książek, wolimy rock od popu i uwielbiamy kwiaty. Ona dodatkowo wiele ćwiczy i dba o zdrowie.

Lubię ją. Jestem w stanie to powiedzieć. Polubiłam Carę w tak krótkim czasie, ale mimo to... Boję się.

Nikt nigdy nie okazał mi tak wiele dobroci bezinteresownie. Zawsze jest gdzieś jakiś haczyk. Nauczyłam się tego.

Wzdycham rozczesując włosy.

Postanawiam zejść na dół i niepostrzeżenie dotrzeć do kuchni, by zrobić kolację. Schodzę cichutko po schodach i sprawdzam, czy nie ma w salonie czarnowłosej. Zadowolona jej brakiem przemykam do jadalni połączonej z kuchnią.

- Będziemy miały gościa. - słyszę za sobą.

Przestraszona podskakuję i zauważam opartą o ścianę dziewczynę. Ona również zdążyła się już ubrać.

- Naprawdę? - pytam zdziwiona.

Nikogo tu nie widziałam od kiedy tu mieszkam.

- Taak... Jutro przyjedzie do nas mój przyjaciel. Zostanie z tobą przez kilka dni... - mówi cedząc słowa, wydaje się zła.

- Zaraz... Jak to ze mną? A co z tobą? - pytam przerażona.

- Wyjeżdżam w delegację. - odpowiada cicho nie patrząc mi w oczy.



__________________________________________________________________________________

I tak oto pojawił się nowy rozdział.

Długo nic nie było, za co okropnie mi wstyd.

Postaram się poprawić, obiecuję.

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)

Pozdrowienia :D

6 komentarzy:

  1. Ooo, jak miło się zrobiło. Rose powinna się zdecydować czego chce, bo Cara wydaje się być zagubiona i dlaczego jest zła? Boi się zostawić Rose z Maxem (wiem, że to on! wreszcie!)? A może nie chce wyjeżdżać? Jaka delegacja - będzie zabijać? Musi wrócić do fachu? Przecież ma super dom, a w nim dziewczynę, do której ją ciągnie.
    I ciekawe co się stanie z Rose pod opieką Maxa!
    Jej, nie rób takich przerw :( Odświeżałam Twojego bloga i czekałam z niecierpliwością na coś nowego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak to Max i nie ma co tego ukrywać :)
      Ale pieniądze, dom czy nawet niepewne uczucie/związek to nie zawsze wszystko czym żyjemy, nieprawdaż?
      Rose i Max... Mieszanka dość dziwna, ale z pewnym humorem :) Na pewno będzie się wiele działo, a przynajmniej się postaram tak to zaaranżować.
      To miłe, że ktoś to czyta i czeka na to. Naprawdę to bardzo wiele dla mnie znaczy. :)

      Usuń
  2. Ughhh... Od trzech dni leże w łóżku i cierpię i jakoś nie wpadłam na pomysł by odwiedzić twojego bloga wcześniej... Zamiast tego zaczęłam czytać lekturę. Choroba nie służy... Uwierz.
    W gorączce (tak, tak Kenya. Siedź przed kompem zamiast odpoczywać) raczej nie skleję poprawnych językowo zdań ściśle dotyczących rozdziału...
    Mam jednak podobne odczucia co koleżanka z góry. Uważam, że Rose powinna się ogarnąć, że połączenie w postaci Rose i Maxa to mieszanka wybuchowa, że przerwy w postaci ponad dwóch tygodni to męczarnia...(dobra... Elorence nie powiedziała tego wprost ale na pewno tak myśli!)
    W każdym razie czekam na next, na Maxa i ''delegację'' Cary :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunięty bo ''opublikuj'' kliknęło się kilkukrotnie ^.^

      Usuń
    2. Biedaczko! Marsz do łóżka pod kocyk i kołderkę, a nie! :)
      Rose... Chyba wreszcie ma jakiś odczucia samozachowawcze według mnie xD Bo na początku (dobra to nadal początek ale jednak xD) wydała mi się po pewnych czasie zbyt naiwna-_-
      A jej połączenie z Maxem da... Wiele ciekawych sytuacji :)
      Ciepełka Życzę ! ^^

      Usuń