.

.

21 lutego 2015

Rozdział 6

Stoję sparaliżowana, patrząc na malejącą między nami przestrzeń. W głowie pojawiają się niechciane myśli. Czuję na sobie jej wzrok automatycznie się rumieniąc. Specjalnie nie patrzę w jej stronę, gdy podchodzi o krok ode mnie. Staram się nie myśleć o tych wszystkich rzeczach, które nieproszone wkradają się do mojego umysłu.

Gorąca dłoń na moim policzku sprawia, że oddycham szybciej.

Spoglądam na nią i pierwsze co widzę to lekki uśmiech na jej kształtnych ustach. Mimo ciemnego koloru jej oczy sprawiają wrażenie zamglonych. Widzę kropelki potu na jej ramionach, świadczące o wysiłku. Wydaje się o wiele młodsza, bez makijażu. Mimo to nadal jest piękna. Ciemne, geste wachlarze rzęs rzucają długie cienie na jej policzkach.

Pociąga lekko jedno z mokrych pasem moich włosów tuż przy miejscu, w którym mnie dotknęła.

- Co robisz...? - wyduszam z siebie po chwili krępującej ciszy.

Posyła mi lekki uśmiech nawijając moje włosy na palec.

Czuję ciepło rozchodzące się na moich policzkach i uporczywe mrowienie w dole brzucha. Chcę uciec jak najdalej. Strach, który mnie ogarnia można by kroić nożem. Wstrzymuję powietrze, ale mimo to nic nie robię. Stoję tak, sparaliżowana walcząc z samą sobą. Bo części mnie to się podoba. Ba! Ta Ja chciałaby oddać tą delikatną pieszczotę.

- Mogę cię uczesać?

Jej pytanie zbija mnie z tropu. Patrzę na nią szukając oznak żartu, ale jedyne co zauważam to kształtne usta i te zamglone oczy.

- Nie musisz... Mogę sama to... - zaczynam, ale urywam, gdy przykłada mi palec do ust doprowadzając mnie do białej gorączki.

- Chcę to zrobić. Masz takie piękne włosy... - mówi głaszcząc mokre pasma na mojej głowie.

Kiwam lekko głową nie mogąc nagle wydobyć z siebie głosu. Uśmiecha się szerzej, łapie mnie za rękę i prowadzi po schodach na górę. Jednak mu mojemu zdziwieniu nie idziemy w kierunku mojego pokoju. Cara zdaje się prowadzić mnie do swojej sypialni.

Przygryzam wargę niepewna tego co dzieje się w moich myślach.

Otwiera drzwi i wciąga mnie do środka, puszczając moją dłoń. Zapala światło, a mnie na nowo zachwyca wygląd tego pomieszczenia. Pasuje do niej. Piękny, klasyczny i tajemniczy jednocześnie. Staram się jednak nie patrzeć w stronę komody z bielizną.

Na samo jej wspomnienie znów się rumienie, gdy nagle czuję delikatny dotyk na biodrze.

Odwracam się gwałtownie i napotykam zamglone, czarne oczy. Patrzy na mnie z lekkim uśmiechem na ustach i blaskiem, który sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Czuję jak zaciska dłoń na mojej skórze dopasowując się do kości mojej miednicy. W miejscu, w którym mnie dotyka, skóra pod koszulką pali mnie niemiłosiernie.

- Co...? - wyduszam z siebie oddychając szybciej, gdy lekko się nade mną nachyla.

- Cii... - szepcze, a jej usta nakrywają moje.

 I właśnie wtedy moje nowe Ja przejmuje nade mną kontrolę. 

Przywieram do ciała czarnowłosej wpijając się w jej usta. Nieznany mi dotąd żar zalewa moje ciało, ale nagle zdaję sobie, że coś jest nie tak. 

Odsuwam się od niej przerażona, co nie jest wcale takie łatwe, bo objęła mnie dość mocno. 

- Wróć do mnie... - marudzi patrząc na mnie z wyrzutem. 

- Piłaś? - wyrzucam z siebie przecierając usta dłonią.


 Patrzy na mnie, a ja dopiero teraz łączę wszystkie fakty w jedno. Zamglone oczy, nagłe dziwne zachowanie... Była pijana.

Czuję wstyd.

Chcę wyjść, ale łapie mnie za rękę. Sadza mnie siłą na łóżku i podchodzi do komody.

Przerażona, zła a jednocześnie tchnięta nową myślą przyglądam się jak otwiera jedną z szuflad. Sięga do niej, by po chwili wyjąć z niej szczotę do włosów.

- Owszem. Wypiłam trochę, ale to nie znaczy, że nie jestem świadoma Rosalie. Wiem co robię i czego chcę. Chociaż może teraz mam nieco zamglony umysł nie zrobię nic wbrew tobie. - mówi, siadając za mną i delikatnie dotykając moich włosów.

Nie odzywam się niepewna co powinnam zrobić. Siedzę więc tylko pozwalają by mnie czesała. Nigdy nikt tego nie robił...

Mijają kolejnie minuty, a wciąż czuję lekkie ruchy szczotki na moich włosach i ten charakterystyczny odgłos. Moje szalejące serce uspokaja się powoli przywracając mi jasność myślenia.

Przymykam oczy czerpiąc przyjemność z tej chwili. Czuję ciepło bijące od jej ciała tuż za moim, ale nie sprawia mi to dyskomfortu. Wręcz przeciwnie. Czuję się bezpieczna.

- Caro...?

- Tak Rose?

- Zamierzasz je czesać, aż wszystkie wypadną...? - pytam z lekkim uśmiechem odwracając twarz w jej stronę.

Posyła mi olśniewający uśmiech odsuwając się lekko ode mnie i odkładając szczotkę na szafkę. Gdy przez chwilę nie patrzy przyglądam się jej ciału. Jest strasznie chuda, a jednocześnie umięśniona. Przygryzam lekko wargę i odwracam wzrok. Nagle czuję się niezręcznie.

- Chyba powinnam już iść... Pewnie chcesz odpocząć... - zaczynam wstając.

- Zostaniesz ze mną na noc...? - pyta, a ja patrzę na nią z lekko rozdziawioną buzią.

- Mam... Zostać na noc w twoim pokoju...? - mówię powoli starając się odsunąć myśli, które pojawiły mi się przed oczami.

- Nie chce zostać sama... - mówi, a w jej oczach zauważam... Łzy?

Tknięta jej nagłą reakcją podchodzę do łóżka i siadam tuż obok niej biorąc jej dłonie w swoje. Patrzy na mnie, a ja mam wrażenie, iż siedzi przed mną zupełnie inna osoba. Nie pewna siebie, seksowna młoda kobieta, a smutna, przerażona dziewczyna potrzebująca pomocy.

Posyłam jej kojący uśmiech, a ona stara się go odwzajemnić, co nie wychodzi jej za bardzo.

- Zostanę z tobą... Tylko... Rose...?

- Hmmm....?

- Nie płacz już... - odpowiadam, a ona przytula się do mnie.

Obejmuje ją lekko wdychając jej cudowny zapach. Szybko odsuwa się ode mnie i sięga pod poduszkę wyciągając spod niej złożone w kostkę ubrania. Wychodzi bez słowa z sypialni pozostawiając mnie samą.

Rozglądam się po pokoju myśląc o tym na co się właściwie zgodziłam. 

Zapalam lampkę przy łóżku, gasząc górne światło i niepewna co zrobić, decyduję się położyć. Wchodzę pod delikatną jak satyna, czerwoną kołdrę i opieram głowę na poduszce. Zamykam oczy ciesząc się chłodem materiału.

Cara jest pijana... Próbowała mnie pocałować... A ja chciałam całować ją...

Wzdycham cicho.

Czy to możliwe, żebym na prawdę się jej podobała? Jeżeli tak, to oznacza, że... Ona jest... Och... Ale nawet jeżeli... Co może się jej we mnie podobać? Przecież jestem zwykłą szarą dziewczyną... Bez przyjaciół, stylu,  pieniędzy czy wyglądu. Jestem pewna, że gdyby tylko zechciała mogłaby mieć kogoś o wiele bardziej lepszego ode mnie.

Moja Cyniczna część prycha na mnie zdegustowana. Przecież to głupie. Jak mogę myśleć, że ona jest mną zainteresowana? Przecież ona jest bogata, co spokojnie mogę stwierdzić po jej pięknym domu i samochodzie. Do tego pewna siebie i piękna.

To niemożliwe, że chciałaby spojrzeć na mnie. Przygarnęła mnie, bo może czerpać z tego korzyści. Nic więcej.

Ale...

Nasze dotychczasowe pocałunki... Czy to też mogłam jakoś wytłumaczyć...? Chciała się mną zabawić...?

Nagle światło w pokoju gaśnie, a ja czuję jak materac tuż obok mnie ugina się pod czyimś ciężarem. Delikatne dłonie czarnowłosej otulają moje ciało od tyłu wpasowując się do mnie kształtem. Wciągam powietrze zdziwiona tą bliskością, ale jednocześnie zauważam, że jeżeli wykonam chociażby najmniejszy ruch otrę się o jej ciało jeszcze bardziej.

Rumieniąc się wciągam jej delikatny zapach czekolady i wanilii.

- Czemu rano byłaś taka... Oschła...? - pytam cichutko.

Odpowiada mi dopiero po chwili, głosem tak słabym, że ledwo go słyszę.

- Rankiem... Zajrzałam do twojego pokoju, a ty... Płakałaś... Myślałam, że to przeze mnie... Że żałowałaś tego co się stało... Bałam się... Przepraszam... Była dla ciebie taka okropna... - mówi, a mi łzy stają w oczach.

Odwracam się w jej stronę wdzięczna księżycowi za tak jasne światło oświetlające jej twarz. Wydaje się o wiele bledsza, a oczy ciemniejsze. Ma mokre włosy.

- Płakałam, bo wspominałam lata udręki w tamtym domu. Przypominałam sobie cały ból jakiego tam doznałam. A przestałam płakać, bo pomyślałam o tym jak cudownie mi było w twoich ramionach. - tłumaczę, a sens moich słów dochodzi do mnie dopiero po chwili.

Zamykam na chwilę oczy czekając na reakcję z jej strony, ale zanim to się dzieje odpływam w ramiona Morfeusza.

________________________________________________________________________________

Rozdział krótki i nie jestem z niego za bardzo zadowolona, ale jest jak obiecałam :)

W związku z kilkoma wydarzeniami w moim nudnym życiu, nowe posty będą się pojawiały najczęściej w soboty lub niedziele. Będę jednak starała się dodawać też coś w tygodniu, lecz nie jestem pewna jak to będzie, bo moje kochane panie profesor planują nam każdy dzień gorszy od poprzedniego.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długi brak wpisu :)

Postaram się dodawać coś częściej, jednak muszę najpierw znaleźć mój czas który bawi się ze mną w kotka i myszkę :)

Pozdrawiam i ściskam gorąco wszystkich !

13 lutego 2015

Rozdział 5

 Z okazji jutrzejszych/dzisiejszych walentynek chcę złożyć wszystkim życzenia:
Zdrowia, szczęścia i miłości
Uśmiechu i pomyślności
Nie jestem zbyt dobra w składaniu życzeń xD
Jednak w szczególności chcę podziękować kochanej Elorence, która zostawia po sobie ślady, a nie tylko cyferki na liczniku :)
Także nie przedłużając już...

Z dedykacją dla Elorence.



Z szerokim uśmiechem na ustach siadam wygodnie na drewnianej ławeczce. Przyglądam się pięknym krzakom róż we wszystkich możliwych kolorach. Ogród okalający dom jest cudowny, wszędzie rosną kwiaty, krzewy i zachwycające drzewka, których gałęzie spływają ku ziemi niby woalem złota. Od wyjazdu Cary, przemyślałam wiele spraw. Owszem. Byłam głupia, zachowałam się nierozważnie zgadzając się na jej pomoc. Ona nie miała prawa na mnie krzyczeć, ponieważ nic złego jej nie zrobiłam. Doceniałam jednak jej gest, że pozwoliła mi tu mieszkać.

Właśnie z tego powodu wysprzątałam gruntownie dom, przygotowałam obiad i nacięłam kwiatów, którymi udekoruję salon wraz z sypialniami.

Dotykam czule zielonych łodyżek. Białe kwiaty trafią do mnie, herbaciane będą pasowały do salonu. Uśmiecham się dotykając czerwonych płatków. Te trafią do pokoju Cary.

Zabieram kwiaty, wstając z ławeczki i ruszając do domu. Zostawiam buty przy wejściu, od razu zabierając się do dekorowania. W całym domu pachnie pieczonym kurczakiem i papryką. Zadowolona z siebie wkładam herbaciane kwiaty do przygotowanego wcześniej wysokiego wazonu, przypominającego brązowy kamień. Wciągam lekko ich woń.

Spoglądam na zegarek. Jest już wpół do czwartej.

Wchodzę na chwilę do kuchni. Przestawiam garnek na kuchenkę, nastawiam ziemniaki i wyciągam dwa średniej wielkości, białe talerze.

Zabieram znów róże i wchodzę na górę.W mojej tymczasowej sypialni stwierdzam, że do kolacji mogłabym się przebrać. Otwieram szybko szafę. Wciągam na siebie jasne, jeansowe spodnie, które dobrze wyglądają z białą, zwiewną koszulką na ramiączkach. Gotując było mi za ciepło w sweterku, dlatego teraz cieszyłam się z tej popołudniowej zmiany.

Już po chwili stoję przed drzwiami sypialni Cary czując lekki stres. Byłam w każdym pomieszczeniu w domu, oprócz garażu i jej pokoju. Nie chciałam naruszać jej prywatności, ale obiecałam sobie zanieść tu kwiaty.

Naciskam klamkę, wchodząc cicho do środka. Od razu uderza mnie przestrzeń. Podobnie jak w moim pokoju jedna ściana składa się całkowicie z wielkiego okna widokowego. Ściany jak i drewniana podłoga mają niemal identyczny blado szarawy kolor. Do głębi sypialni prowadzi metrowy korytarzyk, który szybko przemierzam. Dopiero teraz zauważam ogromne łóżko z metalowymi ramami i cudownym zagłówkiem złożonym z czarnych prętów. Ściana za nim podzielona jest na dwie części. Ta od okna jest czarna, z czerwonym kwiatowym wzorem, a ta po drugiej jakby jej odbiciem - czerwona z czarnym wzorem.

Czując dziwne mrowienie na karku, rozglądam się wokół szukając czegoś w czym mogłabym ułożyć kwiaty.
Zauważam małe szafeczki nocne, a na nich ozdobne lampki. Toaletka, komoda i każdy inny mebel tu są czarne.

Zdezorientowana obracam się wokół przeszukując jakiegoś wazonu. Czegokolwiek, w co mogłabym zostawić róże. Kiedy nie zauważam niczego takiego, ruszam w kierunku drzwi, chcąc przynieść jeden z wolnych wazonów z salonu.

Jednak uchylona szuflada komody zwraca moją uwagę.

Podchodzę do niej chcąc ją zamknąć, ale zatrzymuję się w ułamku sekundy rumieniąc po cebulki włosów. Z boku wystaje kawałek czerwonej koronki. Przygryzam wargę i powolutku pociągam za metalowy uchwyt uwalniając przeszkodę. Zawartość przyprawia mnie o dreszcze w dole brzucha.

Przyglądam się niepewnie seksownej bieliźnie, dużej ilości koronkowych, jedwabnych i satynowych kompletów bielizny.

Serce zatrzymuje się w moich piersiach na sekundę.

Drżącą dłonią odsuwam koronkowe majtki przeszkadzające szafce w zamknięciu się.

Moje myśli krążą zupełnie gdzie indziej. Przy rzeczach i momentach, o których myślałam poprzedniej nocy. Przez właścicielkę tej bielizny.

Zupełnie nieświadomie przesuwam dłonią po czarnym gorsecie ozdobionym piórkami, po fioletowych figach, a na koniec po czerwonym staniku. Mój oddech z zupełnie nieznanych mi przyczyn przyśpiesza, a mrowienie w dole brzucha nie ustępuje.

Przez mój umysł przepływa mi jedna myśl, która nigdy nie powinna się pojawić.

- Rose? Co ty robisz? - zdziwiony głos dochodzi zza moich pleców.

Odwracam się przerażona, spoglądając w błyszczące, czarne oczy Cary. Stoi w drzwiach pokoju patrząc na mnie wymownie. Kucyk, który związała rano, mocno się już rozwalił tak, że wiele kosmyków owija się spokojnie wokół jej twarzy.

Mój oddech przyśpiesza, bo nie wiem co powinnam zrobić. Czuję się zażenowana. Tak strasznie głupio wyszło! Miałam tylko wpaść tu i zostawić kwiaty...

Spuszczam po sobie ramiona i pochylam głowę, by nie patrzeć jej w twarz. Czuję wstyd.

Słyszę ciche kroki, zauważając jej buty tuż obok mnie. Łapie mój podbródek podnosząc moją twarz w górę. Patrzy na mnie tymi ciemnymi oczami, a ja nie mam jak się ukryć. Mam wrażenie, że jej spojrzenie wypala mi dziurę w duszy szukając odpowiedzi.

- Powtórzę pytanie, chociaż strasznie tego nie lubię. Co robiłaś w mojej sypialni? - jej głos staje się chłodniejszy, bardziej natarczywy.

Czemu musi pytać? Nie widziała co robiłam? Zachwycałam się jej niesamowitą bielizną... Błądząc jednocześnie myślami przy tym, jak ona w niej wyglądała... Tego jednak nie zamierzam jej mówić.

- Przepraszam... - szepczę odwracając wzrok, bo czuję zbliżające się łzy wstydu.

- Wynoś się z mojej sypialni! - warczy nagle zupełnie zbijając mnie z tropu.

Spoglądam na nią, opanowując płacz. Jej oczy nadal błyszczą, chociaż już sama nie wiem czemu. Jednak w jej postawie zauważam tą samą zmianę co rano. Znów jest pewną siebie kobietą gotową do wszystkiego.

- Nie słyszałaś?! Wynoś się z mojej sypialni! - krzyczy znów niemal wypychając mnie na korytarz, po czym zatrzaskuje drzwi.

Ból, który znów pojawił się znikąd wyciska kolejne łzy. Czując nagłe wyczerpanie osuwam się po ścianie. Chowam twarz w dłonie płacząc cicho.

Nie tak miało być! Miałam pokazać jej, że jestem wdzięczna za dobroć jaką mi okazała, a wyszło... Cholera!

Nie chcąc, by czarnowłosa przypadkiem mnie tu nie zobaczyła ruszyłam drżącym krokiem do sypialni, ale najpierw wyłączyłam ziemniaki. Ochota na miły obiad zupełnie mnie opuściła. Kiedy już znalazłam się w swojej zielonej oazie opadam na chłodną pościel i spoglądam smutno w okno.

Ta cała sytuacja jest dla mnie taka... Nowa.

Myśli, które pojawiają się w mojej głowie coraz częściej są mi zupełnie nieznane. Nigdy nie myślałam o tym, jak inna dziewczyna wygląda w bieliźnie... A Cara... No cóż, zdecydowanie nie jest dziewczyną. Jest kobieta, która silnie stąpa po ziemi.

Takie wrażenie wywarła na mnie tamtego dnia w kawiarni.

Jest też opiekuńcza, poważna i troskliwa... A jak się okazuje ma w sobie wiele siły i autorytetu. Stojąc przed nią zastanawiałam się co zrobi.

Co się ze mną dzieje?

Czemu w jednej chwili rozpaczam nad swoim życiem, a w następnej myślę o jej ciele?

Otulam się ramionami starając się nie myśleć już o niczym.



***


Czarnowłosy słysząc gitarę elektryczną wygrywajacą szybkie riffy niechętnie otwiera oczy, wypuszczając kłęby dymu. Odkłada papierosa do szklanej popielniczki i sięga po swój telefon.

- Dziecko, czy ty nie masz kiedy do mnie dzwonić? - pyta chcą powkurzać swoją rozmówczynię.

- Jest dopiero dwudziesta. O tej porze to ty jeszcze nie jesteś zajęty, albo masz akurat przerwę w imprezach. - wściekły syk dziewczyny rozbawia go.

Spogląda na łóżko hotelowe i dwie nagie blondynki, które śpią. Przypomina sobie jak jeszcze godzinę temu był bardzo zajęty właśnie przez nie.

- Dobra masz rację. Mam chwilę spokoju. Co jest? - kiwa głową z szerokim uśmiechem.

Zna ją zbyt dobrze, by wiedzieć, że bez powodu nie dzwoni.

- Mam problem. - jej głos traci z tonu.

- Hej Lay... Co się stało? - pyta, a jego tętno przyśpiesza momentalnie.

- To nic poważnego, ale... Chwilowo nie załatwiaj mi żadnych zleceń ok?

- C... Co? - wyjąkał zdziwiony.

Wstał z fotela ubierając spodnie i stanął przed oknem spoglądając na wieczorne Los Angeles.

- Mam kilka spraw, którymi muszę się pilnie zająć. Poza tym... Poza tym chwilowo nie jestem w formie do zleceń. - jej głos zupełnie mu się nie podobał.

- Lady posłuchaj... Powiedz mi co się dzieje.

- Nie mogę. Nie tym razem. Nie teraz. Potrzebuję czasu. Daj mi go ok?

- Jasne. Powiedz mi tylko... Nic sobie nie złamałaś jak ostatnio, co? Ani nikt cię nie skrzywdził?

Chwilę czeka na odpowiedź patrząc na zachód słońca, który rzuca przyjemnie cienie na jego ciało.

Gdy mu odpowiada zdaje się lekko uśmiechać.

- Spokojnie. Nie jestem już dzieckiem. Nie mam już szesnastu lat. Potrafię sobie poradzić.

- Cieszę się. W razie czego wiesz, że wystarczy słowo?

W odpowiedzi roześmiała się perliście, przez co i on lekko się uśmiechnął.

- Tęsknię za tobą.

Jej wyznanie ścisnęło jego serce. Nie często mówiła o uczuciach.

- Ja za tobą też, Lay... Załatwię ci trochę spokoju. Odwołam najbliższe spotkania, a jeżeli się nie uda to dam je komuś innemu.

- Dziękuję...

- Nie zaczynaj nawet. Wiesz, że dla ciebie zrobię wszystko. Nie masz za co dziękować. - przerwał jej brutalnie.

- Muszę kończyć... Jestem zmęczona...

Wcale nie brzmiała na zmęczoną co wcale nie uszło jego uwadze.

- Idziesz spać kłamco? Nie wierzę ci. Jest za wcześnie.

- Masz mnie. - śmieje się. - Nie chcę ci przeszkadzać kochany.

- Nie przeszkadzasz mi nigdy. Wiesz dobrze. - mówi rozsiadając się znów w fotelu i zaciągając papierosem.

- Na prawdę nie chce zajmować ci więcej czasu...

- Oszustka. Ale niech ci będzie. Idź już.

- Kocham cię.

- Ja ciebie też, sama wiesz.

- Wiem. Dobranoc.

- Pchły na noc. - kończy rozłączając się.

Odkłada telefon na stolik. Opiera głowę o zagłówek fotela zamykając oczy.

Coś ociera się o jego tors. Podnosi wzrok, zauważając blond czuprynę. Całuje ją biorąc w ramiona i odsuwa od siebie myśli o zleceniach zabójczyni.



***



Czysta i pachnąca fiołkami wychodzę z łazienki. Mam na sobie rozciągniętą, czarną bokserkę sięgającą mi do połowy ud, która służy mi za piżamę i czystą bieliznę w tym samym kolorze. Nie umiem bez niej spać i tyle. Włosy schowałam w kokonie z ręcznika. Umyłam już zęby i chcę się położyć. Po kilku godzinnych rozmyślaniach ukoiłam myśli gorącym prysznicem, który podziałał na mnie kojąco.

Zmierzam w kierunku mojego pokoju ściskając w ramionach ubrania i szczoteczkę.

Zamykam za sobą drzwi, układam wszystko na swoim miejscu w szafie, by po chwili usiąść na łóżku. Ściągam ręcznik z głowy, gdy nagle chce mi się wody.

Kiwam głową, zła na samą siebie, po czym schodzę na dół po schodach i zamieram.

Na środku salonu zauważam czarnowłosą. Robi właśnie podwójne salto w tył.

Moje ciało znowu zareagowało na jej widok przyśpieszonym biciem serca i skurczami w dole brzucha.

Korzystając z okazji przyglądam się jej. Znów ma związane wysoko włosy, ale przebrała się. Ma czarny stanik sportowy i krótkie spodenki do kompletu. Jest boso. Odwraca się niespodziewanie w moją stronę, a ja wciągam głośno powietrze.

Nie ma na sobie ani grama makijażu, przez co wygląda o wiele młodziej i jaśniej. Jej oczy rozbłyskają na mój widok, a usta rozciągają się w lekkim uśmiechu.

- Ślicznie wyglądasz Rosalie. - szepcze zmierzając w moim kierunku, a mi niespodziewanie miękną kolana.

10 lutego 2015

Rozdział 4

Nie jestem pewna co pierwsze wydarło mnie ze snu. Jasne promienie słońca wwiercające się boleśnie w moje powieki czy boski zapach unoszący się w pokoju. Może to obie rzeczy połączone razem?

Przeciągam się leniwie, ziewając i siadam na łóżku. Rozglądam się po sypialni. Drzwi są zamknięte, a widok z okna przyprawia o same pozytywne myśli. Uśmiecham się lekko, przypominając sobie wczorajszy wieczór w ramionach czarnowłosej. Mimo moich obaw, strachu i nieświadomości co do takich spraw byłam... Szczęśliwa? Chyba tak mogłabym nazwać ten stan.

Przed snem myślałam. Dużo myślałam o całej tej sytuacji.

Uciekłam z domu. Tak to trzeba nazwać. Jednak czy nie zrobiłam dobrze? Od kilku miesięcy rozmyślałam to rozwiązanie, ale zawsze brakowało mi odwagi. Wczoraj moją odwagą okazała się Cara. Nikt nigdy nie zainteresował się tym jak żyłam. Nikt nigdy o tym nie mówił. Zupełnie jakby to się nie działo.

Tyle, że to miało miejsce. W domu, w którym się wychowywałam. Z dala od matki, której nigdy nie poznałam, przy mężczyźnie, który obwiniał mnie o śmierć żony. Bez dziadków jak inni, bez cioć i wujków. Zimą często siedziałam w domu w kurtce i swetrach owinięta kocem, a i tak mój oddech zmieniał się w parę. Czasem ktoś zaprosił mnie na ciepłą zupę, albo kanapki, gdy widzieli mnie na klatce schodowej.

Podkulam nogi pod brodę, obejmując je ramionami i patrzę na kominek.

Przed oczami pojawiły mi się wspomnienia. Wiele smutnych, samotnych wspomnień.

Najgorsze były święta... Czasami przechadzałam się po zaśnieżonych ulicach przyglądając się szczęśliwym ludziom zza zamarzniętych okien. W każdym większym domu palił się wesoły ognień w kominkach. Pięknie oświetlone i ubrane choinki, a pod nimi sterty prezentów. Chociaż nie wszędzie. Nieraz były to tylko niewielkie, symboliczne upominki. Jednak i tak serce zawsze krajało mi się na ich widok. Inni mieli chociaż rodziny, ludzi, którzy ich kochali i szanowali.

Zaciskam oczy czując łzy. Nie mogę płakać. Za wiele już łez wylałam wspominając przeszłość. Te jednak napływają do moich oczu zupełnie nieproszone. Nie chce psuć tego dnia. Pierwszego dnia wolności z dala od tamtego koszmaru.

Teraz już nie będę. Nie będę płakała.

Otwieram oczy, spoglądając na krajobraz rozciągający się za oknami. Podchodzę do niego, opierając się lekko o białą futrynę. Widok zniewala. W odległości około stu metrów od domu zaczyna się las mieszany. Trawnik wokół jest pięknie zielony i zadbany. Zauważam kilka ławeczek, krzaków ozdobnych oraz fragment boiska do koszykówki.

Unoszę zdziwiona brwi do góry. Cara nie wygląda na kogoś kto gra, chociaż... Może się mylę?

Podnoszę dłoń do policzka i z radością stwierdzam, że jest już suchy, a ja nie płaczę. Jednak piękno pozwala się uspokoić. Z uśmiechem spoglądam w dół na swoje ubranie od razu czując dyskomfort.

Mam na sobie te same ubrania, w których spędziłam poprzedni dzień. Cieszyłam się, że czarnowłosa nie próbowała mnie przebierać, ale z drugiej strony sama mogłam o tym pomyśleć. Kiwam zdegustowana głową sama na siebie i rozglądam się po pokoju. Nigdzie nie dostrzegam mojego plecaka, ani prowizorycznej torby.

Tknięta nagłym przeczuciem podchodzę do szafy i lekko uchylam białe drzwiczki. Ku mojemu zdziwieniu okazuje się, że wszystkie moje ubrania leżą porozkładane na półeczkach, wraz z kilkoma rzeczami, których kompletnie nie rozpoznaję. Otwieram szufladę, znajdując jednocześnie moją bieliznę poskładaną w kosteczkę.

Czując rumieńce na twarzy zabieram czyste majteczki, stanik, białe rybaczki i szary sweterek w misie. Kładę wszystko na brzegu łóżka i już mam zacząć się przebierać, gdy nagle zauważam zmianę. Zaraz po przebudzeniu drzwi do pokoju były zamknięte, a teraz lekko uchylone.

Dreszcz niepokoju przebiega mi po kręgosłupie. Bardzo powoli dochodzę do nich i zamykam je cichutko. Co to ma oznaczać? Ktoś się ze mnie nabijał? Cara?

Kiwam głową.

Wpadam w paranoję. Od razu wszędzie muszę się doszukiwać morderców i psychopatów? Prawda jest taka, że gdyby czarnowłosa chciała mnie skrzywdzić już dawno, by to zrobiła.

Przebieram się szybko, składając brudne ubrania i kładąc je na jedną z pustych szafek. Wciągam jeszcze tylko białe szare skarpetki i zamykam szafę. Chcę już wyjść, kiedy stwierdzam, że pościelę jeszcze łóżko. Poprawiam prześcieradło, trzepię miękkie poduszki i wygładzam kołdrę zaginając na wierzch brzeg przy poduszkach. Kiedy jestem już zadowolona z efektu postanawiam nareszcie wyjść.

Opuszczając pomieszczenie przymykam drzwi i rozglądam zaciekawiona wokół. Znajduję się w niewielkim korytarzyku po jednej stronie oddzielonym białą barierką z pięknie zdobionymi szczeblami. Moje stopy zapadają się lekko w miękkim, beżowym dywanie, który ładnie współgra z szarymi ścianami dodając mu życia.

Opieram się lekko po barierce rozglądając wokół. Korytarzy rozciąga się po mojej prawej i lewej stronie zawracając tak, że tworzy literę "u". Naprzeciw mnie znajduje się ściana z ogromnymi oknami dwupiętrowymi. Na piętrze zauważam jeszcze trzy inne pary drzwi, a po lewo schody do których niemal biegnę, chcąc zobaczyć resztę domu.

Zachowując się kompletnie jak dziecko schodzę na parter i rozglądam się znów ciekawsko. Ciemna, drewniana podłoga oraz karmelowe ściany idealnie pasują do salonu, który rozciąga się pod wolną przestrzenią. Koło schodów znajduje się niewielki korytarz prowadzący do drzwi wejściowych.

Spoglądam w lewo i zauważam duże podwójne drzwi. Trafiam do dużej jadalni połączonej z przestronną kuchnią. Szereg okien sprawia, że jest tu bardzo jasno. Wrażenie potęguje podłoga wykonana z jasnego drewna i białe obicia ciemnych krzeseł. Część kuchenną od jadalnej oddziela ciemna wyspa, przy której stoją trzy krzesła barowe.

Gdy zauważam Carę stojącą do mnie tyłem uśmiecham się lekko. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy to mój nos mnie tu przywiódł. Zapachy roznoszące się tu są odurzające. Siadam na jednym z krzeseł barowych, przyglądając się czarnowłosej.

Ma na sobie ciemne, obcisłe marmurki, a do tego zauważam czarną marynarkę. Na nogach ma skórzane koturny. Gdy obraca się w moją stronę niemal od razu się rumienię. Do tego ma obcisłą białą koszulę, której kilka górnych guziczków wcale nie zapięła, ukazując nieco dekoltu.

- Wstałaś już? - już mam odpowiedzieć, gdy znów się odzywa. - Zrobię ci śniadanie.

Zdziwiona obojętnością w jej głosie kulę się nieco.

- Caro ja... Dziękuję, nie trzeba... - zaczynam cicho czując się winną.

- Śniadanie to podstawa każdego dnia. To, że chwilowo znajdujesz się w moim domu upoważnia mnie do bycia za ciebie odpowiedzialną. - mówi jednocześnie wyciągając z lodówki jajka, masło, zieloną paprykę i pomidory.

- Ja... Skoro już muszę zjeść to mogę sama...

- Do cholery! Przestań! Zrobię ci to śniadanie i koniec kropka. Potem niestety muszę wyjść do pracy, ale koło szesnastej powinnam wrócić. - wykrzykuje czym zupełnie mnie zaskakuje.

Czy ona była na mnie zła? Zrobiłam coś nie tak...? Przecież wczoraj była taka... Taka troskliwa, a teraz... Przyglądam się jej jak kroi warzywa w średnią kostkę, zapala gaz i podsmaża wszystko na maśle. Zapach jaki unosi się w powietrzu faktycznie sprawia, ze głodnieję.

Zraz...

- Jak to wychodzisz? Mam tu zostać?! A co z Zakątkiem? Ja też pracuję! - wyrzucam z siebie, czym widocznie musiałam ją rozbawić, bo spoglądam na mnie nieco łagodniej.

- Załatwię wszystko z panią Oliv. Nie przejmuj się tym. I tak. Wolałabym abyś tu została. Do miasta samochodem jest kawałek drogi, a autobusy... No cóż. Po lasach nie kursują. - mówi roztrzepując w miseczce jajka.

Lekko zdenerwowana opieram się policzkiem o chłodny blat wyspy.

- Nie powinnam ci ufać... - mówię.

Spojrzenie jakim mnie obdarza na powrót staje się zimne. Zauważam też zmianę w jej posturze, prostuje się bardziej, a jej oczy tracą blask.

- Wiem. Jednak z jakiegoś powodu mi ufasz. Nie martw się. Nie wykorzystam tego. Jak również sytuacja z wczoraj się nie powtórzy. Możesz mieszkać w moim domu ile chcesz. Nie zależy mi na tym, bo i tak często wyjeżdżam w interesach, a wtedy stoi tu pusty. - mówi, a raczej cedzi słowa.

Kulę się w sobie bardziej czując wyrzuty sumienia. Już chcę ją przeprosić, gdy nagle stawia przede mną ogromy talerz z pysznie wyglądającą jajecznicą posypaną świeżym szczypiorkiem, który wraz z innymi przyprawami stoi w doniczce na parapecie, gorącymi tostami i kubkiem aromatycznej herbaty.

- Smacznego. Zmywać nie musisz. Zostaw wszystko, potem się tym zajmę. Cały do jest do twojej dyspozycji. Do tego ogród. - mówi wychodząc z części kuchennej do jadalnej i zmierzając w stronę salonu.

Zrywam się z krzesła, biegnąc za nią. Dopadam ją dopiero w małym korytarzu przy drzwiach. Związuje włosy w wysoki kucyk i zakłada okulary przeciwsłoneczne.

- Cara ja... Czy zrobiłam coś złego wczoraj...? - wypalam nagle, gdy nasze spojrzenie się krzyżuje.

- Wczoraj było wczoraj. Owszem, było mi cudownie, ale to tyle. To nie powinno się zdarzyć. Koniec tematu. Żegnaj Rose. - mówi, chwytając czarną torbę i wychodząc z domu.

Chcę wyjść za nią, zapytać o co chodzi, czemu jest taka oschła, ale coś mnie powstrzymuje.

"To nie powinno się zdarzyć."

Boże, jaka ja jestem głupia!

Czując przygnębienie, które od razu przypomina mi o moim rannym smutku wracam do kuchni. Zjadam jajecznicę, która jest wyborna, a potem wypijam ciepły wciąż napar. Smakuje wanilią i pomarańczami.

Opieram się wygodnie o blat, wpatrując w przyprawy rosnące w doniczkach.

Wczoraj miałam wrażenie, że była tak bardzo mną zainteresowana, opiekuńcza... A dziś? Zupełnie jakbym miała do czynienia z inną kobietą. Nie rozumiem tego. Przecież nic złego nie zrobiłam! Była na mnie zła bez powodu!

A może to nie na ciebie była zła? - jakiś głos mojej podświadomości szepcze mi cicho - Może była zestresowana? Widziałaś przecież, jak się śpieszyła. Może stres związany z pracą?

Wydaje się to możliwe... Nawet jeśli to prawda, nie miała prawa wyżywać się na mnie! Nic złego nie zrobiłam... Może jednak?

Bardzo dokładnie przeanalizowałam naszą znajomość od samego początku. Kiedy nie doszukałam się niczego nieprawidłowego w moim zachowaniu, coś innego skupiło moją uwagę.

6 lutego 2015

Rozdział 3

Gdy wchodzimy do mieszkania pierwsze co czuję to smród. Odrzucający zapach alkoholu, wymiocin i stęchlizny. Boję się wejść dalej i zamieram z dłonią na klamce. Jednak ona popycha mnie dalej do szarego korytarzyka wyłożonego starym linoleum i obdrapaną boazerią.

Niepewnie zerkam do niewielkiej kuchenki. Na betonowej podłodze widać ślady błota. Stary regał kuchenny cały zawalony jest pustymi butelkami i resztkami jedzenia.

Zaciskam dłoń na framudze drzwi czując ból rosnący w sercu.

Stało się.

Nie było mnie tylko kilka godzin w domu, a tu... Pobojowisko. Starałam się utrzymać to miejsce w ładzie tak długo jak tylko dawałam radę, ale teraz... Stało się.

- Rose...? Powinnaś to zobaczyć... - słyszę za sobą głos dziewczyny.

Obawiając się najgorszego idę do niej w stronę pokoju dziennego. Okropny smród jest coraz gorszy. Staję obok niej w drzwiach i zamieram po raz drugi. Na ścianach widnieją okropne rysunki zrobione czarną farbą, a stary, pomarańczowy dywan w kilku miejscach ma plamy po wymiocinach.

W ekranie telewizora zieje dziura z której wystaje kawałek lampy, zupełnie jakby ktoś rzucił nią w niego chcąc go wyłączyć. Jest zimno. Wszędzie walają się kawałki szkła i starych, brudnych szmat. Wciągam głośno powietrze, widząc mężczyznę śpiącego na stole. Dalej na kanapie chrapie inny. Śmierdzą alkoholem. Nie poznaję ich.

Czuję wstyd i ból.

Czuję jak delikatnie dotyka mojego ramienia.

Co teraz musi o mnie myśleć? Mieszkam w ruderze... W brudzie i z kimś takim...

Odwracam się w jej stronę zamykając oczy i czekając na słowny cios,  który mnie złamie. Jednak słowa, które wypowiada sprawiają, że czuję się krucha jak lalka.

- Nie ma mowy, że tu zostaniesz. Zabieram cię stąd. Weź swoje rzeczy i zmywamy się z tego miejsca.

Czując zmęczenie, przygnębienie i wstyd kiwam lekko głową zmierzając w stronę mojego niewielkiego pokoju. Gd widzę zamknięte drzwi mam nadzieję, że tam nic się nie zmieniło. Wchodzę powoli do środka i zapalam lampkę nocą stojącą na szafeczce tuż obok drzwi.

Lekko brzoskwiniowe ściany z kilkoma obdartymi plakatami i stojąca lampa z wielkim abażurem to jedyne rzeczy świadczące o kobiecej obecności w tym pokoju. Pod niewielkim oknem stoi zniszczona szafka z ubraniami służąca równocześnie za biurko, na którym leży kilka zeszytów i książek. Spoglądam na łóżko.

Wydaję z siebie cichy jęk żalu.

Jasna pościel ma brzydki żółtawo - pomarańczowy odcień i nieprzyjemny zapach. Na środku łóżka rozwalony leży czterdziestoletni mężczyzna w pobrudzonym podkoszulku i starych dresach. Obok jego twarzy leży pusta butelka piwa.

Zakrywam usta dłonią chcąc zapaść się pod ziemię. Patrzę na jego miarowy oddech i mimo lekkiej ulgi czuję ból rozsadzający mnie.

- Rose...? Musimy się zbierać... - jej cichy głos kieruje mną. Kiwam znów głową i powoli starając się niczego nie ruszyć kucam przy komodzie. Otwieram szufladę, by już po chwili pakować jej skromną zawartość do plecaka podanego mi przez czarnowłosą.

Upychałam do środka cały mój dobytek zupełnie jakbym... Uciekała... I może właśnie z tą myślą to robiłam? Jako o ucieczce od tego domu. Od przeszłości.

Opróżniwszy jedną szufladę zabrałam się za drugą,  którą powinnam w gruncie rzeczy spakować pierwszą. Zawstydzona złapałam szybko kilka sztuk bielizny wciskając ją jak najgłębiej. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na towarzyszącą mi dziewczynę, a gdy zobaczyłam jej spojrzenie skierowane wprost na mnie poczułam jak się rumienię.

Odwróciłam szybko wzrok i skończyłam pakować ubrania. Zgarnęłam resztę do mojej chusty w kropki i zrobiłam z tego prowizoryczny wór. Wstałam i popatrzyłam na moje łóżko. Znów poczułam ból.

- Powinnyśmy już iść. W każdej chwili któryś z nich może się obudzić, a nie chcę mieć ich na sumieniu. - jej głos stał się nagle lodowaty.

Złapałam w ręce moje pakunki, ale od razu mi je zabrała, ruszając do wyjścia.

Spojrzałam po raz ostatni na mężczyznę i zgasiłam światło wychodząc.

- Dobranoc tatusiu... - szepnęłam opuszczając mieszkanie.

Zbiegłam po schodach i wyszłam na chłód letniej nocy. Tuż pod blokiem stoi zaparkowane BMW Cary. Ona sama wkłada moje bagaże na tylne siedzenie. Zatrzymuję się nagle, myśląc co ja właściwie robię.

Nie znam jej. Ona zachowuje się w stosunku do mnie dość dziwnie. A co jeżeli jest jakąś psychopatką, która chce mnie wywieźć i zabić? Okup raczej odpada.

Chciałam jednak po prostu jej zaufać, a raczej ta część mnie, która była zafascynowana nieznajomą i zarazem zmęczona tym co właśnie widziałam. Resztkami mojego dawnego domu.

I to właśnie ta część sprawia, że wsiadam do samochodu, zapinając pasy.

Czarnowłosa już po chwili siedziała obok zapalając silnik, który budzi się do życia przyjemnym pomrukiem. Noc rozświetla czerwona deska rozdzielcza. Nie pytam o nic, bo ufam jej. Głupie czyż nie? Nie znam jej, a jednak ufam. Jak w jakimś marnym horrorze. Ofiara zaufała swojemu prześladowcy.

Uśmiecham się lekko do siebie od razu czując na sobie jej wzrok. Nie pyta jednak o nic, za co jestem jej wdzięczna. Opieram się wygodniej w fotelu i odwracam twarz w jej stronę, spoglądając na profil czarnowłosej.

Czuję się zmęczona, jest mi zimno, a mętlik w mojej głowie nie pomaga mi w niczym. Ogromny ból związany z moim domem dominuje nad lękiem do kobiety. Czego innego mogłam się spodziewać w domu? Na próżno łudziłam się, że może pewnego dnia to się zmieni. Prawda była jednak zupełnie inna. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Od kiedy tylko sięgam pamięcią musiałam radzić sobie sama.

Mama... Może gdyby ona żyła wszystko potoczyło by się zupełnie inaczej. Może tato... Może by mnie kochał?

Zawsze obwiniał mnie o jej śmierć. Mówił, że zabrałam mu sens jego życia...

Mama zmarła przy porodzie... Ludzie, którzy ją znali mówili, że to ona kazała ratować mnie bez względu na nią...

- Hej... Rosalie... Nie płacz... Jeżeli chcesz możesz się przespać, czeka nas jeszcze godzina drogi do mojego domu. - cichy, pełen współczucia albo czegoś innego głos mojej wybawicielki sprawił, że poczułam senność.

Nie wiem ja to się stało, ale gdy zamknęłam oczy naprawdę usnęłam...


***

{Podkład}


Kiedy wracam z krainy Morfeusza pierwsze co czuję to ciepło, czyjś dotyk na włosach i miękkość koca. Potem słyszę ciche trzaskanie ognia i piękną grę na pianinie. Nie otwieram jednak oczu marząc, by ten stan błogości towarzyszył mi jeszcze trochę.

Wspomnienia wróciły do mnie powoli uświadamiając mi co się stało. Zasnęłam w Zakątku, potem to dziwne spotkanie z Carą, chęć powrotu do domu, zdewastowane mieszkanie i jazda do czarnowłosej.

Serce zabiło mi szybciej.

Gdzie ja się znajdowałam?

Miałam już otworzyć oczy, gdy poczułam czuły dotyk na twarzy.

- Spadłaś na mnie jak grom z jasnego nieba dziewczyno... Jesteś taka piękna i delikatna... Ehh... Chciałabym się tobą zająć, złożyć u twoich stóp cały świat... Beznadziejnie trafiłaś wiesz...? - czuły szept przyprawia mnie o dreszcze jednak nie poruszam się.

Znam ten głos...

Czuję jak podnosi mnie nieco do góry głaszcząc mój policzek. Ciepły oddech na skórze przyprawia mnie o palpitacje serca. Jednak dopiero to co dzieje się po chwili sprawia, że za chwilę umrę.

Wilgotne wargi ocierają się o moje usta w delikatnym pocałunku. Nie jest taki jak mój pierwszy, namiętny niby brutalny. Jest jak muskanie skrzydeł motyla. Przez kilka sekund nie reaguję, ale w momencie, gdy mokry język dotyka mojej dolnej wargi otwieram oczy.

Przytłumione światło z kominka odbija się od czarnych oczu Cary, które wpatrują się we mnie intensywnie. Wydają się pełne uczucia. Uczucia, którego nie znam. Patrzy na mnie, a ja jestem pewna, że się ode mnie odsunie.

Może właśnie to sprawia, że łapię ją za materiał bluzki i przytrzymuję przy sobie. Przygląda mi się zdziwiona, ale wciąż pochyla się nade mną.

- Mam nie przestawać...? - pyta niepewnie, a jej usta lekko muskają moje.

Przymykam znów oczy zdziwiona swoim zachowaniem i reakcją, gdy kiwam lekko głową.

Słyszę westchnienie, by już po sekundzie znów być całowaną. To znów ta delikatna wersja. Po chwili jednak ta maleńka część mnie, która została obudzona podczas naszego pierwszego pocałunku zwycięża nade mną i oddaje go leciutko.

Kolejne westchnienie czarnowłosej połączone jest z lekkim uśmiechem, który wyczuwam.

Coś głęboko we mnie ma ochotę mruknąć jak kot, ale powstrzymuje tą chęć.

Przerażona i podekscytowana zarazem czuję dziwną reakcję mojego ciała. Delikatne mrowienie w dole brzucha, pogłębia się wraz z każdym otarciem naszych warg.

Jakie jest moje zdziwienie, gdy odsuwa się ode mnie. Otwieram oczy rzucając jej zdziwione spojrzenie, czując jednocześnie rumieńce na policzkach. Jej roziskrzony wzrok sprawia, że mrowienie staje się na chwilę mocniejsze. Po chwili jednak ustępuje.

- Zadziwiasz mnie dziewczyno... Będzie lepiej jeżeli pójdę... - mówi uśmiechając się pobłażliwie.

Rozglądam się po pomieszczeniu. Leżę w jej ramionach na wielkim łóżku z jasnozieloną pościelą w piękne wzory roślinne. Naprzeciwko łóżka znajduje się wmurowany w ścianę nowoczesny kominek, w którym wesoło płonie ogień. Po prawej stronie trzy wielkie okna sięgające od podłogi do sufitu dają widok na las pogrążony w śnie. W oddali widać jezioro, którego srebrzysta tafla  odbija światło księżyca.

W półmroku ściany wydają się być w kolorze młodych źdźbeł trawy. Zauważam pojedyncze drzwi po lewo, wysoką szafę, biurko, kilka szafek i półek zapełnionych książkami. Po obu stronach łóżka stoją szafki nocne, a na nich piękne białe lampki z abażurami ozdobionymi zielonymi kryształkami.

Spoglądam znów na nią, od razu uciekając wzrokiem, bo ta patrzy na mnie z dziwnym wyrazem na twarzy.

- Podoba ci się?

- Jest pięknie... - szepczę wywołując jej szczery uśmiech.

- Nareszcie się odezwałaś. Cieszę się. Zostawię cię lepiej samą. Wyśpij się Rose.

Powoli zdejmuje moją głowę ze swoich ramion, wstając i kierując się w stronę wyjścia.

Część mnie krzyczy bym jej nie pozwoliła.

- Dlaczego odchodzisz?

Spojrzenie jakim mnie obdarza sprawia, że się rumienię, znów czując mrowienie w dole brzucha. Zatrzymuje dłoń na klamce, drugą wkładając do kieszeni.

- Jeżeli zostanę dłużej, a ty nadal będziesz taka uległa skończymy nagie w tym łóżku. A potem pewnie mnie znienawidzisz i odejdziesz. Nie chcę cię ranić. Dlatego dobranoc Rosalie. - mówi wychodząc.

Zostawia mnie samą z sercem tańczącym walca. Szybkiego i porywczego. Mój oddech przyśpiesza, gdy myśli krążą wokół jej słów.

"Skończymy nagie w tym łóżku."

Och!

Dopiero teraz zdaje sobie sprawę z tego co wydarzyło się tu chwilę temu.

Całowałam ją. Możliwe, że w jakiś sposób pociągała mnie, bo tego, iż ona była mną zainteresowana zdecydowanie nie mogłam teraz podważać.

Dreszcz przebiega po moich plecach, chociaż nie jest mi zimno.

Ona jest kobietą... Ja dopiero za trzy miesiące miałam skończyć 18 lat...

Jęknęłam przeciągle w poduszkę mając mętlik w głowie.

Niespodziewanie moje myśli zaczęły krążyć wokół jej słów. Pomyślałam o niej, tak blisko mnie...

Mrowienie znów się pojawiło.

Okryłam się czystą kołdrą myśląc o możliwościach co rusz rumieniąc się.

Usnęłam dopiero kilka godzin później, gdy stwierdziłam, że już nie jestem taka pewna, czy tylko chłopcy mi się podobają.