Moje serce wykonuje salto w tył, a umysł wymyśla już tysiące powodów, bym go nie słuchała. Gorąco rozlewa się po moim ciele wraz z oczekiwaniem. Chce tego, mimo, że dobrze wiem co to oznacza w moich stosunkach z Carą. Jednak z drugiej strony przecież nawet nie jesteśmy razem...
Miękkie wargi ocierają się o moje.
Cholera. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy.
Mimo to od razu się mu poddaję. Niepewnie oddaję pocałunek, a on wplata jedną dłoń w moje włosy, drugą przyciągając do siebie. Muszę stanąć na palcach, chociaż i tak już mocno się nachylił. Cholera. Przy nim jestem jak krasnal.
Wilgotny język wpełza między moje wargi głaszcząc moje podniebienie. Wrażenie jest nieziemskie. Lekko wzdycham.
To sprawia, że mimowolnie zaczynam porównywać jego pocałunek z Carą. Oboje dominują, ale każde w zupełnie inny sposób. Czarnowłosa zdaje się być po prostu bardziej doświadczona niż ja, a Max... Całuje po prostu jak na faceta przystało.
Nagle zupełnie nie wiedzą kiedy leżę na łóżku, przygnieciona ciężarem jego ciała.
Czuję jego dłonie na moim brzuchu, a palący dotyk wyrywa wzór na mojej skórze. Wzdycham cicho.
Co się ze mną dzieje?! Cholera! Przecież to Max! Ten sam facet, który wkurzył mnie na "dzień dobry"! Przecież... Nie mogę tego zrobić czarnowłosej.
- Przestań. - mówię cicho i staram się go z siebie zepchnąć.
Bez słowa odsuwa się ode mnie, siada na łóżku obok, wpatrując we mnie intensywnym, ciemnym wzrokiem. Przechodzi mnie dreszcz, ale wiem, że nie mogę dać się omamić. Znów. Tym razem nie zachowam się już tak lekkomyślnie. Nie mogę.
- Max... - zaczynam niepewnie, chcąc to wyjaśnić.
Ten jednak macha ręką zupełnie jakby nic się nie stało i wstaje. Posyła mi poważne spojrzenie tak, że mimowolnie kulę się lekko w sobie, chociaż zupełnie nie mam ku temu powodu.
- Daj spokój Rose. Nie musisz nic mówić. To moja wina. Zapędziłem się. przecież jesteś z Carą. - mówi z przekąsem.
- To też moja wina... Po prostu... Ta sprawa z moim ojcem... To w jakiś sposób... - zaczynam tłumacząc się przed nim, a zarazem przed samą sobą. - Mam wrażenie, że to chyba mnie za bardzo... Rozbiło. Tak bym to ujęła. Chciałabym, by ona tu teraz była, ale pracuje. A ja nie zamierzam jej nic mówić. Stało się. Nie mam już ojca.
- Nie myśl o tym w ten sposób. To ja zacząłem. Cara... Jest jedyną osobą, którą znam od prawie zawsze. Wiele jej zawdzięczam. Jest moją jedyną rodziną. Oczkiem w głowie. Zasługuje na wszystko co najlepsze. - mówi, a ja jeszcze bardziej kulę się w sobie. Nie patrzę na niego. Za bardzo boję się wyrazu jego twarzy.
"Jedyną rodziną.".
"Wszystko co najlepsze...".
Teraz pewnie powie, że powinnam się spakować i wynieść skoro pozwoliłam mu na tak wiele, gdy jej nie ma. Że na nią nie zasługuje. Z trudem powstrzymuje łzy.
- Dlatego, teraz wiem, iż w twoich rękach będzie pod najlepszą opieką.
Zdziwiona podnoszę twarz do góry i patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami.
Czy on na prawdę to powiedział? Sądził, że jestem dla niej odpowiednia?
- Naprawdę...? - pytam cicho.
Jego szare oczy uśmiechają się do mnie wcześniej niż usta.
- Naprawdę. Bo nie jesteś w stanie jej skrzywdzić. A teraz zostawię cię samą Rose. Połóż się już spać. - mówi wesoło, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Macha mi na do widzenia i wychodzi z mojego pokoju zamykając za sobą drzwi.
***
Kiedy się budzę w pokoju panuje pół mrok. Na miękkich nogach wstaję, podchodzę do okna i odsłaniam je. Ten widok jak zawsze mnie zniewala. Jednak tym razem to nie on przykuwa moją uwagę. Słońce chyli się ku zachodowi... Czyżbym spała cały dzień?
W sumie... To możliwe... Po odejściu Max'a długo nie mogłam zasnąć. Kręciłam się i przewracałam. Na dodatek ta burza... Nienawidzę burzy. Zawsze bałam się, że piorun uderzy prosto we mnie, albo w naszą kamienicę i umrę...
Kiwając głową, odwracam się w stronę drzwi, a wtedy dostrzegam coś jeszcze. W cieniu wielkiej wierzby płaczącej stoi czarne BMW. Przyglądam mu się przez chwilę, a fakty docierają do mnie cholernie powoli.
Wybiegam z pokoju na korytarz. Na kanapie rozwalony pochrapuje Max. Na jego widok moje serce na chwilę zamiera. Nie trwa to jednak długo, bo od razu biegnę w stronę jej sypialni. Dawno mnie tu nie było. Bez pukania otwieram drzwi. W małym korytarzyku leży ogromna walizka, a kawałek dalej kolejna.
wchodzę do środka i czuje na sobie jej wzrok. Bystre, czarne oczy patrzą na mnie, a usta wyginają w kuszącym uśmiechu. Od razu podbiegam do niej i wtulam się w nią chłonąc jej cudowny zapach. Jej silne ramiona przygarniają mnie mocniej.
Tak strasznie mi jej brakowało...
- Hej Rosę... Tęskniłaś troszkę...? - pyta swoim miękkim głosem.