.

.

2 grudnia 2015

Sylwestrowe Candy !




Autorka bloga rozpieszcza nas przed świętami :)

Gorąco zapraszam, bo naprawdę warto :)

PS. Pyszne smakołyki wychodzą z rąk tej cudownej pani :)

Więcej informacji tu --->     Kamira90

1 grudnia 2015

Rozdanie świąteczne!

Zapraszam na niesamowite rozdanie świąteczne na blogu

Więcej informacji tutaj




Zapraszam bo naprawdę warto :)

Hoł hoł hoł :)

Zapraszam Was na magiczne świąteczne rozdanie :)

http://kosmetykipannyjoanny.blogspot.com/2015/11/swiateczne-rozdanie-wygrywa-11-osob.html#more

Tam dowiecie się więcej :)

3 czerwca 2015

Rozdział 14

Moje serce wykonuje salto w tył, a umysł wymyśla już tysiące powodów, bym go nie słuchała. Gorąco rozlewa się po moim ciele wraz z oczekiwaniem. Chce tego, mimo, że dobrze wiem co to oznacza w moich stosunkach z Carą. Jednak z drugiej strony przecież nawet nie jesteśmy razem...

Miękkie wargi ocierają się o moje.

Cholera. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy.

Mimo to od razu się mu poddaję. Niepewnie oddaję pocałunek, a on wplata jedną dłoń w moje włosy, drugą przyciągając do siebie. Muszę stanąć na palcach, chociaż i tak już mocno się nachylił. Cholera. Przy nim jestem jak krasnal.

Wilgotny język wpełza między moje wargi głaszcząc moje podniebienie. Wrażenie jest nieziemskie. Lekko wzdycham.

To sprawia, że mimowolnie zaczynam porównywać jego pocałunek z Carą. Oboje dominują, ale każde w zupełnie inny sposób. Czarnowłosa zdaje się być po prostu bardziej doświadczona niż ja, a Max... Całuje po prostu jak na faceta przystało.

 Nagle zupełnie nie wiedzą kiedy leżę na łóżku, przygnieciona ciężarem jego ciała.

Czuję jego dłonie na moim brzuchu, a palący dotyk wyrywa wzór na mojej skórze. Wzdycham cicho.

Co się ze mną dzieje?! Cholera! Przecież to Max! Ten sam facet, który wkurzył mnie na "dzień dobry"! Przecież... Nie mogę tego zrobić czarnowłosej.

- Przestań. - mówię cicho i staram się go z siebie zepchnąć.

Bez słowa odsuwa się ode mnie, siada na łóżku obok, wpatrując we mnie intensywnym, ciemnym wzrokiem. Przechodzi mnie dreszcz, ale wiem, że nie mogę dać się omamić. Znów. Tym razem nie zachowam się już tak lekkomyślnie. Nie mogę.

- Max... - zaczynam niepewnie, chcąc to wyjaśnić.

Ten jednak macha ręką zupełnie jakby nic się nie stało i wstaje. Posyła mi poważne spojrzenie tak, że mimowolnie kulę się lekko w sobie, chociaż zupełnie nie mam ku temu powodu.

- Daj spokój Rose. Nie musisz nic mówić. To moja wina. Zapędziłem się. przecież jesteś z Carą. - mówi z przekąsem.

- To też moja wina... Po prostu... Ta sprawa z moim ojcem... To w jakiś sposób... - zaczynam tłumacząc się przed nim, a zarazem przed samą sobą. - Mam wrażenie, że to chyba mnie za bardzo... Rozbiło. Tak bym to ujęła. Chciałabym, by ona tu teraz była, ale pracuje. A ja nie zamierzam jej nic mówić. Stało się. Nie mam już ojca.

- Nie myśl o tym w ten sposób. To ja zacząłem. Cara... Jest jedyną osobą, którą znam od prawie zawsze. Wiele jej zawdzięczam. Jest moją jedyną rodziną. Oczkiem w głowie. Zasługuje na wszystko co najlepsze. - mówi, a ja jeszcze bardziej kulę się w sobie. Nie patrzę na niego. Za bardzo boję się wyrazu jego twarzy.

"Jedyną rodziną.".

"Wszystko co najlepsze...".

Teraz pewnie powie, że powinnam się spakować i wynieść skoro pozwoliłam mu na tak wiele, gdy jej nie ma. Że na nią nie zasługuje. Z trudem powstrzymuje łzy.

- Dlatego, teraz wiem, iż w twoich rękach będzie pod najlepszą opieką.

Zdziwiona podnoszę twarz do góry i patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami.

Czy on na prawdę to powiedział? Sądził, że jestem dla niej odpowiednia?

- Naprawdę...? - pytam cicho.

Jego szare oczy uśmiechają się do mnie wcześniej niż usta.

- Naprawdę. Bo nie jesteś w stanie jej skrzywdzić. A teraz zostawię cię samą Rose. Połóż się już spać. - mówi wesoło, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Macha mi na do widzenia i wychodzi z mojego pokoju zamykając za sobą drzwi.



***


Kiedy się budzę w pokoju panuje pół mrok. Na miękkich nogach wstaję, podchodzę do okna i odsłaniam je. Ten widok jak zawsze mnie zniewala. Jednak tym razem to nie on przykuwa moją uwagę. Słońce chyli się ku zachodowi... Czyżbym spała cały dzień?

W sumie... To możliwe... Po odejściu Max'a długo nie mogłam zasnąć. Kręciłam się i przewracałam. Na dodatek ta burza... Nienawidzę burzy. Zawsze bałam się, że piorun uderzy prosto we mnie, albo w naszą kamienicę i umrę...

Kiwając głową, odwracam się w stronę drzwi, a wtedy dostrzegam coś jeszcze. W cieniu wielkiej wierzby płaczącej stoi czarne BMW. Przyglądam mu się przez chwilę, a fakty docierają do mnie cholernie powoli.

Wybiegam z pokoju na korytarz. Na kanapie rozwalony pochrapuje Max. Na jego widok moje serce na chwilę zamiera. Nie trwa to jednak długo, bo od razu biegnę w stronę jej sypialni. Dawno mnie tu nie było. Bez pukania otwieram drzwi. W małym korytarzyku leży ogromna walizka, a kawałek dalej kolejna.
wchodzę do środka i czuje na sobie jej wzrok. Bystre, czarne oczy patrzą na mnie, a usta wyginają w kuszącym uśmiechu. Od razu podbiegam do niej i wtulam się w nią chłonąc jej cudowny zapach. Jej silne ramiona przygarniają mnie mocniej.
Tak strasznie mi jej brakowało...
- Hej Rosę... Tęskniłaś troszkę...? - pyta swoim miękkim głosem.

23 maja 2015

Powidomienie

Żeby nie było, jestem :D

Żyję i pracuje. Fragment czternastego jest już napisany, jednak musiałam przerwać chwilowo pracę nad nim z powodu pracy.

Nagrywamy spot społeczny i to absorbuje większą część mojego czasu wolnego, bo reszta to tak na prawdę dwie godziny w autobusie :/

Na usprawiedliwienie mam nawet zdjęcie o!

Spokojnie, żadna istota ludzka ani zwierze nie ucierpiało i nie ucierpi :D

No może trochę boli mnie głowa, ale czasem trzeba się poświęcić :)

Rozdział postaram się dodać w przyszłym tygodniu )

Mam nadzieję, że moja nieobecność zostanie mi wybaczona, a tymczasem życzę Wam miłego wieczoru/poranka/nocy/dnia :D

14 maja 2015

Rozdział 13

Staje przed drzwiami do swojego pokoju. Z kieszeni czarnej bluzy wyciąga kluczyki do pokoju, by już po chwili zamknąć je za sobą. W niewielkim hallu zostawia buty i płaszcz. Wchodzi głębiej do mieszkania zmierzając od razu do sypialni. Rzuca na łóżko ciężką torbę, która z brzdękiem upada na pościel.

Czarnowłosa wzdychając ciężko chowa sprzęt pod łóżko do srebrnych walizek. Jest zmęczona. Od kilku godzin była non stop na obserwacji. Nienawidzi takiej roboty. Męczyło ją to bardziej niż pięciogodzinny trening.

Kiedy kończy automatycznie sprawdza swój telefon. Żadnych wiadomości.

Czując lekki skurcz w sercu odkłada go na półkę i idzie do łazienki.

To pomieszczenie zawsze jest dla niej ważne w hotelach. Musi być duże i przestronne. Z dużą wanną. I właśnie taka jest i tym razem. Wyłożona białymi i szafirowymi płytkami, z wielką wanną, w której można odpocząć.

Automatycznie rozbiera się do naga i odkręca kurki z wodą. Do wanny wolno wlewa się woda, gdy wrzuca do środka musującą kulę. Zapach trawy cytrynowej od razu wypełnia pomieszczenie. Zawsze kąpiele uspokajały jej nerwy, koiły niespokojne myśli i relaksowały.

Powoli zanurzyła się w gorącej cieczy, a para uderzyła w jej nozdrza. Usiadła, wygodnie opierając się o ściankę i wyciągnęła nogi. Przymknęła oczy.

Wolałaby być o wiele kilometrów stąd, przy osobie która całkowicie przejęła władzę nad jej sercem. Uśmiech wpełz na jej usta, na samą myśl o szatynce. Nikt nigdy tak na nią nie działał jak ona. Ta mała istota całkowicie zawładnęła jej sercem i duszą nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Czarnowłosa powoli zakręciła kurki i już po chwili znów leżała sobie wygodnie rozmyślając.

Nie była już nastolatką. Zresztą... Normalnego dzieciństwa też zbyt wiele nie miała... Od pamiętnego dnia, gdy zabrał ja z Domu Dziecka zmieniło się wiele. Stała się silniejsza, mądrzejsza i dorosła. Ale jego już nie było. Jej Mentor i ojciec zarazem odszedł. Od tamtej chwili nikomu nie zaufała tak łatwo. Tylko jej...

Miała już wielu kochanków i kochanek. Nie zamierzała tego ukrywać, bo i po co? Na razie jednak nie chciała jej spłoszyć. W końcu ktoś taki jak ona to dość niecodzienna sprawa.  Zdawała sobie z tego świetnie sprawę.

Martwiła ją sytuacja szatynki. Od września trzeba będzie posłać ją do szkoły, by skończyła liceum. Potem studia... Poza tym na razie dziewczyna była niepełnoletnia, wciąż pod opieką ojca alkoholika. Trzeba będzie coś z tym zrobić... I to jak najszybciej, żeby nie namieszał.

Trzeba będzie wyremontować sypialnię i wymienić meble, żeby jej też się podobały. No i kupić większą szafę! Może przydałby się też całkiem nowy pokój tylko dla niej? Gdzie mogłaby się spokojnie uczyć i pogłębiać swoje pasje?

W najbliższym czasie musi  zadzwonić do Toma,  żeby omówić możliwości dobudówki tak, by nie zburzyć dotychczasowej formy domu. A może przy okazji zrobiłby jakąś dużą altanę? Zasadziłoby się wokół niej pnące kwiaty, albo winogrona?

I wtedy to do niej dotarło.

Zaczęła śmiać się na głos tak mocno, że o mało nie wpadła głową pod wodę. Uspokoiwszy się, uparła głowę znów na boku wanny.

- Nawet nie jesteśmy razem, a ja już planuje wspólną przyszłość... Co za niedorzeczność? - powiedziała z lekkim uśmiechem.




***



Usłyszałam huk i momentalnie się obudziłam. Przerażona rozejrzałam się po pokoju. Okno było szczelnie zasłonięte, ale i tak słyszałam przeraźliwe wycie wiatru zmieszane z dudnieniem deszczu o szybę. Ogień w kominku już wygasł pozostawiając po sobie tylko brunatny żar.

Wszystkie wspomnienia wieczoru wróciły do mnie falą. Wyklęcie przez tatę, płacz, burza, pocałunek Maxa...

Cholera!

Gdzie on jest?!

Przerażona spoglądam na puste łóżko obok mnie i uchylone drzwi na korytarz.

Niewiele myśląc wychodzę z pokoju i rozglądam szukając jakiejkolwiek oznaki, że gdzieś tu jest. Kiedy z ulgą zauważam, że światło w łazience jest zapalone wracam. Zamykam za sobą drzwi. Spoglądam w dół. Kiwając głową podchodzę do szafy, wyciągam z niej krótkie spodenki i bawełnianą koszulkę idealne do spania. Muszę się przebrać, dlatego staję tyłem do drzwi i szybko się rozbieram. Zakładam piżamę i dokładnie w tym momencie drzwi się otwierają.

Szybko odwracam się do tyłu, a mój wzrok pada na nagi, wilgotny i niesamowicie umięśniony tors czarnowłosego. Czuję rumieńce na policzkach, a mój umysł krzyczy na mnie żebym się odwróciła.

- Wstałaś? - jego głos jest ciepły i lekko ochrypły. Wywołuje w moim umyśle mętlik, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

- Obudziłam się... Ta burza... Zobaczyłam, że cię nie ma i... - mamroczę starając się opanować drżenie.

- Zimno ci...? - pyta, a ja już stoję w jego objęciach. Jego skóra jest taka miękka i gorąca... Pachnie jakimś żelem do mycia,  który do niego pasuje.

- Max...? Możesz mnie puścić... Wszystko jest ok... - mówię próbując wyplątać się z jego ramion, mając w myślach Carę. Nie mogłam jej ranić.

Nie zasłużyła na to.

- Na pewno...?

- Tak.

Odsuwam się od niego od razu, gdy tylko czuję, że jego uścisk zelżał. Zbieram się na odwagę i patrzę na jego twarz. Mokre, ciemne włosy sterczą mu we wszystkie strony, a szare oczy błyszczą niby płynne srebro. Lekki uśmiech błąka się na tych idealnych ustach, które zaledwie kilka godzin temu, a może i później całowałam.

Cholera. Czemu on musi być aż tak przystojny?

- Przyglądasz mi się.

Jego rozbawiony głos działa na mnie jak wiadro z wodą. Czuję gorąc na policzkach. Chcąc odwrócić ode mnie uwagę bruneta łapię poduszkę leżącą na skraju łóżka i rzucam nią w niego. On łapie ją w locie i nagle stoi tuż obok mnie.

- To było szybkie. - wyznaje zdziwiona, na co odpowiada mi uśmiechem.

- Rosalie... - jego szept przyprawia mnie o dreszcze i uczucie gorąca w podbrzuszu.

Niepewnie podnoszę na niego wzrok.

- Tak Max..?

- Zamknij oczy.

18 kwietnia 2015

Rozdział 12

- Idiota! - krzyczę rzucając poduszką w bruneta, a ten łapie ją w locie i ciska nią we mnie z całej siły.

Zginam się wpół po części ze śmiechu, po części z bólu. Zmęczona opadam na kanapę, unosząc ręce do góry w poddańczym geście.

- Poddaję się! - śmieję się.

- O tak! Wygrałem! Mówiłem, że przegrasz! Achaa! Jestem najlepszy, tak! Walker mistrzem świata! - drze się jak wariat, skacząc wokół i wymachując poduszką.

Udając zdegustowaną, kiwam głową i sięgam po butelkę z wodą. Biorę łyk i odchylam głowę do tyłu. Max już po chwili siedzi obok mnie, rozwalony na większej części sofy. Spoglądam na niego kątem oka i widzę, że się uśmiecha. Sięga po pilota i zmienia kanał.

Jest po trzeciej, a my prawie cały dzień spędziliśmy przechodząc między kuchnią, a telewizorem. Miałam dzisiaj wolne, jedynie po szesnastej mieliśmy jechać do Zakątka, bo pani Oliver zarządziła, że wypłata będzie wcześniej.

Cara nie odzywała się od wczoraj, co mnie martwiło. Owszem wiem, że pracuje, ale... Ale po naszej wczorajszej rozmowie, myślałam... Miałam nadzieję, że się odezwie. Wzdycham głęboko i pociągam kolejny łyk wody.

- O czym myślisz?

- O niczym ważnym. Chyba pójdę do pokoju się przygotować. - mówię wstając.

Max rzuca mi spojrzenie mówiące "kobiety, kto was zrozumie?" i już po chwili zagłębia się znów w program.

Idę na górę, wchodzę do pokoju po czyste brania, by już po chwili być w łazience. Postanawiam wziąć szybki prysznic. Letnia woda budzi mnie, skutecznie kojąc nerwy. Zamykam oczy wycierając włosy i sięgam po drugi ręcznik. Ocieram ciało z wody, gdy nagle mój nowy telefon zaczyna wibrować. Zdziwiona zawijam się w materiał i powoli odbieram rozmowę.

- Jak tam mija dzień? - jej wesoły głos przyprawia mnie o dreszcze.

- Całkiem miło i leniwo. A tam? - pytam opierając się o pralkę.

- Nie jest łatwo, ale jakoś daję radę. Mam nadzieję, że szybko skończę. Co robisz Rosie?

Przygryzam lekko wargę. Nikt mnie tak nigdy nie nazywał... A do tego to pytanie... Nagle w mojej głowie pojawia się pewna myśl, którą postanawiam zrealizować.

- Jestem w łazience, tyle co wyszłam spod prysznica. - mówię jakby nigdy nic.

Słyszę jak wdycha głośno powietrze.

- Naprawdę?

- Na potwierdzenie mogę odkręcić wodę jak chcesz. Cholera! - krzyczę do telefonu przystępując z nogi na nogę.

- Co jest? - jej głos wydaje się zaniepokojony.

- Nic wielkiego, tylko ręcznik mi spadł musiałam się nim znowu owinąć. - odpowiadam, pilnując się, by nie parsknąć śmiechem. Chce ją podpuścić.

I chyba mi się udaje, bo znów słyszę ten charakterystyczny dźwięk wciąganego powietrza.

-  Czy ty mnie podpuszczasz Rose?

- Nie. A co? - uśmiecham się szeroko, próbując wyobrazić sobie jej minę.

- Przebywanie z Maxem źle na ciebie wpływa. Ujawniają się w tobie same drapieżne cechy.

- Czy to źle?

- Uwielbiam cię delikatną... - jej cichy głos przyprawia mnie o dreszcze na całym ciele.

- Caro...?

- Tak Rose?

- Wróć szybko...

- Staram się kochanie...

- To miłe. - przyznaję cicho.

- Co?

- To, że się starasz. I to, że tak na mnie mówisz. - tłumaczę rozprostowując ubrania na pralce.

- Staram się, żeby było ci dobrze. Muszę kończyć. Za chwilę mam kolejne spotkanie.

- Powodzenia Caro. - mówię lekko się uśmiechając. - Pokaż mi jaka niezwyciężona w swoim fachu.

Odpowiada mi jej perlisty śmiech.

- Postaram się Rosie. Pa kochanie. - mówi i rozłącza się.

Odkładam telefon obok czystych ubrań, spoglądając w odbicie w lustrze. Blada dziewczyna owinięta ciasno ręcznikiem spogląda na mnie błyszczącymi oczami.

- Kochanie... - powtarzam cicho lekko się uśmiechając.



***



- I jak? - pyta Max, kiedy wychodzę z Zakątka. Opiera się nonszalancko o swój drogi czarny samochód. O ile się nie mylę to Porsche. Jest piękne, błyszczące o opływowych kształtach i idealnie pasuje do bruneta.

- Już wszystko załatwiłam. Pani Oliv powiedziała nawet, że jeżeli będę cię często przyprowadzała to w przyszłym miesiącu dostanę premię. - śmieję się wspominając jej wyraz twarzy, gdy wręczała mi wypłatę i to mówiła.

- Dlaczego? - pyta zdziwiony i marszczy brwi.

- Spora ilość klientek pytała o ciebie. - odpowiadam i daję mu kuksańca między żebra, a on odpycha mnie z błyskiem w oku.

- Widzisz. Jestem uwielbiany przez kobiety. - mówi robiąc dziubek i udaje, że pozuje do zdjęcia.

Już mam mu odpowiedzieć, gdy nagle słyszę za sobą znajomy, ochrypły od papierosów i częstych libacji głos tuż za mną.

- Grzeczna córeczka. Przyniosłaś tatusiowi pieniążki.

Przerażona i zdziwiona zarazem odwracam się do tyłu, by go zobaczyć. Średniego wzrostu, siwiejącego mężczyznę, o wyblakłych niebieskich oczach. W starej zniszczonej koszuli i spodniach od dresu z wielką plamą na lewej nogawce wygląda równie źle jak ostatnim razem gdy go widziałam kilka dni temu, gdy spał na moim łóżku, kiedy ja pakowałam swoje rzeczy i wyniosłam się do Cary. Osoby której nie znałam, a która okazała mi więcej ciepła niż mężczyzna stojący przede mną.

- No szybciej. Dawaj mi te pieniądze, bo nie mam czasu. Johny zaraz ma do mnie wpaść, a nie ma nic do żarcia i picia. - mówi wyciągając do mnie rękę. Jego głos i wyraz twarzy mówią mi, że jest zniecierpliwiony.

A ja potrafię tylko tak stać i ściskać mocniej rękę na kopercie z ciężko zarobioną wypłatą.

- No rusz tą swoją tłustą dupę! Słyszałaś co do ciebie powiedziałem?! - warczy na mnie, a w jego bladych oczach widzę ten szał, który towarzyszył mi od dziecka.

Wiem, że tuż za mną stoi Max. Czuję ciepło bijące z jego ciała. Nagle przed oczami mam twarz Cary. Jej uśmiech. Myślę o jej sile i dobrze jakim mnie obdarzyła. I chyba to sprawia, że znajduję w sobie odwagę.

- Nie.

Na jego twarzy maluje się zaskoczenie. Widzę je jednak tylko przez sekundę, bo już po chwili zmienia się we wściekłość.

- Coś ty powiedziała głupia dziewucho?!

- Powiedziałam, nie. I nie krzycz. Jeżeli nie widzisz jesteśmy w miejscu publicznym. - odpowiadam, a mój głos jest nad wyraz spokojny.

- W dupie, a nie miejscu publicznym! Dawaj mi tą forsę do cholery! - warczy i robi krok w moją stronę.

- Nie dostaniesz ode mnie ani złamanego grosza. Chcesz tylko pieniędzy i niczego więcej. Brakło ci na alkohol to sobie o mnie przypomniałeś co? Nagle masz córkę? A o tym, że od pewnego czasu nie mieszkam w domu? Tego nawet nie zauważyłeś pewnie. Tylko brak wódki jakoś na ciebie wpłynął to od razu o mnie pomyślałeś. - mówię, tak szybko, że słowa rozmywają się w potok słów. W potok mojego bólu.

Atak nadchodzi niemal od razu.

- Suka! Tyle lat cię wychowywałem, a ty tak mi się odpłacasz?! Głupia, bezużyteczna dziewucha! Myślisz, że co? Lepsza ode mnie jesteś?! Żonę mi zabrałaś suko! Przez ciebie jestem sam! To wszystko twoja wina ty śmieciu! A teraz co?! Nawet mi pieniędzy nie chcesz dać! Jesteś nikim! - wrzeszczy, a ja czuję każde słowo jak policzek.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie z Zakątka przyglądają się całej tej scenie zza szyb wystawienniczych. Max stoi za mną i słyszy każde słowo. A kierowcy, wolniej przejeżdają koło nas by zobaczyć co się dzieje.

Ale to nie to boli najbardziej.

Najgorsze jest to, że wspomniał o mamie.

Powoli podnoszę wzrok i patrzę mu prosto w oczy. Jest w szale. Drżącymi dłońmi sięgam do koperty i wyciągam pięćdziesiąt dolarów. Na sztywnych nogach podchodzę do niego, wciskam mu je w rękę, by już po chwili znów stać kawałek od niego.

- Masz. Weź. Więcej nie dostaniesz. Nie wrócę do mieszkania. Mam nowy dom. Taki do którego nie boję się wrócić. - mówię, ale to zdaje się do niego nie docierać. Zadowolony zwija banknoty i chowa do kieszeni. Gdy na mnie spogląda znów widać dzikość w jego spojrzeniu.

- Dla mnie nie istniejesz. Ja nie mam córki. - mówi i odchodzi.

Tak po prostu.

- Żegnaj tato... - szepczę cicho i zamykam oczy.

Ból. Jedyne co czuję to ból. Jak niewiele dla niego znaczyłam...

Czyjeś ramiona przygarniają mnie w mocnym uścisku. Czuję silną woń wody kolońskiej i ciepło.

- Jestem obok Rose. Chodź... Zabiorę cię do domu... Tylko nie płacz... - cichy, miękki baryton Maxa sprawia, że czuję się jeszcze bardziej krucha.

Nie wiedziałam, że płaczę. Ale w sumie to wyjaśnia czemu, mam mokre policzki i niewyraźnie widzę. Pozwalam żeby zaprowadził mnie do auta i zapiął za mnie pas. Jedyne co potrafię zrobić to patrzeć na swoje dłonie i białą kopertę.

Wiele razy wyzywał mnie i obrażał... Poniżał tak wiele razy... Nie dbał o mnie, a jednak... Zawsze w jakimś stopniu był. Przynajmniej miałam wrażenie, że mam jakąś rodzinę... Czemu tak jest, Boże? Czemu  pozwalasz, by ludzie cierpieli i swój ból przelewali na innych? Czemu o nasz nie dbasz...?

Zaciskam dłonie mocniej, aż paznokcie wbijają mi się w skórę tworząc białe plamy.

Pamiętam jak byłam mała. Miałam może cztery latka. Siedziałam na brudnej pościeli, a on spał. Był środek dnia. Spał tak długo... Byłam głodna, więc chciałam go obudzić... Leciutko potrząsałam jego dłonią i wołałam "Tatusiu...? Tatusiu...?". Kiedy wreszcie się dobudził nawet mnie nie zauważył. Wstając zwalił mnie z łóżka i nadepnął mi na dłoń. Bolało. Zaczęłam płakać. To był mój błąd. Nawrzeszczał na mnie, że jestem głupia i mam nie wchodzić do jego pokoju.

Miałam cztery lata...

Bałam się...

Po prostu się bałam...

To przy nim nauczyłam się, byś taką posłuszną. Zawsze spełniałam każdy jego rozkaz... Inni rodzice mogliby tylko pomarzyć o tak spokojnym i usłusznym dziecku...

Ale ja zawsze byłam zła...

Najgorsza...

Przeze mnie mama nie żyła...

Zawsze tak mówił, gdy chciał mnie na prawdę zranić. Nigdy nie mówił, że była moją mamą. Zawsze była "jego żoną". A ja zawsze ją zabijałam...

- Rose...? Chodź... Już jesteśmy... Zaprowadzę cię do pokoju dobrze...? - dopiero cichy głos bruneta sprowadził mnie na ziemię.

Lekko się rozejrzałam i zobaczyłam, że faktycznie byliśmy już pod domem Cary. Wokół było już strasznie ciemno, ale nie było późno. Na horyzoncie widać było ogromne, czarne chmury burzowe. Jak w transie znów pozwoliłam mu zająć się pasami. Wsparta na jego ręce wysiadłam z auta i zaczekałam za nim aż zaparkował samochód w garażu.

Już po chwili był przy mnie obejmując mnie mocno ramieniem. Coś do mnie mówił, ale nie wiem co. Myślami byłam już daleko. W zagraconym i zniszczonym mieszkaniu, gdzie zapewne mój ojciec opijał teraz z kolegami pozbycie się balastu.

"Ja nie mam córki."

Te słowa odbijają się w moim umyśle głośnym echem.

Chodzimy do środka, a ja nawet nie zdejmuję butów. Idę prosto do mojego pokoju i rzucam się na łóżko.

Już nie wytrzymuję i potok łez wypływa z moich oczu, ale tym razem go rejestruję. Wiem, że płaczę. Nie kontroluję tego. Czuję, jak powoli tracę możliwość oddychania przez nos z powodu łez. Słyszę, jak ktoś wchodzi do pokoju.

Ktoś delikatnie ściąga mi buty. Odwracam się lekko i widzę Maxa. Spogląda na mnie tak jakby mnie rozumiał. Nie szydzi. Nie śmieje się. Rozumie. Widzę to w jego oczach.

- Napalę w kominku. Będzie burza, a teraz potrzebujesz ciepła. Zasłonić okno? - mówi cicho, a jego głos jest przyjemnie ciepły.

Lekko kiwam głową w odpowiedzi, a on posyła mi smutny uśmiech. Podchodzi do okna i zasłania ciężką zasłonę,  a w pokoju od razu robi się ciemno. Kulę się w sobie. Słyszę jego kroki, a po chwili lampka po mojej prawej stronie rozbłyskuje światłem.

Kulę się na łóżku tyłem do okna, obserwując jak klęka przed kominkiem. Układa drewno, polewa je jakimś płynem z małej buteleczki stojącej koło węglarki. Wyciąga z kieszeni zapałki i zapala jedną. Przygląda się jej przez chwilę i już ma oparzyć jego palce, gdy wrzuca ją do kominka, w którym już płonie ogień.

Obraca się, a nasz wzrok się krzyżuje.

- Drżysz. - zauważa wstając.

Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nic mnie nie obchodzi. Nie wiem co się ze mną dzieje. W ogóle mało mnie to obchodzi. W głowie mam tylko to jedno zdanie. "Ja nie mam córki.".

- Rose... Ehh... Posuń się. - mówi.

Zadziwiona patrzę jak ściąga skarpetki i koszulkę, a ja speszona odwracam wzrok. Już po chwili leży obok mnie i nakrywa nas kołdrą. Bez słowa wtula mnie w swoje ciało i grzeje moje plecy. Jest tak blisko za mną, że czuję jego ciepło. Gorący oddech na karku niesamowicie mnie uspokaja.

Chcę się obrócić i mu podziękować. Boję się, że zaprotestuje więc przewracam się na drugi bok jak najszybciej, a nasz wargi ocierają się o siebie. Wciągam głośno powietrze i chcę się jak najszybciej odsunąć, ale uniemożliwia mi to. Łapie mnie za kark, wpijając mocno w moje usta.

Przerażona nie wiem co zrobić.

Kiedy nagle zdaję sobie sprawę z tego, że wcale nie jestem mu dłużna.

Wymieniamy pocałunki tak szybko jak karabin maszynowy ciskający pociskami na bitwie.

Wydając cichy jęk przyciąga mnie jeszcze bliżej błądząc dłonią po mojej twarzy.

Co ja robię...?

Nagle, nie czuję nic. Otwieram oczy, które zupełnie nieświadomie zamknęłam. Max wciąż leży obok mnie, ale kawałek dalej. Patrzy szeroko otwartymi oczami w sufi z rękami pod głową, czym tak bardzo przypomina mi Carę...

Cara...

O Boże?!

Co ja zrobiłam?!

- Nie powiem jej... Spokojnie...  To będzie nasza tajemnica... - odpowiada zupełnie jakby znał moje myśli.

- Nie powinniśmy tego robić... - mówię cicho.

Obraca twarz w moją stronę. Jest przystojny. Cholernie przystojny. Czemu dopiero teraz zauważam jak bardzo...?

- Co się stało to się nie odstanie. Śpij Rose. Będę czuwał. - mówi z dziwnym błyskiem w czach, a światło z kominka odbija się w nich, jakby płonęły.

I po chwili faktycznie odpływam.



***



Kobieta siedzi naprzeciw niej. Jej cel znajduje się tylko kawałek od niej, a jednak nic nie może zrobić. Dopiero jutro wieczorem ma ją usunąć. Tak zażyczył sobie ten nowy klient. Miał głupi pomysł. Dwudniowa obserwacja i dopiero potem przejście do konkretów... Głupia umowa, ale cóż... Pieniądze zawsze się przydają.

Blondynka podnosi nagle wzrok i uśmiecha się wprost do niej. Unosi swoją szklankę do góry z różanym od szminki uśmiechem, a jej biust niemal wylewa się z obcisłej sukienki. Udając zadowolenie również unosi swoją szklankę.

W pamięci odnotowuje, że już nigdy nie wejdzie za celem do klubu dla lesbijek.






__________________________________________________________________________

I oto nowy rozdział. Długi. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

I gorąco witam nową "otwartą" czytelniczkę :)

To na prawdę miłe, że ktoś to czyta :)

Trzymajcie się mocno :)

8 kwietnia 2015

Rozdział 11

Wpatruje się we mnie tymi jasnymi oczami, a ja nie wiem czemu ufam mu. Na prawdę wygląda na zdziwionego. Jednak... Czy na prawdę dziwi się, że jego zachowanie wcale nie jest takie fajne? Tak trudno zrozumieć, że niektórzy wolą spokój?

- Max... Wiem, że ty i Cara jesteście przyjaciółmi od dawna, zdążyłam już zauważyć, jak zachowujecie się przy sobie, jak na ciebie reaguje... Zdajecie się nie mieć przed sobą żadnych tajemnic. Dlatego mimo twojego specyficznego zachowania i poczucia humoru ufam ci. A to, iż na początku nasza znajomość wypadła... Krucho, nie skreśla jej od razu. - mówię po chwili, czując jak mi się przygląda.

Patrzy mi prosto w oczy i lekki uśmiech wykwita na jego twarzy.

- Cieszę się, że Cat trafiła na ciebie. - mówi, a jego słowa wprawiają mnie w zakłopotanie.

Uciekam wzrokiem do dołu, bo rozmowa o moich stosunkach z czarnowłosą wydaje mi się zbyt intymna.

Brunet musiał to zauważyć.

- Przepraszam. Wiem, że to nie jest ok z mojej strony, gdy tak nagle o niej wspominam. Mimo to... - urywa.

Podnoszę na niego wzrok. Co chciał powiedzieć?

Jednak zanim jakiekolwiek słowa wychodzą z moich ust, drzwi otwierają się, a w nich pojawia się moja zmienniczka. Rude, kręcone włosy związała w dwa kucyki na bokach głowy, ozdabiając je białymi wstążkami. Jej bystre niebieskie oczy błyszczą, a jej uwagę niemal natychmiast przykuwa mój rozmówca.

Widzę to w jej spojrzeniu.

- Cześć Lili. - uśmiecham się lekko, gdy podchodzi do baru, zdecydowanie zbyt blisko Maxa.

- Przepraszam, że tak późno, ale musiałam pomoc Kaylowi w porządkach. - mówi wbijając wzrok w bruneta.

Ten zauważa jej spojrzenie, rzuca śnieżnobiały uśmiech i kiwa lekko głowa.

- Max Walker. Znajomy Rose.

- Nie mówiłaś, że masz takich znajomych. - rzuca we mnie oskarżycielsko, na co tylko prycham cicho.

Zaczyna się.



***


Zamykam za sobą drzwi do pokoju, odkładam czyste ubrania do szafy i zmęczona siadam na łóżku. Jest grubo po północy, a ja dopiero szykuję się do snu. Po powrocie z kawiarni Max stwierdził, że powinniśmy zaszaleć. Zabrał mnie do baru z kiepską muzyką, gdzie zmusił mnie do zjedzenia całej dużej pizzy. Kiedy próbowałam mu powiedzieć, że zwariował zamówił drugą - dla siebie.

Mimo tego, nie mogłam na niego narzekać. Postanowiliśmy zacząć od nowa i nawet to szło. Co prawda wciąż, były momenty, w których chciałam go zabić, ale sama nie pozostawałam mu dłużna. Wciąż się sprzeczaliśmy, kiedy wróciliśmy do domu z postanowieniem północnego maratonu filmów.

Stanęło na horrorach.

Otulam się ramionami i prycham śmiechem, kiedy przypominam sobie zachowanie bruneta. Wciąż dogadywał wszystkim postacią, żeby nie robiły tego czy tamtego.

Uśmiecham się lekko i kładę na nieprzyzwoicie miękkim materacu. Nagle coś zaczyna wibrować pod moją głową. Zdziwiona podnoszę głowę do góry, powoli sięgając pod poduszkę, a moja ręka natrafia na chłodny metal.

Kompletnie zszokowana wyciągam śliczny telefon dotykowy w zielonej obudowie z wizerunkiem misia. Zupełnie nie rozumiejąc skąd tam się wziął spoglądam na wyświetlacz, a moje serce zaczyna bić szybciej.

Drżącymi dłońmi odbieram połączenie.

- Nareszcie. Już myślałam, że się tam pozabijaliście. - wesoły głos Cary, przyprawia mnie o dreszcze, wywołując szeroki uśmiech na moich ustach.

- Zdziwiłabyś się. Nawiązujemy porozumienie. - mówię, jak najdelikatniej trzymając cudo techniki w rękach.

- To dobrze. Podoba ci się prezent?

- Pre... Zaraz. O czym mówisz? - pytam zdziwiona. Nie wiem o co jej chodzi.

- O telefon głuptasie. Martwiłam się, że ci się nie spodoba. Ale jeżeli chcesz inny to wymienimy go zaraz po moim powrocie.

Zamykam oczy wstrzymując oddech. Jej głos jest taki szczery i wesoły... Ale to przesada... Muszę jej to powiedzieć...

- Caro...?

- Tak Rosalie?

- Nie mogę go przyjąć.

Słyszę jak głośno wciąga powietrze i przez chwilę nie odpowiada. Mimowolnie kulę się w sobie, bo nie chce jej urazić. Jednak... To za dużo.

- Nie podoba ci się? Jest za mały? Kolor nie taki? - rzuca we mnie gradem pytań, a jej słowa zdają się byś z lodu.

- Jest piękny, ale... Na pewno nie był tani, a mnie na niego nie stać. - mówię cicho, bojąc się jej wybuchu.

- Rose... - szepcze cicho - To prezent, więc nie oczekuję za niego żadnych pieniędzy. Jesteś dla mnie ważna i chcę... Może zabrzmi to szczeniacko, ale chce dać ci cały świat. Zasługujesz na znacznie więcej niż dotychczas miałaś. Poza tym o ile wiem nie masz telefonu, a ja muszę się jakoś z tobą kontaktować Rosalie...

Jej słowa wprawiają mnie w osłupienie. Uśmiecham się leciutko, gładzę palcem misia na obudowie. W tej wypowiedzi, zawarła tyle rzeczy o których dotąd mi nie mówiła...

"Jesteś dla mnie ważna."

"Chce dać ci cały świat."

Pojedyncza łza spływa po moim policzku, a kiedy się odzywam mój głos drży.

- Ty również jesteś dla mnie ważna... Caro ja... - zaczynam, ale mi przerywa.

- Mam prośbę. Połóż się na łóżku i przykryj. Pewnie marzniesz.

- Skąd wiesz...? - pytam zdziwiona, ale od razu spełniam jej prośbę, okrywając się szczelnie kołdrą.

- Już troszkę cię znam. Tęsknię wiesz? Cholernie mocno tęsknię.

Czuję rumieńce na twarzy.

- Ja też tęsknię... Jak praca?

- Eh... Dzisiaj zajęłam się głównie zakwaterowaniem, potem byłam na spotkaniu z przedstawicielem jednego z kontrahentów. Ogółem nic ciekawego. - dopiero teraz zauważam zmęczenie w jej głosie.

- Może powinnaś się położyć? Pewnie jutro czeka cię ciężki dzień w pracy. - mówię cicho, martwiąc się o nią. Powinna więcej spać.

- I tak nie usnę. Nienawidzę hoteli. Nigdy nie mogę w nich usnąć. - mówi, a mnie robi się jej szkoda.

- Chce cię przytulić.

- Naprawdę? - pyta zdziwiona, sprawiając, że dochodzi do mnie fakt, że powiedziałam to głośno.

- Naprawdę... Połóż się i pomyśl, że jestem obok ciebie. - proponuję, znów przywołując róż na policzkach.

- Hmm... Nie wiem czy akurat chciałabym spać w takiej chwili. - jej cichy pomruk wywołuje dreszcze w całym moim ciele.

Niespodziewanie wyrywa mi się jeden cichy jęk. Cara głośno wciąga powietrze, a  ja czuję się zażenowana do granic możliwości. Chce już przeprosić, ale czarnowłosa odzywa się cicho, głosem, którego nie poznaję.

- Połóż się spać Rosalie. Ja też spróbuję usnąć. Myśląc o tobie wtulonej we mnie.

- Caro ja...

- Dobranoc kochanie. - szepcze cicho i się rozłącza.

Delikatnie odkładam telefon na szafkę nocną i gaszę światło,  uważając żeby nie zwalić niczego drżącymi rękami.

Moje serce skacze głośno w mojej piersi, wybijając muzykę, której nie znam.

Odpływam myśląc o Niej. O tym wszystkim.


___________________________________________________________________________


Bardzo przepraszam, wiem, że notki miały pojawić się wcześniej, ale w święta nie miałam internetu :C

A tak bardzo chciałam dotrzymać postanowień!

Ale teraz powinno już pójść dobrze.

Jak wam się podoba taka odsłona Cary? Co myślicie o niej i o Rose?

A Max? Taki nieco skruszony?

Co do szkiców domu Cary i Zakątka, pracuje nad nimi :)

Trzymajcie się ciepło ! :D

Pozdrawiam :)

30 marca 2015

Rozdział 10

Wtulam się mocniej w poduszkę. Pół nocy nie spałam, bo Max postanowił zabalować wraz z Carą. Muzyka do tej pory dudni mi w uszach. Wzdycham otulając się mocniej błękitną pościelą i wpatruję w okno.

Słyszę cichutkie pukanie do drzwi, ale nie odzywam się ani słowem.

Drzwi uchylają się, a łóżko obok mnie delikatnie się ugina. Czuję ciepłą, delikatną dłoń na karku i już wiem, że to Cara. Mimo tego, że dzisiaj wyjeżdża nie zamierzam tak łatwo odpuścić jej ciężkiej nocy.

- Rosalie...? Pobudka... - szepcze cicho.

Nie reaguje, a po chwili czuję już jej dotyk na łydce. Cholera! Zapomniałam ją schować pod kołdrę. Sunie delikatnie palcami od mojej kostki do kolana i z powrotem.

Udając, że nadal śpię, co w mojej obecnej sytuacji wcale nie jest łatwe, nakrywam nogę.

- Rose... No wstawaj... - mówi mi do ucha, a po chwili czuje jak w nie chucha.

Nie wytrzymuję tego i odpycham ją od siebie lekko otwierając oczy.

W jednej chwili nachyla się nade mną, całując mnie. Mimowolnie poddaję się pieszczocie jej miękkich ust lekko wzdychając.

Kiedy wreszcie się ode mnie odrywa mam czerwone policzki i szybszy oddech. Przyglądam się jej, gdy kładzie się obok mnie zakładając ręce pod głowę. Ma ślicznego koka owiniętego wokół cieniutkim warkoczykiem. W uszach błyszczą czarne kolczyki. Nie malowała się jeszcze z czego bardzo się cieszę, bo lubię ją bez makijażu.

- Nie chcę wyjeżdżać. - jej ciche wyznanie sprawia, że wstrzymuje oddech.

Obracam się na bok i leciutko dotykam jej twarzy. Ma taką delikatną skórę.

- Czemu...? Coś jest nie tak...? - pytam próbując złapać jej spojrzenie.

Przewraca się tak,  że leżymy naprzeciw siebie. Widzę smutek w jej oczach. Usta lekko jej drżą.

- Cara...? Wiesz, że mi możesz powiedzieć... Może mogę jakoś ci pomóc? Proszę... Powiedz mi co się dzieje... - błagam patrzą w te czarne studnie.

- Boję się wyjechać, bo mam wiele do stracenia. - szepcze mocno mnie przytulając.

Nie rozumiem jej. Chodzi o jakiś kontrakt? Nie wie czy uda jej się podpisać umowę i dlatego tak panikuje?

Obejmuję ją lekko i gładzę po plecach.

- Hej... Wszystko będzie dobrze... Na pewno sprostasz zadaniu jakie ci postawiono... - mruczę cichutko do jej ucha, a ona ku mojemu zdziwieniu cichutko się śmieje.

- Nawet nie wiesz jak trafnie to określiłaś... Nie zmienia to faktu, że to jeden z trudniejszych wyjazdów. - mówi odsuwając się ode mnie i wstając.

Przyglądam się jej zdziwiona. Czyżby znowu miała wahania nastroju? Sama siadam na łóżku i rozglądam się po pokoju. Zegarek na biurku pokazuje, że jest dopiero szósta. Powoli wstaje i podchodzę do szafy, otwieram ją, szukając ubrań, a spojrzenie czarnowłosej pali moje plecy.

Uśmiecham się lekko, bo strasznie mi to schlebia. Nawet moja złość za nieprzespaną noc zdaje się dzięki temu zmniejszać. Tchnięta nagłą myślą wyciągam ołówkową, jeansową spódnicę do połowy uda i czarną bluzkę z długim rękawem oraz dość dużym dekoltem jak na inne moje ubrania. Chcę już szybko sięgnąć po czystą bieliznę, gdy nagle jej dłoń nakrywa moją, kierując ją na czarny, lekko koronkowy  komplet, który zakładałam zwykle na jakieś uroczystości.

- Ubierz to. Proszę Rose... - szepcze mi do ucha chrapliwym głosem, wywołując burzę w moim umyśle, wraz z pożarem ciała.

Nie wiedziałam, że podeszłą tak blisko. Przełykam głośno ślinę, odwracając nieco twarz, by na nią spojrzeć. Jej czarne oczy chyba jeszcze nigdy tak na mnie nie patrzyły. Błyszczą i skrzą się jak dwie latarnie przyciągając mnie bliżej. To spojrzenie przypomina mi wzrok wygłodniałego wilka.

Kiedy łapie mój wzrok uśmiecha się szeroko i oblizuje usta, wyprowadzając mnie z równowagi jeszcze bardziej.

- Mogłabym... - zaczyna, a ja już wiem o co chce zapytać.

Podnoszę się lekko na palcach i całuje te kształtne wargi, łapiąc ten niesamowity uśmiech. Momentalnie zmienia chwyt, na mojej dłoni, przyciąga mnie bliżej, by już po chwili wbić się w moje usta.

- Doprowadzasz mnie do szaleństwa... - szepcze łapiąc powietrze.

- Muszę cię zabezpieczyć we wspomnienia na tą rozłąkę... - śmieję się lekko, a ona uśmiecha się dziko i przyciąga mnie mocniej do siebie.

- Chyba zostanę jak tak dalej pójdzie...



***


- Proszę oto pani kawa. - uśmiecham się lekko podając jednej z klientek parujące latte.

Dziękuje mi cicho, również się uśmiechając i odchodzą w stronę jednego ze stolików stojących przy oknach. Zadowolona dniem wycieram blat, by po chwili oprzeć się o niego. Po na prawdę namiętnym poranku z Carą, pysznym śniadaniu, bez tego wkurzającego Maxa i dość wesołym rozstaniu, zaczęłam pracę w Zakątku. Ciepły, ale nie do przesady letni dzień, przyniósł dziś duży utarg, z czego bardzo się cieszyłam. Sami mili ludzie i para małych dzieci, która przyszła na ciastka z krem i lemoniadę sprawili, że był to jeden z lepszych dni. Naprawdę.

- Cześć Młoda! - słyszę wesoły baryton od progu i mój humor momentalnie spada w dół.

Rzucam ostre spojrzenie Maxowi,  który właśnie wparował do kawiarni, przyciągając uwagę chyba każdej kobiety wewnątrz. Wróć. Nie każdej. Ja postanawiam od razu go olać.

- Mam imię. Poza tym jestem w pracy. Oszczędź sobie tych głupich tekstów, ok? - pytam starając się na niego nie patrzeć.

Podchodzi do lady, śmiejąc się, czym przyciąga jeszcze większą uwagę, zaczarowanych jakby kobiet. Nawet tej rudzinki od latte, która wgapia się w niego maślanym wzrokiem.

Owszem jest przystojny, ale żeby tak od razu rzucać się na niego jak na ostatni cukierek czekoladowy?

Nie ma mowy. Nie w moim przypadku, bo mnie wkurza.

- No daj spokój. Ok. Źle zaczęliśmy, ale Rose...  Naprawdę, wcale nie jestem taki zły. - rzuca mi szeroki uśmiech, który powaliłby pół armii kobiet.

- Nie. No przecież jesteś taki wspaniały. - rzucam sarkastycznie i poprawiam fartuch.

- Aż tak źle wypadłem wczoraj? - pyta krzywiąc się.

Dziwi mnie to, bo wygląda na skruszonego. Patrzy na mnie lekko spode łba, chowając dłonie do kieszeni. Patrzę na niego szukając oznak żartu czy sarkazmu, ale wszystko wydaje mi się w nim teraz szczere. Wzdycham głośno, składając równiutko ściereczkę.

- Owszem. Ciągle nazywałeś mnie młodą, wtrącałeś się w moje p r y w a t n e rozmowy z Carą, o pierwszej nad ranem śpiewałeś, że chcesz zastrzelić księżyc*, a potem coś wszczęciu buntu, jeżeli czujemy się źli i opuszczeni **. Wcześniej podczas kolacji co chwile pytałeś kto gotował, by następnie marudzić, że jest niedobre. A o dwudziestej powiedziałeś, że grzeczne dzieci jak ja powinny iść już spać. - przyznaje.

Jego twarz tężeje.

- Cholera... Wyszedłem na potwornego dupka, gdy tak o tym mówisz.


* Mona - Shooting the Moon

**  Three Days Grace - Riot
_______________________________________________________________________________


Hmm....

Tak, to taki króciutki rozdział, a nawet nie rozdział. Fragmencik.

Jednak zobaczyłam ten magiczny przecinek oznaczający ponad tysiąc wejść, zaniemówiłam i postanowiłam dodać chociaż tyle, a podzięce za Wasze serce!

Bo prawda jest taka, że te małe cyferki na statystykach, każdy komentarz, dobry, krytyczny czy nawet neutralny, jest dla mnie bardzo ważny i cholernie mocno motywuje mnie do pracy. Naprawdę.

A w związku z przekroczeniem tej magicznej dla mnie liczby...

Mam trzy postanowienia :)

1) Postaram się dodawać rozdziały  co najmniej  raz w tygodniu.
2) Pisać je dłuższe, albo może gdybyście chciały/eli (Bo wszystkie komentarze od dziewczyn więc, czytający panowie... (o ile tacy tu są xD) wybaczcie ) może dodam do menu podstronę z np. planami domu Cary? Coś takiego dodatkowego, albo co byście chciały tu widzieć dodatkowo :)
3) Doprowadzić to do końca, ale ostrzegam... Może to wyjść długie :D

PS. No i jeszcze takie małe postanowionko, żeby nie zanudzić Was nigdy na śmierć byście były Dalej od Ziemi :D

Przed świętami na pewno się coś pojawi, a w święta też się postaram nadgonić nieco ^^

Trzymajcie się wszystkie ciepło, bo w naszym klimacie to wytrzymać nieraz nie idzie :D

22 marca 2015

Rozdział 9

Poprawiam sztućce i po raz setny sprawdzam, czy wszystko na stole jest na swoim miejscu. Mam dzisiaj wolne, więc postanowiłam przygotować powitalny obiad, dla przyjaciela Cary. Nie powiedziała mi wczoraj nic, oprócz tego, że to jej przyjaciel.

Genialnie.

Zaciskam wargi w wąską linię i cicho prycham pod nosem. Nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni pod jednym dachem z obcym mężczyzną. Owszem. Może i zrobiłam coś podobnego na samym początku z czarnowłosą, ale to jednak co innego.

Od wczorajszej, krótkiej wymiany zdań z moją współlokatorką nie odzywam się ani słowem.

Zachowuję się jak dziecko owszem. Ale czy to źle?

Prycham znów i zadowolona z efektu postanawiam pooglądać telewizję. Rozsiadam się wygodnie na sofie i włączam program kulinarny. Uwielbiam je, bo dość łatwo się z nich uczę. Opieram głowę o miękki zagłówek, przytulając do siebie jedną ze złotych poduszek.

Wpatruję się w ekran, chłonąc każdą nowinkę kulinarną o której wiem mało albo i wcale.

Słyszę trzaśnięcie drzwi frontowych, ale nic sobie z tego nie robię. Cara jakiś czas temu pojechała do miasta po zakupy, upierając się, że mam zostać w domu.

- Dobrze, że już wróciłaś. Obiad jest naszykowany i czeka na twojego gościa. - mówię ściszając nieco telewizor.

- Z obiadu bardzo się cieszę, ale jest mały problem... Nie jestem Carą. - słyszę za sobą ciepły baryton.

Przerażona odwracam się do tyłu i zamieram. W holu stoi wysoki na około metr dziewięćdziesiąt brunet. Jest nieziemsko przystojny. Pełne usta, opalona skóra, duże oczy i fryzura, sprawiają, że wygląda jak jakiś bóg. Ma na sobie szarą koszulkę, czarne rurki i skórzaną kurtkę. Na nogach zauważam mokasyny.

Obok niego na podłodze stoi ogromna walizka na kółkach i zwykły czarny plecak.

- Nie musisz pożerać mnie wzrokiem dziewczyno! - śmieje się ze mnie, przez co lekko się rumienię.

- Kim jesteś? I wcale nie pożeram cię wzrokiem. - odpowiadam wstając z kanapy i ruszam w jego stronę.

Przerzuca ciężar ciała na drugą nogę i uśmiecha się szeroko.

- No skądże znowu! Max Walker, jestem dobrym przyjacielem Cary. A ty to pewnie Rose? Dziewczyna, którą mam się opiekować pod jej nieobecność? -zaczepia kciukiem o szlufkę od paska.

Patrzę na niego i nagle całe moje złe podejście z rana uderza we mnie falą. Opiekować?! Mną?!

Zaplatam ręce, mrużąc oczy.

- Ja nie potrzebuje opieki.

- Jaaasneee... - śmieje się ze mnie.

Zdecydowanie go nie lubię.

- Cara powinna za chwilę wrócić. Rozgość się. - mówię sucho i nawet na niego nie patrząc, wchodzę do salonu.

- Hej! Młoda,  nie bądź zła. Po prostu wyglądasz jak dzieciak i nie mogłem się oprzeć. - znów się ze mnie śmieje, a ja siadam z powrotem na kanapie, zaciskając pięści.

Wkurzył mnie w tej chwili. Znalazł się dorosły! Prycham pod nosem i zmieniam kanał. Brunet siada obok mnie bezczelnie wyrywając mi pilota i zmieniając kanał na głośną muzykę klubową.

Patrzę na niego jak na wariata, gdy ten kiwa głową do rytmu i zwiększa głośność.

- Ścisz to! - krzyczę na niego.

- Hej! Spokojnie, jestem tu starszy i ja tu rządzę Młoda. - szczerzy się chowając pilota do kieszeni, wstaje i zaczyna tańczyć.

Patrzę na niego jak na idiotę. Po chwili postanawiam jednak odpuścić.

Modląc się żeby Cara wróciła jak najszybciej, bo obawiam się, że długo nie wytrzymam. Siadam na krześle w kuchni, zadowolona,  bo tu nie słychać tak tej muzyki. Jakoś nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni z nim pod jednym dachem. O ile razem po prostu tego sobie nie wyobrażałam, to teraz jestem niemal pewna, iż to okropny pomysł.

Czuje drobne ręce obejmujące mnie w pasie i miękkie włosy na karku. Obracam nieco głowę, by zobaczyć błyszczące oczy Cary. Chce się już odezwać, ale jej wargi ocierają się o moje, a ja nie mam siły odmawiać.

Oddaję lekko pocałunek, czując jak się do mnie uśmiecha.

- Wróciłam Rosalie... Max'a już chyba poznałaś prawda? - mruczy cicho stawiając na blacie torbę z zakupami.

- Czy to możliwe, że twój przyjaciel wkurzył mnie po nie całych pięciu minutach? - pytam sięgając po jedno z jabłek do torby.

- Och uwierz mi o całkiem możliwe. To jeden z jego darów. - patrzę na jej biodra poruszające się na boki, gdy podchodzi do lodówki, by schować tam mięso.

- A gdzie on jest teraz? - wgryzam się w owoc, lekko się krzywiąc. - Kwaśne.

Czarnowłosa podchodzi do mnie, pochyla się nad wyspą i patrząc mi prosto w oczy gryzie mój owoc. Mam wrażenie, że temperatura podskoczyła o kilka stopni. Nie mogę się powstrzymać i spoglądam na jej wyeksponowany przez koronkową bokserkę biust. Przygryzam wargi, rumieniąc się, gdy podąża za moim wzrokiem.

- Cat!

Odskakuję do tyłu przerażona, by spojrzeć wprost na tors bruneta.

- Co ty robisz?! - warczę  próbując ukryć rumieńce.

- Pilnuję, żeby Cat zaraz cię nie zjadła. - śmieje się ze mnie, zabiera jeden z batoników leżących na wierzchu drugiej torby i wychodzi z jadalni.

 - Spadaj. - odszczekuje Cara widocznie niewzruszona jego zachowaniem.

- Ale naprawdę. Młoda ja tu robię za przyzwoitkę! - rzuca do nas będąc już przy samych drzwiach.

Spoglądam na czarnowłosą i chowam twarz w dłoniach.

- Nie wytrzymam z nim tu. Wybacz.

Jej delikatna dłoń dotyka mojego odkrytego ramienia. Podnoszę na nią ciężko wzrok. Stoi tuż przede mną, lekko się nachylając.

- Dasz radę Rosalie... On wcale nie jest taki zły jaki się wydaje... A jeżeli wytrzymasz... - uśmiecha się szeroko, znów dotykając mojego ramienia i lekko pieszcząc moją skórę.

Dreszcze przebiegają po całym moim ciele. Od wczoraj coś się zmieniło, bo pozwala sobie na znacznie więcej. Widzę to i czuje.

- To co? - dopytuje.

Schyla się nade mną jeszcze bardziej i szepcze mi cicho do ucha głosem, który sprawia, że cała się rozpadam.

- Wynagrodzę ci to...



_______________________________________________________________________________

I tak oto kolejny rozdział  :D
Mówiłam, że postaram się dodawać nieco szybciej rozdziały? Postarałam się :D

Mam nadzieję, że się spodoba i pojawią się jakieś komentarze, może od jakiś nowych osób? Było by miło :)

Pozdrawiam, ściskam ciepło i zabieram się za następny fragment :D

17 marca 2015

Rozdział 8

Mocniej wtulam się w poduszkę, zaciskając dłonie na kocu. Jest sobotni wieczór. Uśmiecham się do Cary, która macha mi z basenu. Od tamtego wieczora w kawiarni minęło kilka dni. Cudownych dni w moim życiu. Mieszkanie z czarnowłosą okazało się naprawdę niesamowite, od kiedy zaczęła panować nad swoimi nastrojami.

Przyglądam się jej mokremu ciału. Wygląda jak jakaś syrena, skąpana w blasku zachodzącego słońca.

Rumienię się lekko.

Oprócz zmiany miejsca zamieszkania, zmieniłam się też ja w pewnym sensie. Ciągle myślę o mojej współlokatorce, jak zwykła się nazywać. Im więcej miłego czasu spędzamy razem, tym bardziej nie poznaję pewnych reakcji mojego ciała.

Częściej żartuję, śmieję się, a nawet bywam nieco wredna!

Ale przede wszystkim zrozumiałam, że w pewien sposób mi się podoba. Jednak nie jestem w stanie się do tego przyznać.

- Zmarzluchu chodź do mnie! - jej wesoły głos wyrywa mnie z rozmyślań.

Spoglądam w jej stronę. Siedzi na brzegu machając zgrabnymi nogami po powierzchni wody. Mokry, czarny strój kąpielowy odkrywa całkiem sporo porcelanowej skóry i kobiecych kształtów. Włosy związane w kucyk ociekając wodą, a błysk w oczach sprawia, że się uśmiecham.

- Wolę nie. Nie jestem za dobra w pływaniu. - odpowiadam wzruszając ramionami i mocniej opatulam się kocem.

- No chodź! Nie daj się prosić Rose! - krzyczy uderzając w wodę nogą,  a kilka rozpryśniętych kropel trafia w moje miejsce.

Piszczę czując wilgoć na beżowej koszulce. Cara obdarza mnie szczerym śmiechem, powtarzając namowy. Tym razem jednak jestem zdeterminowana. Ściągam szybko spodnie dresowe i bokserkę, ciesząc się w duszy, że rano zdecydowałam się ubrać jeden z lepszych kompletów bielizny. Chłodne powietrze owiewa moje ciało, a ja czuję na sobie jej wzrok.

Patrzę na nią i wstrzymuję oddech. Siedzi nieruchomo wpatrując się we mnie wzrokiem, który sprawia, że się rumienię, a jednocześnie wciągam brzuch, którego nienawidzę.

Czując nagłe skrępowanie wchodzę powoli do ciepłej wody, robiąc kółko wokół basenu. Dopływając do miejsca, w którym jeszcze chwilę była czarnowłosa zauważam jej brak. Rozglądam się wokół i obracam za siebie.

Zamieram, gdy delikatne dłonie obejmują mnie w pasie. Jej czarne oczy są wpatrzone wprost w moje, a kształtne usta drżą

- Mam ochotę cię pocałować... - jej cichy, chrapliwy głos sprawia, że cała drżę.

Przez ostatnie kilka dni nie zbliżała się do mnie tak bardzo. Ni używała takiego tonu, a teraz... Zmiękczyła mnie zupełnie. Podnoszę na nią niepewny wzrok i lekko się uśmiecham.

- Naprawdę tego chcę Rose... - mówi i jakby na potwierdzenie tych słów przyciąga mnie bliżej do siebie. Czuję dotyk jej skóry tuż obok mojej. Silne ręce obejmują mnie mocno.

Nie wiem co powinnam zrobić. Chcę jej odpowiedzieć, ale nie jestem pewna co. Z jednej strony chcę żeby to zrobiła, a jednak... Boję się tego.

- Rose...?

Jej głos zdaje się być cichym błaganiem. Wilgotne ramiona i włosy błyszczą w czerwonym świetle zachodzącego słońca. Jest jak syrena. Piękna i kusząca. Boję się, że jak wszyscy skuszeni przez te tajemnicze istoty w bajkach, ja też skończę marnie.

Ale zawsze doznawali szczęścia na początku, szepcze cichy głosik w moim umyśle i opanowuje moje ciało.

Bez słowa przebywam tych kilka centymetrów dzielących nasze twarze i delikatnie muskam jej wargi.

Widzę zaskoczenie w jej oczach. Mimo to już po chwili oddaje mój pocałunek. Ma takie miękkie i ciepłe wargi.... Mmm... Rumienię się lekko, gdy jej dłoń głaszcze pod wodą dół moich pleców. Przyjemne dreszcze rozpływają się po moim ciele z tamtego miejsca.

- Wyjdźmy z basenu... - mruczy w moje wargi.


[Podkład]


Niechętnie odrywam się od niej i wyskakuję z basenu od razu tego żałując. Ciepła woda była ok, ale teraz jest mi zimno z powodu lekkiego wietrzyku, który owiewa moje mokre ciało. Rumienię się, bo nagle czuję się prawie naga. Cara jakby słysząc moje myśli zjawia się tuż obok i owija mnie w pasie miękkim ręcznikiem, zatrzymując dłoń nieco dłużej na moim biuście.

- Zmarzniesz. Uważaj troszkę Rose... - śmieje się do mnie i otwiera drzwi balkonowe prowadzące do salonu.

- To ty uważaj, bo ci już nie pozwolę mnie pocałować. - odpowiadam zupełnie nieświadoma swoich słów przechodząc obok brunetki i wchodząc do domu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos dopiero, kiedy spoglądam na jej twarz. Jej czarne oczy zrobiły się większe niż zwykle i błyszczą tak... Dziko. Przypomina teraz pięknego czarnego, dzikiego kota.

- A zamierzałaś mi pozwolić? - pyta nie spuszczając ze mnie wzroku.

Moje serce zaczyna bić szybciej. Chcąc odwlec odpowiedź na jej pytanie wchodzę głębiej do salonu i z półki pod telewizorem wyciągam czyste ręczniki. Pochylam się do przodu zrzucając włosy na dół, by związać je w turban.

Słyszę jak zamyka balkon, a potem przechodzi do salonu. Czuję jej wzrok na sobie, ale boję się odezwać.

Bo co mam jej powiedzieć?

Chce się z tobą całować, a z drugiej strony nie?

Wzięłaby mnie za wariatkę.

- Odpowiesz mi?

Odwracam się w jej stronę chcąc jakoś z tego wybrnąć, ale w tym samym momencie dzwoni jej telefon pozostawiony na szklanym stoliku do kawy.

Czarnowłosa wzdycha zirytowana i odbiera połączenie.

- Co się dzieje stary? - pyta, a jej głos mnie dziwi. Jest taki spokojny i opanowany, z nutą rozbawienia.

Nie chcą jej przeszkadzać wbiegam na górę do swojego pokoju żeby się przebrać. Ubieram czarny zestaw bielizny w białe wstążeczki, szare dresy i bawełniany sweterek. Cieszę się, że zyskałam czas by znaleźć odpowiedź. Ostatnio poza pracą cały czas spędzałyśmy razem. Gdy musiałam zostać nieco dłużej w Zakątku, zamawiała dużą kawę i siadała w tym samym boksie co za pierwszym razem.

Dużo rozmawiałyśmy. W zamian za mieszkanie obiecałam sprzątać i gotować w miarę możliwości i dorzucać się do rachunków. Oczywiście udało mi się ja do tego przekonać dopiero po kilku namowach. Na początku nie chciała słyszeć o pieniądzach.

Zdążyłam ją nieco poznać. Wiele nas łączyło. Obie czytamy wiele książek, wolimy rock od popu i uwielbiamy kwiaty. Ona dodatkowo wiele ćwiczy i dba o zdrowie.

Lubię ją. Jestem w stanie to powiedzieć. Polubiłam Carę w tak krótkim czasie, ale mimo to... Boję się.

Nikt nigdy nie okazał mi tak wiele dobroci bezinteresownie. Zawsze jest gdzieś jakiś haczyk. Nauczyłam się tego.

Wzdycham rozczesując włosy.

Postanawiam zejść na dół i niepostrzeżenie dotrzeć do kuchni, by zrobić kolację. Schodzę cichutko po schodach i sprawdzam, czy nie ma w salonie czarnowłosej. Zadowolona jej brakiem przemykam do jadalni połączonej z kuchnią.

- Będziemy miały gościa. - słyszę za sobą.

Przestraszona podskakuję i zauważam opartą o ścianę dziewczynę. Ona również zdążyła się już ubrać.

- Naprawdę? - pytam zdziwiona.

Nikogo tu nie widziałam od kiedy tu mieszkam.

- Taak... Jutro przyjedzie do nas mój przyjaciel. Zostanie z tobą przez kilka dni... - mówi cedząc słowa, wydaje się zła.

- Zaraz... Jak to ze mną? A co z tobą? - pytam przerażona.

- Wyjeżdżam w delegację. - odpowiada cicho nie patrząc mi w oczy.



__________________________________________________________________________________

I tak oto pojawił się nowy rozdział.

Długo nic nie było, za co okropnie mi wstyd.

Postaram się poprawić, obiecuję.

Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)

Pozdrowienia :D

1 marca 2015

Rozdział 7

Otwieram sennie powieki i rozglądam się po pokoju. Wszystko skąpane jest w czerwonym świetle wschodzącego słońca, które widać za horyzontem z czubków drzew. Przyciągam do siebie karmazynową pościel, wdychając jej zapach.

Dopiero po chwili dociera do mnie ciche dyszenie tuż koło łóżka. Zaciekawiona wychylam się na bok.

- Hej śpiochu. - wesoły głos Cary wywołuje u mnie uśmiech.

- Wypraszam sobie tego śpiocha. - mówię krzywiąc się na pokaz, przyglądając się jednocześnie jej zgrabnemu ciału.

Bez chwili przerwy robi idealne pompki na podłodze. Obserwuje jej ciało odsłonięte przez wyciętą czarną koszulkę i obcisłe spodenki. Mięśnie na jej ramionach, udach, plecach układają się w cudowne wzory. Rumienię się lekko.

- Masz rację. Nie spałaś tak długo. Głodna? - śmieje się zauważając mój wyraz twarzy. Nie ma makijażu przez co znowu wydaje się o wiele młodsza.

- Może troszkę. - przyznaje, ale od razu dociera do mnie fakt, że właśnie wstałam.

- Moje włosy! Pewnie wyglądam okropnie! - krzyczę zeskakując z łóżka o mało się nie wywalając, bo stopę zaplątaną miałam w kołdrę.

Dopadam toaletki wpatrując się w swoje odbicie. Przerażona przyglądam się sobie szukając brązowego siana i worków pod oczami. Zdziwiona ich brakiem lekko rozdziawiam usta, przez co czarnowłosa obdarza mnie szczerym śmiechem.

Patrzę na nią mrużąc oczy. Nie przestając się śmiać wstaje z podłogi i podchodzi do mnie lekko. Opiera się rekami o blat, dzięki czemu patrzy mi prosto w oczy.

- Jesteś wyjątkowo zabawna.

- Miło mi, że robię za twojego klauna. - mówię z przekąsem.

- To mi jest miło, że masz dobry humor. - jej włosy muskają mój nos i policzek.

- Mam go często. Nie moja wina, że niektórzy mają wahania nastrojów jak w kalejdoskopie.

Przygląda mi się przez chwilę bez słowa. Dopiero po sekundzie dociera do mnie sens moich słów. Przygryzam lekko wargę zadziwiona moim zachowaniem. Nigdy nie używałam sarkazmu, ani takiego tonu. Co się ze mną stało?

- Masz rację. To moja wina. Obiecuję, że postaram się zmienić moją postawę, ok? - jej głos wyciąga mnie z zamyślenia.

- Wszystko zależy od ciebie. To twój dom. Ja się dostosuję. - odpowiadam obracając wzrok, bo nie mogę już wytrzymać spojrzenia jej ciemnych oczu.

- Chcę się zmienić. - mówi tak cicho, że ledwo to wychwytuje.

Chcę się już odezwać, że przecież nie musi jeżeli nie chce, ale ona uśmiecha się znów promiennie i odsuwa ode mnie. Podchodzi do ściany, dopiero teraz zauważam, że jest to tak na prawdę ukryta szafa z drzwiami koloru ścian.

- Dobra. Za pół godziny widzę cię w jadalni. Potem zjemy i zawiozę cię do Zakątka.

- Ok. - odpowiadam, niemal wypadając z sypialni.

Wchodzę do mojego pokoju od razu zabierając z szafy ubrania przygotowane dzień wcześniej i biegnę do łazienki. Biorę szybki prysznic, uważając, by nie zmoczyć włosów, a potem przebieram się w czyste rzeczy. Szybko się czeszę, splatając włosy w warkocz na boku głowy.

Po chwili siedzę już na stołku barowym przyglądając się uśmiechniętej dziewczynie. Krząta się po kuchni przygotowując dla nas śniadanie i mimo moich próśb wciąż zaprzecza, gdy ofiaruję jej pomoc.

W końcu zrezygnowana opieram się na łokciach i przyglądam jej. Jest zdecydowanie mniej spięta niż w ciągu większej części wspólnie spędzonego czasu. Jest zrelaksowana. Obserwuje mięśnie na jej łopatkach, odsłoniętych przez wycięcia bluzki. Włosy zebrała już w wysoki kok, a na nadgarstkach znów ma cały zestaw bransoletek.

- Czemu mi się tak przyglądasz? - to pytanie wyrywa mnie z rozmyślań, sprawiając, że się rumienię.

Odwracam wzrok, gdy stawia na blacie dwa talerze ze ślicznymi kanapkami i kubki z gorącą herbatą. Nie odpowiadam nawet gdy siada obok mnie, zaczynając jeść. Nie chcę mówić jej prawdy, bo sama nie jestem pewna czemu tak mnie fascynuje. Z drugiej strony jednak nie chcę milczeć, by nie zepsuć tego naprawdę miłego dnia.

Po chwili decyduję się na najmniejsze zło.

- Ja... Po prostu się zamyśliłam... - mówię, czując jej wzrok na sobie.

Gdy podnoszę głowę do góry nasz wzrok niespodziewanie się krzyżuje. Na jej usta błąka się delikatny uśmiech, a czarne oczy błyszczą lekko.

- Oczywiście. Jedz to śniadanie, a potem zawiozę cię do Zakątka. - uśmiecha się szerzej i puszcza w moją stronę oczko.




***



W barze mimo wczesnych popołudniowych godzin, gra muzyka, kilka skąpo ubranych kelnerek lawiruje między stolikami zabierając zamówienie od klientów. Rzucam w ich kierunku przelotne spojrzenie biorąc łyk drinka.

Zupełnie nie wiem, czemu akurat to miejsce wybrałem sobie za dzisiejsze lokum. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, rozrywki, striptizerki są jakieś takie niemrawe.

Zamykam oczy słuchając "Shooting the Moon" Mony, które rozbrzmiewa z głośników, wywołują u mnie niewielki uśmiech. Lubię tą piosenkę. Kiwam głową w rytm muzyki słuchając o chęci zestrzelenia księżyca, gdy nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Odwracam się i z uśmiechem rzucam na czarnowłosą kobietę.

Obejmuje mocno jej delikatne ramiona schowane pod skórzaną kurtką. Wciągam w nozdrza jej niesamowitą woń, mocniej ją ściskając.

- Udusisz mnie idioto! - krzyczy  odsuwając się lekko.

Przyglądam się jej. Rozpuszczone czarne włosy okalają jej delikatną twarz kontrastując z porcelanową skórą i krwistymi ustami. Oczy jak zwykle podkreślone eyelinerem wraz z ciemnymi cieniami wydawały się znacznie ciemniejsze. Swoje zgrabne ciało schowała pod zwiewną szarą koszulą w kratę i skórzanymi spodniami.

- Za każdym razem jesteś piękniejsza wiesz? - rzucam w jej stronę i kiwam na kelnerkę.

- Taa... Tekst numer jeden w twoim podrywie Max? - śmieje się zajmując miejsce naprzeciw mnie. - Poproszę tylko wodę z lodem, cytryną i miętą.

Od razu odprawia zgrabną kelnerkę, która nawet nie zdążyła wykrztusić z siebie ani słowa.

- Nie. Kochana takie teksty są zarezerwowane tylko dla ciebie. - odpowiadam opierając się wygodnie o oparcie.

- Też miło cię widzieć. Opowiadaj co u ciebie. Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiecha się lekko, sadowiąc się na fotelu i kiwając dłonią do taktu. Ozdoby drzwięczą na jej nadgarstku, ale tylko jedna przykuwa mój wzrok. Srebrna z ornamentami z czarnego postarzanego metalu.

- Widzę, że nie rozstajesz się z prezentem ode mnie.

- Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. - uśmiecha się szeroko ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów.

Półnaga kelnerka stawia przed czarnowłosą oszronioną szklankę. Odprawiam ją kiwnięciem dłoni, a ta spogląda na mnie robiąc dziubek.

Uśmiecham się w jej stronę lubieżnie. Zamierzam później postawić jej drinka, albo i kolację. Ze śniadaniem oczywiście.

- Nic się nie zmieniłeś. - głos mojej towarzyszki wyrywa mnie z zamyślenia.

Rzucam jej szarmancki uśmiech i kiwam ramionami.

- Znasz mnie kochana. Lubię się bawić.

- Tak, tak. Wiem dobrze. Niegrzeczny chłopiec, obrzydliwie bogaty, lubiący dobrą zabawę i piękne kobiety. Och Max, Max. - mówi kiwając głową udając rozczarowanie, ale błysk w jej oczach mówi sam za siebie.

- To ja. - uśmiecham się pociągając łyk mojego drinka. Krzywię się, jest już ciepły. Odsuwam go na bok. - Wracając jednak do twojego wcześniejszego pytania. U mnie wszystko w porządku. Interesy się kręcą, Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli kupię niedługo pewną piękną wyspę tropikalną i wybuduję tam wspaniały kurort.

- To cudownie! Od zawsze marzyłeś o prywatnej wyspie. - mówi, lekko dotykając mojej dłoni.

Splatam palce z jej. Ta porcelanowa skóra jest taka miękka...

- Masz rację. Nareszcie. Powiesz mi może co u ciebie?

Zmiana w jej zachowaniu jej bardzo lekka, prawie niezauważalna, ale ja ją wychwytuję. Odwraca lekko wzrok i bierze łyk swojej wody. Jej pełne usta kuszą kształtem.

- Uwierzyłbyś, gdybym powiedziała, że chyba znalazłam kogoś o kogo się martwię jak cholera? - jej głos jej strasznie niski, nieśmiały.

Siedzę w bezruchu, niepewny tego co powinienem powiedzieć. Jej szczęście jest dla mnie najważniejsze. Ba! Jest najważniejszą kobietą w moim życiu. Zależy mi na jej dobrze.

- Opowiedz mi wszystko kochanie, dobrze...? - mówię chcą poznać więcej szczegółów.





***




Wycieram blat stolika, zerkając na zegarek. Jest już po dziewiątej. Zakątek zamknęłam kilka minut temu, zgodnie z poleceniem pani Oliv. Wzdycham cicho. Spędziłam cały dzień z dala od Cary, myśląc głównie o kawie, herbacie i ciastkach.

O dziwo był dzisiaj dość duży ruch, ale nie narzekałam. Trafili się sami mili klienci, bez żadnych buców, którzy narzekaliby na swoje zamówienia.

Przyglądam się sali sprawdzając, czy wszędzie już posprzątałam. Niepewna sprawdzam jeszcze ostatni z boksów. Słysząc dzwonek u drzwi automatycznie odkrzykuję:

- Zamknięte!

- Nawet dla mnie Rosalie? - głos Cary sprawia, że moje serce bije szybciej.

Odwracam się w jej stronę, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Idzie już w moją stronę lustrując mnie wzrokiem, a ja zdaje sobie sprawę, że nie zdążyłam jeszcze zdjąć z włosów tego maleńkiego kapelusika. Zatrzymuje się tuż przede mną i nagle w jej dłoniach pojawia się przepiękny bukiet błękitnych niezapominajek.

Wciągam głośno powietrze i spoglądam na nią niepewna.

- To dla ciebie Rose. - szepcze cicho, a jej głos zdaje się pieścić moją skórę.

- A... Ale... Caro... Ja... Nie mogę ich przyjąć... - jąkam się zawstydzona.

Próbują uciekać wzrokiem, ale nie mogę, bo łapie mój podbrudek i zmusza bym patrzyła prosto na nią.

Unoszę lekko głowę, wstrzymując powietrze. Jej piękne usta lekko się uśmiechają. Uśmiechają do mnie.

- Możesz. Bo cię o to proszę. Są dla ciebie Rosalie Clarisse. - jej głos mnie zniewala wywołując miłe mrowienie głęboko w dole mojego brzucha.







__________


Hmmm.... Notka miała pojawić się w sobotę, ale przyznam się bez bicia miałam takiego lenia :D
Jednak chcę się zrehabilitować i dodaję ten oto rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba. I z góry chcę przeprosić za błędy :(
Postaram się wziąć do roboty jak należy i obiecuję poprawę.

Słońca, cierpliwości i ciepełka życzę :D

21 lutego 2015

Rozdział 6

Stoję sparaliżowana, patrząc na malejącą między nami przestrzeń. W głowie pojawiają się niechciane myśli. Czuję na sobie jej wzrok automatycznie się rumieniąc. Specjalnie nie patrzę w jej stronę, gdy podchodzi o krok ode mnie. Staram się nie myśleć o tych wszystkich rzeczach, które nieproszone wkradają się do mojego umysłu.

Gorąca dłoń na moim policzku sprawia, że oddycham szybciej.

Spoglądam na nią i pierwsze co widzę to lekki uśmiech na jej kształtnych ustach. Mimo ciemnego koloru jej oczy sprawiają wrażenie zamglonych. Widzę kropelki potu na jej ramionach, świadczące o wysiłku. Wydaje się o wiele młodsza, bez makijażu. Mimo to nadal jest piękna. Ciemne, geste wachlarze rzęs rzucają długie cienie na jej policzkach.

Pociąga lekko jedno z mokrych pasem moich włosów tuż przy miejscu, w którym mnie dotknęła.

- Co robisz...? - wyduszam z siebie po chwili krępującej ciszy.

Posyła mi lekki uśmiech nawijając moje włosy na palec.

Czuję ciepło rozchodzące się na moich policzkach i uporczywe mrowienie w dole brzucha. Chcę uciec jak najdalej. Strach, który mnie ogarnia można by kroić nożem. Wstrzymuję powietrze, ale mimo to nic nie robię. Stoję tak, sparaliżowana walcząc z samą sobą. Bo części mnie to się podoba. Ba! Ta Ja chciałaby oddać tą delikatną pieszczotę.

- Mogę cię uczesać?

Jej pytanie zbija mnie z tropu. Patrzę na nią szukając oznak żartu, ale jedyne co zauważam to kształtne usta i te zamglone oczy.

- Nie musisz... Mogę sama to... - zaczynam, ale urywam, gdy przykłada mi palec do ust doprowadzając mnie do białej gorączki.

- Chcę to zrobić. Masz takie piękne włosy... - mówi głaszcząc mokre pasma na mojej głowie.

Kiwam lekko głową nie mogąc nagle wydobyć z siebie głosu. Uśmiecha się szerzej, łapie mnie za rękę i prowadzi po schodach na górę. Jednak mu mojemu zdziwieniu nie idziemy w kierunku mojego pokoju. Cara zdaje się prowadzić mnie do swojej sypialni.

Przygryzam wargę niepewna tego co dzieje się w moich myślach.

Otwiera drzwi i wciąga mnie do środka, puszczając moją dłoń. Zapala światło, a mnie na nowo zachwyca wygląd tego pomieszczenia. Pasuje do niej. Piękny, klasyczny i tajemniczy jednocześnie. Staram się jednak nie patrzeć w stronę komody z bielizną.

Na samo jej wspomnienie znów się rumienie, gdy nagle czuję delikatny dotyk na biodrze.

Odwracam się gwałtownie i napotykam zamglone, czarne oczy. Patrzy na mnie z lekkim uśmiechem na ustach i blaskiem, który sprawia, że przechodzi mnie dreszcz. Czuję jak zaciska dłoń na mojej skórze dopasowując się do kości mojej miednicy. W miejscu, w którym mnie dotyka, skóra pod koszulką pali mnie niemiłosiernie.

- Co...? - wyduszam z siebie oddychając szybciej, gdy lekko się nade mną nachyla.

- Cii... - szepcze, a jej usta nakrywają moje.

 I właśnie wtedy moje nowe Ja przejmuje nade mną kontrolę. 

Przywieram do ciała czarnowłosej wpijając się w jej usta. Nieznany mi dotąd żar zalewa moje ciało, ale nagle zdaję sobie, że coś jest nie tak. 

Odsuwam się od niej przerażona, co nie jest wcale takie łatwe, bo objęła mnie dość mocno. 

- Wróć do mnie... - marudzi patrząc na mnie z wyrzutem. 

- Piłaś? - wyrzucam z siebie przecierając usta dłonią.


 Patrzy na mnie, a ja dopiero teraz łączę wszystkie fakty w jedno. Zamglone oczy, nagłe dziwne zachowanie... Była pijana.

Czuję wstyd.

Chcę wyjść, ale łapie mnie za rękę. Sadza mnie siłą na łóżku i podchodzi do komody.

Przerażona, zła a jednocześnie tchnięta nową myślą przyglądam się jak otwiera jedną z szuflad. Sięga do niej, by po chwili wyjąć z niej szczotę do włosów.

- Owszem. Wypiłam trochę, ale to nie znaczy, że nie jestem świadoma Rosalie. Wiem co robię i czego chcę. Chociaż może teraz mam nieco zamglony umysł nie zrobię nic wbrew tobie. - mówi, siadając za mną i delikatnie dotykając moich włosów.

Nie odzywam się niepewna co powinnam zrobić. Siedzę więc tylko pozwalają by mnie czesała. Nigdy nikt tego nie robił...

Mijają kolejnie minuty, a wciąż czuję lekkie ruchy szczotki na moich włosach i ten charakterystyczny odgłos. Moje szalejące serce uspokaja się powoli przywracając mi jasność myślenia.

Przymykam oczy czerpiąc przyjemność z tej chwili. Czuję ciepło bijące od jej ciała tuż za moim, ale nie sprawia mi to dyskomfortu. Wręcz przeciwnie. Czuję się bezpieczna.

- Caro...?

- Tak Rose?

- Zamierzasz je czesać, aż wszystkie wypadną...? - pytam z lekkim uśmiechem odwracając twarz w jej stronę.

Posyła mi olśniewający uśmiech odsuwając się lekko ode mnie i odkładając szczotkę na szafkę. Gdy przez chwilę nie patrzy przyglądam się jej ciału. Jest strasznie chuda, a jednocześnie umięśniona. Przygryzam lekko wargę i odwracam wzrok. Nagle czuję się niezręcznie.

- Chyba powinnam już iść... Pewnie chcesz odpocząć... - zaczynam wstając.

- Zostaniesz ze mną na noc...? - pyta, a ja patrzę na nią z lekko rozdziawioną buzią.

- Mam... Zostać na noc w twoim pokoju...? - mówię powoli starając się odsunąć myśli, które pojawiły mi się przed oczami.

- Nie chce zostać sama... - mówi, a w jej oczach zauważam... Łzy?

Tknięta jej nagłą reakcją podchodzę do łóżka i siadam tuż obok niej biorąc jej dłonie w swoje. Patrzy na mnie, a ja mam wrażenie, iż siedzi przed mną zupełnie inna osoba. Nie pewna siebie, seksowna młoda kobieta, a smutna, przerażona dziewczyna potrzebująca pomocy.

Posyłam jej kojący uśmiech, a ona stara się go odwzajemnić, co nie wychodzi jej za bardzo.

- Zostanę z tobą... Tylko... Rose...?

- Hmmm....?

- Nie płacz już... - odpowiadam, a ona przytula się do mnie.

Obejmuje ją lekko wdychając jej cudowny zapach. Szybko odsuwa się ode mnie i sięga pod poduszkę wyciągając spod niej złożone w kostkę ubrania. Wychodzi bez słowa z sypialni pozostawiając mnie samą.

Rozglądam się po pokoju myśląc o tym na co się właściwie zgodziłam. 

Zapalam lampkę przy łóżku, gasząc górne światło i niepewna co zrobić, decyduję się położyć. Wchodzę pod delikatną jak satyna, czerwoną kołdrę i opieram głowę na poduszce. Zamykam oczy ciesząc się chłodem materiału.

Cara jest pijana... Próbowała mnie pocałować... A ja chciałam całować ją...

Wzdycham cicho.

Czy to możliwe, żebym na prawdę się jej podobała? Jeżeli tak, to oznacza, że... Ona jest... Och... Ale nawet jeżeli... Co może się jej we mnie podobać? Przecież jestem zwykłą szarą dziewczyną... Bez przyjaciół, stylu,  pieniędzy czy wyglądu. Jestem pewna, że gdyby tylko zechciała mogłaby mieć kogoś o wiele bardziej lepszego ode mnie.

Moja Cyniczna część prycha na mnie zdegustowana. Przecież to głupie. Jak mogę myśleć, że ona jest mną zainteresowana? Przecież ona jest bogata, co spokojnie mogę stwierdzić po jej pięknym domu i samochodzie. Do tego pewna siebie i piękna.

To niemożliwe, że chciałaby spojrzeć na mnie. Przygarnęła mnie, bo może czerpać z tego korzyści. Nic więcej.

Ale...

Nasze dotychczasowe pocałunki... Czy to też mogłam jakoś wytłumaczyć...? Chciała się mną zabawić...?

Nagle światło w pokoju gaśnie, a ja czuję jak materac tuż obok mnie ugina się pod czyimś ciężarem. Delikatne dłonie czarnowłosej otulają moje ciało od tyłu wpasowując się do mnie kształtem. Wciągam powietrze zdziwiona tą bliskością, ale jednocześnie zauważam, że jeżeli wykonam chociażby najmniejszy ruch otrę się o jej ciało jeszcze bardziej.

Rumieniąc się wciągam jej delikatny zapach czekolady i wanilii.

- Czemu rano byłaś taka... Oschła...? - pytam cichutko.

Odpowiada mi dopiero po chwili, głosem tak słabym, że ledwo go słyszę.

- Rankiem... Zajrzałam do twojego pokoju, a ty... Płakałaś... Myślałam, że to przeze mnie... Że żałowałaś tego co się stało... Bałam się... Przepraszam... Była dla ciebie taka okropna... - mówi, a mi łzy stają w oczach.

Odwracam się w jej stronę wdzięczna księżycowi za tak jasne światło oświetlające jej twarz. Wydaje się o wiele bledsza, a oczy ciemniejsze. Ma mokre włosy.

- Płakałam, bo wspominałam lata udręki w tamtym domu. Przypominałam sobie cały ból jakiego tam doznałam. A przestałam płakać, bo pomyślałam o tym jak cudownie mi było w twoich ramionach. - tłumaczę, a sens moich słów dochodzi do mnie dopiero po chwili.

Zamykam na chwilę oczy czekając na reakcję z jej strony, ale zanim to się dzieje odpływam w ramiona Morfeusza.

________________________________________________________________________________

Rozdział krótki i nie jestem z niego za bardzo zadowolona, ale jest jak obiecałam :)

W związku z kilkoma wydarzeniami w moim nudnym życiu, nowe posty będą się pojawiały najczęściej w soboty lub niedziele. Będę jednak starała się dodawać też coś w tygodniu, lecz nie jestem pewna jak to będzie, bo moje kochane panie profesor planują nam każdy dzień gorszy od poprzedniego.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długi brak wpisu :)

Postaram się dodawać coś częściej, jednak muszę najpierw znaleźć mój czas który bawi się ze mną w kotka i myszkę :)

Pozdrawiam i ściskam gorąco wszystkich !

13 lutego 2015

Rozdział 5

 Z okazji jutrzejszych/dzisiejszych walentynek chcę złożyć wszystkim życzenia:
Zdrowia, szczęścia i miłości
Uśmiechu i pomyślności
Nie jestem zbyt dobra w składaniu życzeń xD
Jednak w szczególności chcę podziękować kochanej Elorence, która zostawia po sobie ślady, a nie tylko cyferki na liczniku :)
Także nie przedłużając już...

Z dedykacją dla Elorence.



Z szerokim uśmiechem na ustach siadam wygodnie na drewnianej ławeczce. Przyglądam się pięknym krzakom róż we wszystkich możliwych kolorach. Ogród okalający dom jest cudowny, wszędzie rosną kwiaty, krzewy i zachwycające drzewka, których gałęzie spływają ku ziemi niby woalem złota. Od wyjazdu Cary, przemyślałam wiele spraw. Owszem. Byłam głupia, zachowałam się nierozważnie zgadzając się na jej pomoc. Ona nie miała prawa na mnie krzyczeć, ponieważ nic złego jej nie zrobiłam. Doceniałam jednak jej gest, że pozwoliła mi tu mieszkać.

Właśnie z tego powodu wysprzątałam gruntownie dom, przygotowałam obiad i nacięłam kwiatów, którymi udekoruję salon wraz z sypialniami.

Dotykam czule zielonych łodyżek. Białe kwiaty trafią do mnie, herbaciane będą pasowały do salonu. Uśmiecham się dotykając czerwonych płatków. Te trafią do pokoju Cary.

Zabieram kwiaty, wstając z ławeczki i ruszając do domu. Zostawiam buty przy wejściu, od razu zabierając się do dekorowania. W całym domu pachnie pieczonym kurczakiem i papryką. Zadowolona z siebie wkładam herbaciane kwiaty do przygotowanego wcześniej wysokiego wazonu, przypominającego brązowy kamień. Wciągam lekko ich woń.

Spoglądam na zegarek. Jest już wpół do czwartej.

Wchodzę na chwilę do kuchni. Przestawiam garnek na kuchenkę, nastawiam ziemniaki i wyciągam dwa średniej wielkości, białe talerze.

Zabieram znów róże i wchodzę na górę.W mojej tymczasowej sypialni stwierdzam, że do kolacji mogłabym się przebrać. Otwieram szybko szafę. Wciągam na siebie jasne, jeansowe spodnie, które dobrze wyglądają z białą, zwiewną koszulką na ramiączkach. Gotując było mi za ciepło w sweterku, dlatego teraz cieszyłam się z tej popołudniowej zmiany.

Już po chwili stoję przed drzwiami sypialni Cary czując lekki stres. Byłam w każdym pomieszczeniu w domu, oprócz garażu i jej pokoju. Nie chciałam naruszać jej prywatności, ale obiecałam sobie zanieść tu kwiaty.

Naciskam klamkę, wchodząc cicho do środka. Od razu uderza mnie przestrzeń. Podobnie jak w moim pokoju jedna ściana składa się całkowicie z wielkiego okna widokowego. Ściany jak i drewniana podłoga mają niemal identyczny blado szarawy kolor. Do głębi sypialni prowadzi metrowy korytarzyk, który szybko przemierzam. Dopiero teraz zauważam ogromne łóżko z metalowymi ramami i cudownym zagłówkiem złożonym z czarnych prętów. Ściana za nim podzielona jest na dwie części. Ta od okna jest czarna, z czerwonym kwiatowym wzorem, a ta po drugiej jakby jej odbiciem - czerwona z czarnym wzorem.

Czując dziwne mrowienie na karku, rozglądam się wokół szukając czegoś w czym mogłabym ułożyć kwiaty.
Zauważam małe szafeczki nocne, a na nich ozdobne lampki. Toaletka, komoda i każdy inny mebel tu są czarne.

Zdezorientowana obracam się wokół przeszukując jakiegoś wazonu. Czegokolwiek, w co mogłabym zostawić róże. Kiedy nie zauważam niczego takiego, ruszam w kierunku drzwi, chcąc przynieść jeden z wolnych wazonów z salonu.

Jednak uchylona szuflada komody zwraca moją uwagę.

Podchodzę do niej chcąc ją zamknąć, ale zatrzymuję się w ułamku sekundy rumieniąc po cebulki włosów. Z boku wystaje kawałek czerwonej koronki. Przygryzam wargę i powolutku pociągam za metalowy uchwyt uwalniając przeszkodę. Zawartość przyprawia mnie o dreszcze w dole brzucha.

Przyglądam się niepewnie seksownej bieliźnie, dużej ilości koronkowych, jedwabnych i satynowych kompletów bielizny.

Serce zatrzymuje się w moich piersiach na sekundę.

Drżącą dłonią odsuwam koronkowe majtki przeszkadzające szafce w zamknięciu się.

Moje myśli krążą zupełnie gdzie indziej. Przy rzeczach i momentach, o których myślałam poprzedniej nocy. Przez właścicielkę tej bielizny.

Zupełnie nieświadomie przesuwam dłonią po czarnym gorsecie ozdobionym piórkami, po fioletowych figach, a na koniec po czerwonym staniku. Mój oddech z zupełnie nieznanych mi przyczyn przyśpiesza, a mrowienie w dole brzucha nie ustępuje.

Przez mój umysł przepływa mi jedna myśl, która nigdy nie powinna się pojawić.

- Rose? Co ty robisz? - zdziwiony głos dochodzi zza moich pleców.

Odwracam się przerażona, spoglądając w błyszczące, czarne oczy Cary. Stoi w drzwiach pokoju patrząc na mnie wymownie. Kucyk, który związała rano, mocno się już rozwalił tak, że wiele kosmyków owija się spokojnie wokół jej twarzy.

Mój oddech przyśpiesza, bo nie wiem co powinnam zrobić. Czuję się zażenowana. Tak strasznie głupio wyszło! Miałam tylko wpaść tu i zostawić kwiaty...

Spuszczam po sobie ramiona i pochylam głowę, by nie patrzeć jej w twarz. Czuję wstyd.

Słyszę ciche kroki, zauważając jej buty tuż obok mnie. Łapie mój podbródek podnosząc moją twarz w górę. Patrzy na mnie tymi ciemnymi oczami, a ja nie mam jak się ukryć. Mam wrażenie, że jej spojrzenie wypala mi dziurę w duszy szukając odpowiedzi.

- Powtórzę pytanie, chociaż strasznie tego nie lubię. Co robiłaś w mojej sypialni? - jej głos staje się chłodniejszy, bardziej natarczywy.

Czemu musi pytać? Nie widziała co robiłam? Zachwycałam się jej niesamowitą bielizną... Błądząc jednocześnie myślami przy tym, jak ona w niej wyglądała... Tego jednak nie zamierzam jej mówić.

- Przepraszam... - szepczę odwracając wzrok, bo czuję zbliżające się łzy wstydu.

- Wynoś się z mojej sypialni! - warczy nagle zupełnie zbijając mnie z tropu.

Spoglądam na nią, opanowując płacz. Jej oczy nadal błyszczą, chociaż już sama nie wiem czemu. Jednak w jej postawie zauważam tą samą zmianę co rano. Znów jest pewną siebie kobietą gotową do wszystkiego.

- Nie słyszałaś?! Wynoś się z mojej sypialni! - krzyczy znów niemal wypychając mnie na korytarz, po czym zatrzaskuje drzwi.

Ból, który znów pojawił się znikąd wyciska kolejne łzy. Czując nagłe wyczerpanie osuwam się po ścianie. Chowam twarz w dłonie płacząc cicho.

Nie tak miało być! Miałam pokazać jej, że jestem wdzięczna za dobroć jaką mi okazała, a wyszło... Cholera!

Nie chcąc, by czarnowłosa przypadkiem mnie tu nie zobaczyła ruszyłam drżącym krokiem do sypialni, ale najpierw wyłączyłam ziemniaki. Ochota na miły obiad zupełnie mnie opuściła. Kiedy już znalazłam się w swojej zielonej oazie opadam na chłodną pościel i spoglądam smutno w okno.

Ta cała sytuacja jest dla mnie taka... Nowa.

Myśli, które pojawiają się w mojej głowie coraz częściej są mi zupełnie nieznane. Nigdy nie myślałam o tym, jak inna dziewczyna wygląda w bieliźnie... A Cara... No cóż, zdecydowanie nie jest dziewczyną. Jest kobieta, która silnie stąpa po ziemi.

Takie wrażenie wywarła na mnie tamtego dnia w kawiarni.

Jest też opiekuńcza, poważna i troskliwa... A jak się okazuje ma w sobie wiele siły i autorytetu. Stojąc przed nią zastanawiałam się co zrobi.

Co się ze mną dzieje?

Czemu w jednej chwili rozpaczam nad swoim życiem, a w następnej myślę o jej ciele?

Otulam się ramionami starając się nie myśleć już o niczym.



***


Czarnowłosy słysząc gitarę elektryczną wygrywajacą szybkie riffy niechętnie otwiera oczy, wypuszczając kłęby dymu. Odkłada papierosa do szklanej popielniczki i sięga po swój telefon.

- Dziecko, czy ty nie masz kiedy do mnie dzwonić? - pyta chcą powkurzać swoją rozmówczynię.

- Jest dopiero dwudziesta. O tej porze to ty jeszcze nie jesteś zajęty, albo masz akurat przerwę w imprezach. - wściekły syk dziewczyny rozbawia go.

Spogląda na łóżko hotelowe i dwie nagie blondynki, które śpią. Przypomina sobie jak jeszcze godzinę temu był bardzo zajęty właśnie przez nie.

- Dobra masz rację. Mam chwilę spokoju. Co jest? - kiwa głową z szerokim uśmiechem.

Zna ją zbyt dobrze, by wiedzieć, że bez powodu nie dzwoni.

- Mam problem. - jej głos traci z tonu.

- Hej Lay... Co się stało? - pyta, a jego tętno przyśpiesza momentalnie.

- To nic poważnego, ale... Chwilowo nie załatwiaj mi żadnych zleceń ok?

- C... Co? - wyjąkał zdziwiony.

Wstał z fotela ubierając spodnie i stanął przed oknem spoglądając na wieczorne Los Angeles.

- Mam kilka spraw, którymi muszę się pilnie zająć. Poza tym... Poza tym chwilowo nie jestem w formie do zleceń. - jej głos zupełnie mu się nie podobał.

- Lady posłuchaj... Powiedz mi co się dzieje.

- Nie mogę. Nie tym razem. Nie teraz. Potrzebuję czasu. Daj mi go ok?

- Jasne. Powiedz mi tylko... Nic sobie nie złamałaś jak ostatnio, co? Ani nikt cię nie skrzywdził?

Chwilę czeka na odpowiedź patrząc na zachód słońca, który rzuca przyjemnie cienie na jego ciało.

Gdy mu odpowiada zdaje się lekko uśmiechać.

- Spokojnie. Nie jestem już dzieckiem. Nie mam już szesnastu lat. Potrafię sobie poradzić.

- Cieszę się. W razie czego wiesz, że wystarczy słowo?

W odpowiedzi roześmiała się perliście, przez co i on lekko się uśmiechnął.

- Tęsknię za tobą.

Jej wyznanie ścisnęło jego serce. Nie często mówiła o uczuciach.

- Ja za tobą też, Lay... Załatwię ci trochę spokoju. Odwołam najbliższe spotkania, a jeżeli się nie uda to dam je komuś innemu.

- Dziękuję...

- Nie zaczynaj nawet. Wiesz, że dla ciebie zrobię wszystko. Nie masz za co dziękować. - przerwał jej brutalnie.

- Muszę kończyć... Jestem zmęczona...

Wcale nie brzmiała na zmęczoną co wcale nie uszło jego uwadze.

- Idziesz spać kłamco? Nie wierzę ci. Jest za wcześnie.

- Masz mnie. - śmieje się. - Nie chcę ci przeszkadzać kochany.

- Nie przeszkadzasz mi nigdy. Wiesz dobrze. - mówi rozsiadając się znów w fotelu i zaciągając papierosem.

- Na prawdę nie chce zajmować ci więcej czasu...

- Oszustka. Ale niech ci będzie. Idź już.

- Kocham cię.

- Ja ciebie też, sama wiesz.

- Wiem. Dobranoc.

- Pchły na noc. - kończy rozłączając się.

Odkłada telefon na stolik. Opiera głowę o zagłówek fotela zamykając oczy.

Coś ociera się o jego tors. Podnosi wzrok, zauważając blond czuprynę. Całuje ją biorąc w ramiona i odsuwa od siebie myśli o zleceniach zabójczyni.



***



Czysta i pachnąca fiołkami wychodzę z łazienki. Mam na sobie rozciągniętą, czarną bokserkę sięgającą mi do połowy ud, która służy mi za piżamę i czystą bieliznę w tym samym kolorze. Nie umiem bez niej spać i tyle. Włosy schowałam w kokonie z ręcznika. Umyłam już zęby i chcę się położyć. Po kilku godzinnych rozmyślaniach ukoiłam myśli gorącym prysznicem, który podziałał na mnie kojąco.

Zmierzam w kierunku mojego pokoju ściskając w ramionach ubrania i szczoteczkę.

Zamykam za sobą drzwi, układam wszystko na swoim miejscu w szafie, by po chwili usiąść na łóżku. Ściągam ręcznik z głowy, gdy nagle chce mi się wody.

Kiwam głową, zła na samą siebie, po czym schodzę na dół po schodach i zamieram.

Na środku salonu zauważam czarnowłosą. Robi właśnie podwójne salto w tył.

Moje ciało znowu zareagowało na jej widok przyśpieszonym biciem serca i skurczami w dole brzucha.

Korzystając z okazji przyglądam się jej. Znów ma związane wysoko włosy, ale przebrała się. Ma czarny stanik sportowy i krótkie spodenki do kompletu. Jest boso. Odwraca się niespodziewanie w moją stronę, a ja wciągam głośno powietrze.

Nie ma na sobie ani grama makijażu, przez co wygląda o wiele młodziej i jaśniej. Jej oczy rozbłyskają na mój widok, a usta rozciągają się w lekkim uśmiechu.

- Ślicznie wyglądasz Rosalie. - szepcze zmierzając w moim kierunku, a mi niespodziewanie miękną kolana.

10 lutego 2015

Rozdział 4

Nie jestem pewna co pierwsze wydarło mnie ze snu. Jasne promienie słońca wwiercające się boleśnie w moje powieki czy boski zapach unoszący się w pokoju. Może to obie rzeczy połączone razem?

Przeciągam się leniwie, ziewając i siadam na łóżku. Rozglądam się po sypialni. Drzwi są zamknięte, a widok z okna przyprawia o same pozytywne myśli. Uśmiecham się lekko, przypominając sobie wczorajszy wieczór w ramionach czarnowłosej. Mimo moich obaw, strachu i nieświadomości co do takich spraw byłam... Szczęśliwa? Chyba tak mogłabym nazwać ten stan.

Przed snem myślałam. Dużo myślałam o całej tej sytuacji.

Uciekłam z domu. Tak to trzeba nazwać. Jednak czy nie zrobiłam dobrze? Od kilku miesięcy rozmyślałam to rozwiązanie, ale zawsze brakowało mi odwagi. Wczoraj moją odwagą okazała się Cara. Nikt nigdy nie zainteresował się tym jak żyłam. Nikt nigdy o tym nie mówił. Zupełnie jakby to się nie działo.

Tyle, że to miało miejsce. W domu, w którym się wychowywałam. Z dala od matki, której nigdy nie poznałam, przy mężczyźnie, który obwiniał mnie o śmierć żony. Bez dziadków jak inni, bez cioć i wujków. Zimą często siedziałam w domu w kurtce i swetrach owinięta kocem, a i tak mój oddech zmieniał się w parę. Czasem ktoś zaprosił mnie na ciepłą zupę, albo kanapki, gdy widzieli mnie na klatce schodowej.

Podkulam nogi pod brodę, obejmując je ramionami i patrzę na kominek.

Przed oczami pojawiły mi się wspomnienia. Wiele smutnych, samotnych wspomnień.

Najgorsze były święta... Czasami przechadzałam się po zaśnieżonych ulicach przyglądając się szczęśliwym ludziom zza zamarzniętych okien. W każdym większym domu palił się wesoły ognień w kominkach. Pięknie oświetlone i ubrane choinki, a pod nimi sterty prezentów. Chociaż nie wszędzie. Nieraz były to tylko niewielkie, symboliczne upominki. Jednak i tak serce zawsze krajało mi się na ich widok. Inni mieli chociaż rodziny, ludzi, którzy ich kochali i szanowali.

Zaciskam oczy czując łzy. Nie mogę płakać. Za wiele już łez wylałam wspominając przeszłość. Te jednak napływają do moich oczu zupełnie nieproszone. Nie chce psuć tego dnia. Pierwszego dnia wolności z dala od tamtego koszmaru.

Teraz już nie będę. Nie będę płakała.

Otwieram oczy, spoglądając na krajobraz rozciągający się za oknami. Podchodzę do niego, opierając się lekko o białą futrynę. Widok zniewala. W odległości około stu metrów od domu zaczyna się las mieszany. Trawnik wokół jest pięknie zielony i zadbany. Zauważam kilka ławeczek, krzaków ozdobnych oraz fragment boiska do koszykówki.

Unoszę zdziwiona brwi do góry. Cara nie wygląda na kogoś kto gra, chociaż... Może się mylę?

Podnoszę dłoń do policzka i z radością stwierdzam, że jest już suchy, a ja nie płaczę. Jednak piękno pozwala się uspokoić. Z uśmiechem spoglądam w dół na swoje ubranie od razu czując dyskomfort.

Mam na sobie te same ubrania, w których spędziłam poprzedni dzień. Cieszyłam się, że czarnowłosa nie próbowała mnie przebierać, ale z drugiej strony sama mogłam o tym pomyśleć. Kiwam zdegustowana głową sama na siebie i rozglądam się po pokoju. Nigdzie nie dostrzegam mojego plecaka, ani prowizorycznej torby.

Tknięta nagłym przeczuciem podchodzę do szafy i lekko uchylam białe drzwiczki. Ku mojemu zdziwieniu okazuje się, że wszystkie moje ubrania leżą porozkładane na półeczkach, wraz z kilkoma rzeczami, których kompletnie nie rozpoznaję. Otwieram szufladę, znajdując jednocześnie moją bieliznę poskładaną w kosteczkę.

Czując rumieńce na twarzy zabieram czyste majteczki, stanik, białe rybaczki i szary sweterek w misie. Kładę wszystko na brzegu łóżka i już mam zacząć się przebierać, gdy nagle zauważam zmianę. Zaraz po przebudzeniu drzwi do pokoju były zamknięte, a teraz lekko uchylone.

Dreszcz niepokoju przebiega mi po kręgosłupie. Bardzo powoli dochodzę do nich i zamykam je cichutko. Co to ma oznaczać? Ktoś się ze mnie nabijał? Cara?

Kiwam głową.

Wpadam w paranoję. Od razu wszędzie muszę się doszukiwać morderców i psychopatów? Prawda jest taka, że gdyby czarnowłosa chciała mnie skrzywdzić już dawno, by to zrobiła.

Przebieram się szybko, składając brudne ubrania i kładąc je na jedną z pustych szafek. Wciągam jeszcze tylko białe szare skarpetki i zamykam szafę. Chcę już wyjść, kiedy stwierdzam, że pościelę jeszcze łóżko. Poprawiam prześcieradło, trzepię miękkie poduszki i wygładzam kołdrę zaginając na wierzch brzeg przy poduszkach. Kiedy jestem już zadowolona z efektu postanawiam nareszcie wyjść.

Opuszczając pomieszczenie przymykam drzwi i rozglądam zaciekawiona wokół. Znajduję się w niewielkim korytarzyku po jednej stronie oddzielonym białą barierką z pięknie zdobionymi szczeblami. Moje stopy zapadają się lekko w miękkim, beżowym dywanie, który ładnie współgra z szarymi ścianami dodając mu życia.

Opieram się lekko po barierce rozglądając wokół. Korytarzy rozciąga się po mojej prawej i lewej stronie zawracając tak, że tworzy literę "u". Naprzeciw mnie znajduje się ściana z ogromnymi oknami dwupiętrowymi. Na piętrze zauważam jeszcze trzy inne pary drzwi, a po lewo schody do których niemal biegnę, chcąc zobaczyć resztę domu.

Zachowując się kompletnie jak dziecko schodzę na parter i rozglądam się znów ciekawsko. Ciemna, drewniana podłoga oraz karmelowe ściany idealnie pasują do salonu, który rozciąga się pod wolną przestrzenią. Koło schodów znajduje się niewielki korytarz prowadzący do drzwi wejściowych.

Spoglądam w lewo i zauważam duże podwójne drzwi. Trafiam do dużej jadalni połączonej z przestronną kuchnią. Szereg okien sprawia, że jest tu bardzo jasno. Wrażenie potęguje podłoga wykonana z jasnego drewna i białe obicia ciemnych krzeseł. Część kuchenną od jadalnej oddziela ciemna wyspa, przy której stoją trzy krzesła barowe.

Gdy zauważam Carę stojącą do mnie tyłem uśmiecham się lekko. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy to mój nos mnie tu przywiódł. Zapachy roznoszące się tu są odurzające. Siadam na jednym z krzeseł barowych, przyglądając się czarnowłosej.

Ma na sobie ciemne, obcisłe marmurki, a do tego zauważam czarną marynarkę. Na nogach ma skórzane koturny. Gdy obraca się w moją stronę niemal od razu się rumienię. Do tego ma obcisłą białą koszulę, której kilka górnych guziczków wcale nie zapięła, ukazując nieco dekoltu.

- Wstałaś już? - już mam odpowiedzieć, gdy znów się odzywa. - Zrobię ci śniadanie.

Zdziwiona obojętnością w jej głosie kulę się nieco.

- Caro ja... Dziękuję, nie trzeba... - zaczynam cicho czując się winną.

- Śniadanie to podstawa każdego dnia. To, że chwilowo znajdujesz się w moim domu upoważnia mnie do bycia za ciebie odpowiedzialną. - mówi jednocześnie wyciągając z lodówki jajka, masło, zieloną paprykę i pomidory.

- Ja... Skoro już muszę zjeść to mogę sama...

- Do cholery! Przestań! Zrobię ci to śniadanie i koniec kropka. Potem niestety muszę wyjść do pracy, ale koło szesnastej powinnam wrócić. - wykrzykuje czym zupełnie mnie zaskakuje.

Czy ona była na mnie zła? Zrobiłam coś nie tak...? Przecież wczoraj była taka... Taka troskliwa, a teraz... Przyglądam się jej jak kroi warzywa w średnią kostkę, zapala gaz i podsmaża wszystko na maśle. Zapach jaki unosi się w powietrzu faktycznie sprawia, ze głodnieję.

Zraz...

- Jak to wychodzisz? Mam tu zostać?! A co z Zakątkiem? Ja też pracuję! - wyrzucam z siebie, czym widocznie musiałam ją rozbawić, bo spoglądam na mnie nieco łagodniej.

- Załatwię wszystko z panią Oliv. Nie przejmuj się tym. I tak. Wolałabym abyś tu została. Do miasta samochodem jest kawałek drogi, a autobusy... No cóż. Po lasach nie kursują. - mówi roztrzepując w miseczce jajka.

Lekko zdenerwowana opieram się policzkiem o chłodny blat wyspy.

- Nie powinnam ci ufać... - mówię.

Spojrzenie jakim mnie obdarza na powrót staje się zimne. Zauważam też zmianę w jej posturze, prostuje się bardziej, a jej oczy tracą blask.

- Wiem. Jednak z jakiegoś powodu mi ufasz. Nie martw się. Nie wykorzystam tego. Jak również sytuacja z wczoraj się nie powtórzy. Możesz mieszkać w moim domu ile chcesz. Nie zależy mi na tym, bo i tak często wyjeżdżam w interesach, a wtedy stoi tu pusty. - mówi, a raczej cedzi słowa.

Kulę się w sobie bardziej czując wyrzuty sumienia. Już chcę ją przeprosić, gdy nagle stawia przede mną ogromy talerz z pysznie wyglądającą jajecznicą posypaną świeżym szczypiorkiem, który wraz z innymi przyprawami stoi w doniczce na parapecie, gorącymi tostami i kubkiem aromatycznej herbaty.

- Smacznego. Zmywać nie musisz. Zostaw wszystko, potem się tym zajmę. Cały do jest do twojej dyspozycji. Do tego ogród. - mówi wychodząc z części kuchennej do jadalnej i zmierzając w stronę salonu.

Zrywam się z krzesła, biegnąc za nią. Dopadam ją dopiero w małym korytarzu przy drzwiach. Związuje włosy w wysoki kucyk i zakłada okulary przeciwsłoneczne.

- Cara ja... Czy zrobiłam coś złego wczoraj...? - wypalam nagle, gdy nasze spojrzenie się krzyżuje.

- Wczoraj było wczoraj. Owszem, było mi cudownie, ale to tyle. To nie powinno się zdarzyć. Koniec tematu. Żegnaj Rose. - mówi, chwytając czarną torbę i wychodząc z domu.

Chcę wyjść za nią, zapytać o co chodzi, czemu jest taka oschła, ale coś mnie powstrzymuje.

"To nie powinno się zdarzyć."

Boże, jaka ja jestem głupia!

Czując przygnębienie, które od razu przypomina mi o moim rannym smutku wracam do kuchni. Zjadam jajecznicę, która jest wyborna, a potem wypijam ciepły wciąż napar. Smakuje wanilią i pomarańczami.

Opieram się wygodnie o blat, wpatrując w przyprawy rosnące w doniczkach.

Wczoraj miałam wrażenie, że była tak bardzo mną zainteresowana, opiekuńcza... A dziś? Zupełnie jakbym miała do czynienia z inną kobietą. Nie rozumiem tego. Przecież nic złego nie zrobiłam! Była na mnie zła bez powodu!

A może to nie na ciebie była zła? - jakiś głos mojej podświadomości szepcze mi cicho - Może była zestresowana? Widziałaś przecież, jak się śpieszyła. Może stres związany z pracą?

Wydaje się to możliwe... Nawet jeśli to prawda, nie miała prawa wyżywać się na mnie! Nic złego nie zrobiłam... Może jednak?

Bardzo dokładnie przeanalizowałam naszą znajomość od samego początku. Kiedy nie doszukałam się niczego nieprawidłowego w moim zachowaniu, coś innego skupiło moją uwagę.