Żeby nie było, jestem :D
Żyję i pracuje. Fragment czternastego jest już napisany, jednak musiałam przerwać chwilowo pracę nad nim z powodu pracy.
Nagrywamy spot społeczny i to absorbuje większą część mojego czasu wolnego, bo reszta to tak na prawdę dwie godziny w autobusie :/
Na usprawiedliwienie mam nawet zdjęcie o!
Spokojnie, żadna istota ludzka ani zwierze nie ucierpiało i nie ucierpi :D
No może trochę boli mnie głowa, ale czasem trzeba się poświęcić :)
Rozdział postaram się dodać w przyszłym tygodniu )
Mam nadzieję, że moja nieobecność zostanie mi wybaczona, a tymczasem życzę Wam miłego wieczoru/poranka/nocy/dnia :D
.
23 maja 2015
14 maja 2015
Rozdział 13
Staje przed drzwiami do swojego pokoju. Z kieszeni czarnej bluzy wyciąga kluczyki do pokoju, by już po chwili zamknąć je za sobą. W niewielkim hallu zostawia buty i płaszcz. Wchodzi głębiej do mieszkania zmierzając od razu do sypialni. Rzuca na łóżko ciężką torbę, która z brzdękiem upada na pościel.
Czarnowłosa wzdychając ciężko chowa sprzęt pod łóżko do srebrnych walizek. Jest zmęczona. Od kilku godzin była non stop na obserwacji. Nienawidzi takiej roboty. Męczyło ją to bardziej niż pięciogodzinny trening.
Kiedy kończy automatycznie sprawdza swój telefon. Żadnych wiadomości.
Czując lekki skurcz w sercu odkłada go na półkę i idzie do łazienki.
To pomieszczenie zawsze jest dla niej ważne w hotelach. Musi być duże i przestronne. Z dużą wanną. I właśnie taka jest i tym razem. Wyłożona białymi i szafirowymi płytkami, z wielką wanną, w której można odpocząć.
Automatycznie rozbiera się do naga i odkręca kurki z wodą. Do wanny wolno wlewa się woda, gdy wrzuca do środka musującą kulę. Zapach trawy cytrynowej od razu wypełnia pomieszczenie. Zawsze kąpiele uspokajały jej nerwy, koiły niespokojne myśli i relaksowały.
Powoli zanurzyła się w gorącej cieczy, a para uderzyła w jej nozdrza. Usiadła, wygodnie opierając się o ściankę i wyciągnęła nogi. Przymknęła oczy.
Wolałaby być o wiele kilometrów stąd, przy osobie która całkowicie przejęła władzę nad jej sercem. Uśmiech wpełz na jej usta, na samą myśl o szatynce. Nikt nigdy tak na nią nie działał jak ona. Ta mała istota całkowicie zawładnęła jej sercem i duszą nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Czarnowłosa powoli zakręciła kurki i już po chwili znów leżała sobie wygodnie rozmyślając.
Nie była już nastolatką. Zresztą... Normalnego dzieciństwa też zbyt wiele nie miała... Od pamiętnego dnia, gdy zabrał ja z Domu Dziecka zmieniło się wiele. Stała się silniejsza, mądrzejsza i dorosła. Ale jego już nie było. Jej Mentor i ojciec zarazem odszedł. Od tamtej chwili nikomu nie zaufała tak łatwo. Tylko jej...
Miała już wielu kochanków i kochanek. Nie zamierzała tego ukrywać, bo i po co? Na razie jednak nie chciała jej spłoszyć. W końcu ktoś taki jak ona to dość niecodzienna sprawa. Zdawała sobie z tego świetnie sprawę.
Martwiła ją sytuacja szatynki. Od września trzeba będzie posłać ją do szkoły, by skończyła liceum. Potem studia... Poza tym na razie dziewczyna była niepełnoletnia, wciąż pod opieką ojca alkoholika. Trzeba będzie coś z tym zrobić... I to jak najszybciej, żeby nie namieszał.
Trzeba będzie wyremontować sypialnię i wymienić meble, żeby jej też się podobały. No i kupić większą szafę! Może przydałby się też całkiem nowy pokój tylko dla niej? Gdzie mogłaby się spokojnie uczyć i pogłębiać swoje pasje?
W najbliższym czasie musi zadzwonić do Toma, żeby omówić możliwości dobudówki tak, by nie zburzyć dotychczasowej formy domu. A może przy okazji zrobiłby jakąś dużą altanę? Zasadziłoby się wokół niej pnące kwiaty, albo winogrona?
I wtedy to do niej dotarło.
Zaczęła śmiać się na głos tak mocno, że o mało nie wpadła głową pod wodę. Uspokoiwszy się, uparła głowę znów na boku wanny.
- Nawet nie jesteśmy razem, a ja już planuje wspólną przyszłość... Co za niedorzeczność? - powiedziała z lekkim uśmiechem.
***
Usłyszałam huk i momentalnie się obudziłam. Przerażona rozejrzałam się po pokoju. Okno było szczelnie zasłonięte, ale i tak słyszałam przeraźliwe wycie wiatru zmieszane z dudnieniem deszczu o szybę. Ogień w kominku już wygasł pozostawiając po sobie tylko brunatny żar.
Wszystkie wspomnienia wieczoru wróciły do mnie falą. Wyklęcie przez tatę, płacz, burza, pocałunek Maxa...
Cholera!
Gdzie on jest?!
Przerażona spoglądam na puste łóżko obok mnie i uchylone drzwi na korytarz.
Niewiele myśląc wychodzę z pokoju i rozglądam szukając jakiejkolwiek oznaki, że gdzieś tu jest. Kiedy z ulgą zauważam, że światło w łazience jest zapalone wracam. Zamykam za sobą drzwi. Spoglądam w dół. Kiwając głową podchodzę do szafy, wyciągam z niej krótkie spodenki i bawełnianą koszulkę idealne do spania. Muszę się przebrać, dlatego staję tyłem do drzwi i szybko się rozbieram. Zakładam piżamę i dokładnie w tym momencie drzwi się otwierają.
Szybko odwracam się do tyłu, a mój wzrok pada na nagi, wilgotny i niesamowicie umięśniony tors czarnowłosego. Czuję rumieńce na policzkach, a mój umysł krzyczy na mnie żebym się odwróciła.
- Wstałaś? - jego głos jest ciepły i lekko ochrypły. Wywołuje w moim umyśle mętlik, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
- Obudziłam się... Ta burza... Zobaczyłam, że cię nie ma i... - mamroczę starając się opanować drżenie.
- Zimno ci...? - pyta, a ja już stoję w jego objęciach. Jego skóra jest taka miękka i gorąca... Pachnie jakimś żelem do mycia, który do niego pasuje.
- Max...? Możesz mnie puścić... Wszystko jest ok... - mówię próbując wyplątać się z jego ramion, mając w myślach Carę. Nie mogłam jej ranić.
Nie zasłużyła na to.
- Na pewno...?
- Tak.
Odsuwam się od niego od razu, gdy tylko czuję, że jego uścisk zelżał. Zbieram się na odwagę i patrzę na jego twarz. Mokre, ciemne włosy sterczą mu we wszystkie strony, a szare oczy błyszczą niby płynne srebro. Lekki uśmiech błąka się na tych idealnych ustach, które zaledwie kilka godzin temu, a może i później całowałam.
Cholera. Czemu on musi być aż tak przystojny?
- Przyglądasz mi się.
Jego rozbawiony głos działa na mnie jak wiadro z wodą. Czuję gorąc na policzkach. Chcąc odwrócić ode mnie uwagę bruneta łapię poduszkę leżącą na skraju łóżka i rzucam nią w niego. On łapie ją w locie i nagle stoi tuż obok mnie.
- To było szybkie. - wyznaje zdziwiona, na co odpowiada mi uśmiechem.
- Rosalie... - jego szept przyprawia mnie o dreszcze i uczucie gorąca w podbrzuszu.
Niepewnie podnoszę na niego wzrok.
- Tak Max..?
- Zamknij oczy.
Czarnowłosa wzdychając ciężko chowa sprzęt pod łóżko do srebrnych walizek. Jest zmęczona. Od kilku godzin była non stop na obserwacji. Nienawidzi takiej roboty. Męczyło ją to bardziej niż pięciogodzinny trening.
Kiedy kończy automatycznie sprawdza swój telefon. Żadnych wiadomości.
Czując lekki skurcz w sercu odkłada go na półkę i idzie do łazienki.
To pomieszczenie zawsze jest dla niej ważne w hotelach. Musi być duże i przestronne. Z dużą wanną. I właśnie taka jest i tym razem. Wyłożona białymi i szafirowymi płytkami, z wielką wanną, w której można odpocząć.
Automatycznie rozbiera się do naga i odkręca kurki z wodą. Do wanny wolno wlewa się woda, gdy wrzuca do środka musującą kulę. Zapach trawy cytrynowej od razu wypełnia pomieszczenie. Zawsze kąpiele uspokajały jej nerwy, koiły niespokojne myśli i relaksowały.
Powoli zanurzyła się w gorącej cieczy, a para uderzyła w jej nozdrza. Usiadła, wygodnie opierając się o ściankę i wyciągnęła nogi. Przymknęła oczy.
Wolałaby być o wiele kilometrów stąd, przy osobie która całkowicie przejęła władzę nad jej sercem. Uśmiech wpełz na jej usta, na samą myśl o szatynce. Nikt nigdy tak na nią nie działał jak ona. Ta mała istota całkowicie zawładnęła jej sercem i duszą nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Czarnowłosa powoli zakręciła kurki i już po chwili znów leżała sobie wygodnie rozmyślając.
Nie była już nastolatką. Zresztą... Normalnego dzieciństwa też zbyt wiele nie miała... Od pamiętnego dnia, gdy zabrał ja z Domu Dziecka zmieniło się wiele. Stała się silniejsza, mądrzejsza i dorosła. Ale jego już nie było. Jej Mentor i ojciec zarazem odszedł. Od tamtej chwili nikomu nie zaufała tak łatwo. Tylko jej...
Miała już wielu kochanków i kochanek. Nie zamierzała tego ukrywać, bo i po co? Na razie jednak nie chciała jej spłoszyć. W końcu ktoś taki jak ona to dość niecodzienna sprawa. Zdawała sobie z tego świetnie sprawę.
Martwiła ją sytuacja szatynki. Od września trzeba będzie posłać ją do szkoły, by skończyła liceum. Potem studia... Poza tym na razie dziewczyna była niepełnoletnia, wciąż pod opieką ojca alkoholika. Trzeba będzie coś z tym zrobić... I to jak najszybciej, żeby nie namieszał.
Trzeba będzie wyremontować sypialnię i wymienić meble, żeby jej też się podobały. No i kupić większą szafę! Może przydałby się też całkiem nowy pokój tylko dla niej? Gdzie mogłaby się spokojnie uczyć i pogłębiać swoje pasje?
W najbliższym czasie musi zadzwonić do Toma, żeby omówić możliwości dobudówki tak, by nie zburzyć dotychczasowej formy domu. A może przy okazji zrobiłby jakąś dużą altanę? Zasadziłoby się wokół niej pnące kwiaty, albo winogrona?
I wtedy to do niej dotarło.
Zaczęła śmiać się na głos tak mocno, że o mało nie wpadła głową pod wodę. Uspokoiwszy się, uparła głowę znów na boku wanny.
- Nawet nie jesteśmy razem, a ja już planuje wspólną przyszłość... Co za niedorzeczność? - powiedziała z lekkim uśmiechem.
***
Usłyszałam huk i momentalnie się obudziłam. Przerażona rozejrzałam się po pokoju. Okno było szczelnie zasłonięte, ale i tak słyszałam przeraźliwe wycie wiatru zmieszane z dudnieniem deszczu o szybę. Ogień w kominku już wygasł pozostawiając po sobie tylko brunatny żar.
Wszystkie wspomnienia wieczoru wróciły do mnie falą. Wyklęcie przez tatę, płacz, burza, pocałunek Maxa...
Cholera!
Gdzie on jest?!
Przerażona spoglądam na puste łóżko obok mnie i uchylone drzwi na korytarz.
Niewiele myśląc wychodzę z pokoju i rozglądam szukając jakiejkolwiek oznaki, że gdzieś tu jest. Kiedy z ulgą zauważam, że światło w łazience jest zapalone wracam. Zamykam za sobą drzwi. Spoglądam w dół. Kiwając głową podchodzę do szafy, wyciągam z niej krótkie spodenki i bawełnianą koszulkę idealne do spania. Muszę się przebrać, dlatego staję tyłem do drzwi i szybko się rozbieram. Zakładam piżamę i dokładnie w tym momencie drzwi się otwierają.
Szybko odwracam się do tyłu, a mój wzrok pada na nagi, wilgotny i niesamowicie umięśniony tors czarnowłosego. Czuję rumieńce na policzkach, a mój umysł krzyczy na mnie żebym się odwróciła.
- Wstałaś? - jego głos jest ciepły i lekko ochrypły. Wywołuje w moim umyśle mętlik, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
- Obudziłam się... Ta burza... Zobaczyłam, że cię nie ma i... - mamroczę starając się opanować drżenie.
- Zimno ci...? - pyta, a ja już stoję w jego objęciach. Jego skóra jest taka miękka i gorąca... Pachnie jakimś żelem do mycia, który do niego pasuje.
- Max...? Możesz mnie puścić... Wszystko jest ok... - mówię próbując wyplątać się z jego ramion, mając w myślach Carę. Nie mogłam jej ranić.
Nie zasłużyła na to.
- Na pewno...?
- Tak.
Odsuwam się od niego od razu, gdy tylko czuję, że jego uścisk zelżał. Zbieram się na odwagę i patrzę na jego twarz. Mokre, ciemne włosy sterczą mu we wszystkie strony, a szare oczy błyszczą niby płynne srebro. Lekki uśmiech błąka się na tych idealnych ustach, które zaledwie kilka godzin temu, a może i później całowałam.
Cholera. Czemu on musi być aż tak przystojny?
- Przyglądasz mi się.
Jego rozbawiony głos działa na mnie jak wiadro z wodą. Czuję gorąc na policzkach. Chcąc odwrócić ode mnie uwagę bruneta łapię poduszkę leżącą na skraju łóżka i rzucam nią w niego. On łapie ją w locie i nagle stoi tuż obok mnie.
- To było szybkie. - wyznaje zdziwiona, na co odpowiada mi uśmiechem.
- Rosalie... - jego szept przyprawia mnie o dreszcze i uczucie gorąca w podbrzuszu.
Niepewnie podnoszę na niego wzrok.
- Tak Max..?
- Zamknij oczy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)