Wtulam się mocniej w poduszkę. Pół nocy nie spałam, bo Max postanowił zabalować wraz z Carą. Muzyka do tej pory dudni mi w uszach. Wzdycham otulając się mocniej błękitną pościelą i wpatruję w okno.
Słyszę cichutkie pukanie do drzwi, ale nie odzywam się ani słowem.
Drzwi uchylają się, a łóżko obok mnie delikatnie się ugina. Czuję ciepłą, delikatną dłoń na karku i już wiem, że to Cara. Mimo tego, że dzisiaj wyjeżdża nie zamierzam tak łatwo odpuścić jej ciężkiej nocy.
- Rosalie...? Pobudka... - szepcze cicho.
Nie reaguje, a po chwili czuję już jej dotyk na łydce. Cholera! Zapomniałam ją schować pod kołdrę. Sunie delikatnie palcami od mojej kostki do kolana i z powrotem.
Udając, że nadal śpię, co w mojej obecnej sytuacji wcale nie jest łatwe, nakrywam nogę.
- Rose... No wstawaj... - mówi mi do ucha, a po chwili czuje jak w nie chucha.
Nie wytrzymuję tego i odpycham ją od siebie lekko otwierając oczy.
W jednej chwili nachyla się nade mną, całując mnie. Mimowolnie poddaję się pieszczocie jej miękkich ust lekko wzdychając.
Kiedy wreszcie się ode mnie odrywa mam czerwone policzki i szybszy oddech. Przyglądam się jej, gdy kładzie się obok mnie zakładając ręce pod głowę. Ma ślicznego koka owiniętego wokół cieniutkim warkoczykiem. W uszach błyszczą czarne kolczyki. Nie malowała się jeszcze z czego bardzo się cieszę, bo lubię ją bez makijażu.
- Nie chcę wyjeżdżać. - jej ciche wyznanie sprawia, że wstrzymuje oddech.
Obracam się na bok i leciutko dotykam jej twarzy. Ma taką delikatną skórę.
- Czemu...? Coś jest nie tak...? - pytam próbując złapać jej spojrzenie.
Przewraca się tak, że leżymy naprzeciw siebie. Widzę smutek w jej oczach. Usta lekko jej drżą.
- Cara...? Wiesz, że mi możesz powiedzieć... Może mogę jakoś ci pomóc? Proszę... Powiedz mi co się dzieje... - błagam patrzą w te czarne studnie.
- Boję się wyjechać, bo mam wiele do stracenia. - szepcze mocno mnie przytulając.
Nie rozumiem jej. Chodzi o jakiś kontrakt? Nie wie czy uda jej się podpisać umowę i dlatego tak panikuje?
Obejmuję ją lekko i gładzę po plecach.
- Hej... Wszystko będzie dobrze... Na pewno sprostasz zadaniu jakie ci postawiono... - mruczę cichutko do jej ucha, a ona ku mojemu zdziwieniu cichutko się śmieje.
- Nawet nie wiesz jak trafnie to określiłaś... Nie zmienia to faktu, że to jeden z trudniejszych wyjazdów. - mówi odsuwając się ode mnie i wstając.
Przyglądam się jej zdziwiona. Czyżby znowu miała wahania nastroju? Sama siadam na łóżku i rozglądam się po pokoju. Zegarek na biurku pokazuje, że jest dopiero szósta. Powoli wstaje i podchodzę do szafy, otwieram ją, szukając ubrań, a spojrzenie czarnowłosej pali moje plecy.
Uśmiecham się lekko, bo strasznie mi to schlebia. Nawet moja złość za nieprzespaną noc zdaje się dzięki temu zmniejszać. Tchnięta nagłą myślą wyciągam ołówkową, jeansową spódnicę do połowy uda i czarną bluzkę z długim rękawem oraz dość dużym dekoltem jak na inne moje ubrania. Chcę już szybko sięgnąć po czystą bieliznę, gdy nagle jej dłoń nakrywa moją, kierując ją na czarny, lekko koronkowy komplet, który zakładałam zwykle na jakieś uroczystości.
- Ubierz to. Proszę Rose... - szepcze mi do ucha chrapliwym głosem, wywołując burzę w moim umyśle, wraz z pożarem ciała.
Nie wiedziałam, że podeszłą tak blisko. Przełykam głośno ślinę, odwracając nieco twarz, by na nią spojrzeć. Jej czarne oczy chyba jeszcze nigdy tak na mnie nie patrzyły. Błyszczą i skrzą się jak dwie latarnie przyciągając mnie bliżej. To spojrzenie przypomina mi wzrok wygłodniałego wilka.
Kiedy łapie mój wzrok uśmiecha się szeroko i oblizuje usta, wyprowadzając mnie z równowagi jeszcze bardziej.
- Mogłabym... - zaczyna, a ja już wiem o co chce zapytać.
Podnoszę się lekko na palcach i całuje te kształtne wargi, łapiąc ten niesamowity uśmiech. Momentalnie zmienia chwyt, na mojej dłoni, przyciąga mnie bliżej, by już po chwili wbić się w moje usta.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa... - szepcze łapiąc powietrze.
- Muszę cię zabezpieczyć we wspomnienia na tą rozłąkę... - śmieję się lekko, a ona uśmiecha się dziko i przyciąga mnie mocniej do siebie.
- Chyba zostanę jak tak dalej pójdzie...
***
- Proszę oto pani kawa. - uśmiecham się lekko podając jednej z klientek parujące latte.
Dziękuje mi cicho, również się uśmiechając i odchodzą w stronę jednego ze stolików stojących przy oknach. Zadowolona dniem wycieram blat, by po chwili oprzeć się o niego. Po na prawdę namiętnym poranku z Carą, pysznym śniadaniu, bez tego wkurzającego Maxa i dość wesołym rozstaniu, zaczęłam pracę w Zakątku. Ciepły, ale nie do przesady letni dzień, przyniósł dziś duży utarg, z czego bardzo się cieszyłam. Sami mili ludzie i para małych dzieci, która przyszła na ciastka z krem i lemoniadę sprawili, że był to jeden z lepszych dni. Naprawdę.
- Cześć Młoda! - słyszę wesoły baryton od progu i mój humor momentalnie spada w dół.
Rzucam ostre spojrzenie Maxowi, który właśnie wparował do kawiarni, przyciągając uwagę chyba każdej kobiety wewnątrz. Wróć. Nie każdej. Ja postanawiam od razu go olać.
- Mam imię. Poza tym jestem w pracy. Oszczędź sobie tych głupich tekstów, ok? - pytam starając się na niego nie patrzeć.
Podchodzi do lady, śmiejąc się, czym przyciąga jeszcze większą uwagę, zaczarowanych jakby kobiet. Nawet tej rudzinki od latte, która wgapia się w niego maślanym wzrokiem.
Owszem jest przystojny, ale żeby tak od razu rzucać się na niego jak na ostatni cukierek czekoladowy?
Nie ma mowy. Nie w moim przypadku, bo mnie wkurza.
- No daj spokój. Ok. Źle zaczęliśmy, ale Rose... Naprawdę, wcale nie jestem taki zły. - rzuca mi szeroki uśmiech, który powaliłby pół armii kobiet.
- Nie. No przecież jesteś taki wspaniały. - rzucam sarkastycznie i poprawiam fartuch.
- Aż tak źle wypadłem wczoraj? - pyta krzywiąc się.
Dziwi mnie to, bo wygląda na skruszonego. Patrzy na mnie lekko spode łba, chowając dłonie do kieszeni. Patrzę na niego szukając oznak żartu czy sarkazmu, ale wszystko wydaje mi się w nim teraz szczere. Wzdycham głośno, składając równiutko ściereczkę.
- Owszem. Ciągle nazywałeś mnie młodą, wtrącałeś się w moje p r y w a t n e rozmowy z Carą, o pierwszej nad ranem śpiewałeś, że chcesz zastrzelić księżyc*, a potem coś wszczęciu buntu, jeżeli czujemy się źli i opuszczeni **. Wcześniej podczas kolacji co chwile pytałeś kto gotował, by następnie marudzić, że jest niedobre. A o dwudziestej powiedziałeś, że grzeczne dzieci jak ja powinny iść już spać. - przyznaje.
Jego twarz tężeje.
- Cholera... Wyszedłem na potwornego dupka, gdy tak o tym mówisz.
* Mona - Shooting the Moon
** Three Days Grace - Riot
_______________________________________________________________________________
Hmm....
Tak, to taki króciutki rozdział, a nawet nie rozdział. Fragmencik.
Jednak zobaczyłam ten magiczny przecinek oznaczający ponad tysiąc wejść, zaniemówiłam i postanowiłam dodać chociaż tyle, a podzięce za Wasze serce!
Bo prawda jest taka, że te małe cyferki na statystykach, każdy komentarz, dobry, krytyczny czy nawet neutralny, jest dla mnie bardzo ważny i cholernie mocno motywuje mnie do pracy. Naprawdę.
A w związku z przekroczeniem tej magicznej dla mnie liczby...
Mam trzy postanowienia :)
1) Postaram się dodawać rozdziały co najmniej raz w tygodniu.
2) Pisać je dłuższe, albo może gdybyście chciały/eli (Bo wszystkie komentarze od dziewczyn więc, czytający panowie... (o ile tacy tu są xD) wybaczcie ) może dodam do menu podstronę z np. planami domu Cary? Coś takiego dodatkowego, albo co byście chciały tu widzieć dodatkowo :)
3) Doprowadzić to do końca, ale ostrzegam... Może to wyjść długie :D
PS. No i jeszcze takie małe postanowionko, żeby nie zanudzić Was nigdy na śmierć byście były Dalej od Ziemi :D
Przed świętami na pewno się coś pojawi, a w święta też się postaram nadgonić nieco ^^
Trzymajcie się wszystkie ciepło, bo w naszym klimacie to wytrzymać nieraz nie idzie :D
.
30 marca 2015
22 marca 2015
Rozdział 9
Poprawiam sztućce i po raz setny sprawdzam, czy wszystko na stole jest na swoim miejscu. Mam dzisiaj wolne, więc postanowiłam przygotować powitalny obiad, dla przyjaciela Cary. Nie powiedziała mi wczoraj nic, oprócz tego, że to jej przyjaciel.
Genialnie.
Zaciskam wargi w wąską linię i cicho prycham pod nosem. Nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni pod jednym dachem z obcym mężczyzną. Owszem. Może i zrobiłam coś podobnego na samym początku z czarnowłosą, ale to jednak co innego.
Od wczorajszej, krótkiej wymiany zdań z moją współlokatorką nie odzywam się ani słowem.
Zachowuję się jak dziecko owszem. Ale czy to źle?
Prycham znów i zadowolona z efektu postanawiam pooglądać telewizję. Rozsiadam się wygodnie na sofie i włączam program kulinarny. Uwielbiam je, bo dość łatwo się z nich uczę. Opieram głowę o miękki zagłówek, przytulając do siebie jedną ze złotych poduszek.
Wpatruję się w ekran, chłonąc każdą nowinkę kulinarną o której wiem mało albo i wcale.
Słyszę trzaśnięcie drzwi frontowych, ale nic sobie z tego nie robię. Cara jakiś czas temu pojechała do miasta po zakupy, upierając się, że mam zostać w domu.
- Dobrze, że już wróciłaś. Obiad jest naszykowany i czeka na twojego gościa. - mówię ściszając nieco telewizor.
- Z obiadu bardzo się cieszę, ale jest mały problem... Nie jestem Carą. - słyszę za sobą ciepły baryton.
Przerażona odwracam się do tyłu i zamieram. W holu stoi wysoki na około metr dziewięćdziesiąt brunet. Jest nieziemsko przystojny. Pełne usta, opalona skóra, duże oczy i fryzura, sprawiają, że wygląda jak jakiś bóg. Ma na sobie szarą koszulkę, czarne rurki i skórzaną kurtkę. Na nogach zauważam mokasyny.
Obok niego na podłodze stoi ogromna walizka na kółkach i zwykły czarny plecak.
- Nie musisz pożerać mnie wzrokiem dziewczyno! - śmieje się ze mnie, przez co lekko się rumienię.
- Kim jesteś? I wcale nie pożeram cię wzrokiem. - odpowiadam wstając z kanapy i ruszam w jego stronę.
Przerzuca ciężar ciała na drugą nogę i uśmiecha się szeroko.
- No skądże znowu! Max Walker, jestem dobrym przyjacielem Cary. A ty to pewnie Rose? Dziewczyna, którą mam się opiekować pod jej nieobecność? -zaczepia kciukiem o szlufkę od paska.
Patrzę na niego i nagle całe moje złe podejście z rana uderza we mnie falą. Opiekować?! Mną?!
Zaplatam ręce, mrużąc oczy.
- Ja nie potrzebuje opieki.
- Jaaasneee... - śmieje się ze mnie.
Zdecydowanie go nie lubię.
- Cara powinna za chwilę wrócić. Rozgość się. - mówię sucho i nawet na niego nie patrząc, wchodzę do salonu.
- Hej! Młoda, nie bądź zła. Po prostu wyglądasz jak dzieciak i nie mogłem się oprzeć. - znów się ze mnie śmieje, a ja siadam z powrotem na kanapie, zaciskając pięści.
Wkurzył mnie w tej chwili. Znalazł się dorosły! Prycham pod nosem i zmieniam kanał. Brunet siada obok mnie bezczelnie wyrywając mi pilota i zmieniając kanał na głośną muzykę klubową.
Patrzę na niego jak na wariata, gdy ten kiwa głową do rytmu i zwiększa głośność.
- Ścisz to! - krzyczę na niego.
- Hej! Spokojnie, jestem tu starszy i ja tu rządzę Młoda. - szczerzy się chowając pilota do kieszeni, wstaje i zaczyna tańczyć.
Patrzę na niego jak na idiotę. Po chwili postanawiam jednak odpuścić.
Modląc się żeby Cara wróciła jak najszybciej, bo obawiam się, że długo nie wytrzymam. Siadam na krześle w kuchni, zadowolona, bo tu nie słychać tak tej muzyki. Jakoś nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni z nim pod jednym dachem. O ile razem po prostu tego sobie nie wyobrażałam, to teraz jestem niemal pewna, iż to okropny pomysł.
Czuje drobne ręce obejmujące mnie w pasie i miękkie włosy na karku. Obracam nieco głowę, by zobaczyć błyszczące oczy Cary. Chce się już odezwać, ale jej wargi ocierają się o moje, a ja nie mam siły odmawiać.
Oddaję lekko pocałunek, czując jak się do mnie uśmiecha.
- Wróciłam Rosalie... Max'a już chyba poznałaś prawda? - mruczy cicho stawiając na blacie torbę z zakupami.
- Czy to możliwe, że twój przyjaciel wkurzył mnie po nie całych pięciu minutach? - pytam sięgając po jedno z jabłek do torby.
- Och uwierz mi o całkiem możliwe. To jeden z jego darów. - patrzę na jej biodra poruszające się na boki, gdy podchodzi do lodówki, by schować tam mięso.
- A gdzie on jest teraz? - wgryzam się w owoc, lekko się krzywiąc. - Kwaśne.
Czarnowłosa podchodzi do mnie, pochyla się nad wyspą i patrząc mi prosto w oczy gryzie mój owoc. Mam wrażenie, że temperatura podskoczyła o kilka stopni. Nie mogę się powstrzymać i spoglądam na jej wyeksponowany przez koronkową bokserkę biust. Przygryzam wargi, rumieniąc się, gdy podąża za moim wzrokiem.
- Cat!
Odskakuję do tyłu przerażona, by spojrzeć wprost na tors bruneta.
- Co ty robisz?! - warczę próbując ukryć rumieńce.
- Pilnuję, żeby Cat zaraz cię nie zjadła. - śmieje się ze mnie, zabiera jeden z batoników leżących na wierzchu drugiej torby i wychodzi z jadalni.
- Spadaj. - odszczekuje Cara widocznie niewzruszona jego zachowaniem.
- Ale naprawdę. Młoda ja tu robię za przyzwoitkę! - rzuca do nas będąc już przy samych drzwiach.
Spoglądam na czarnowłosą i chowam twarz w dłoniach.
- Nie wytrzymam z nim tu. Wybacz.
Jej delikatna dłoń dotyka mojego odkrytego ramienia. Podnoszę na nią ciężko wzrok. Stoi tuż przede mną, lekko się nachylając.
- Dasz radę Rosalie... On wcale nie jest taki zły jaki się wydaje... A jeżeli wytrzymasz... - uśmiecha się szeroko, znów dotykając mojego ramienia i lekko pieszcząc moją skórę.
Dreszcze przebiegają po całym moim ciele. Od wczoraj coś się zmieniło, bo pozwala sobie na znacznie więcej. Widzę to i czuje.
- To co? - dopytuje.
Schyla się nade mną jeszcze bardziej i szepcze mi cicho do ucha głosem, który sprawia, że cała się rozpadam.
- Wynagrodzę ci to...
_______________________________________________________________________________
I tak oto kolejny rozdział :D
Mówiłam, że postaram się dodawać nieco szybciej rozdziały? Postarałam się :D
Mam nadzieję, że się spodoba i pojawią się jakieś komentarze, może od jakiś nowych osób? Było by miło :)
Pozdrawiam, ściskam ciepło i zabieram się za następny fragment :D
Genialnie.
Zaciskam wargi w wąską linię i cicho prycham pod nosem. Nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni pod jednym dachem z obcym mężczyzną. Owszem. Może i zrobiłam coś podobnego na samym początku z czarnowłosą, ale to jednak co innego.
Od wczorajszej, krótkiej wymiany zdań z moją współlokatorką nie odzywam się ani słowem.
Zachowuję się jak dziecko owszem. Ale czy to źle?
Prycham znów i zadowolona z efektu postanawiam pooglądać telewizję. Rozsiadam się wygodnie na sofie i włączam program kulinarny. Uwielbiam je, bo dość łatwo się z nich uczę. Opieram głowę o miękki zagłówek, przytulając do siebie jedną ze złotych poduszek.
Wpatruję się w ekran, chłonąc każdą nowinkę kulinarną o której wiem mało albo i wcale.
Słyszę trzaśnięcie drzwi frontowych, ale nic sobie z tego nie robię. Cara jakiś czas temu pojechała do miasta po zakupy, upierając się, że mam zostać w domu.
- Dobrze, że już wróciłaś. Obiad jest naszykowany i czeka na twojego gościa. - mówię ściszając nieco telewizor.
- Z obiadu bardzo się cieszę, ale jest mały problem... Nie jestem Carą. - słyszę za sobą ciepły baryton.
Przerażona odwracam się do tyłu i zamieram. W holu stoi wysoki na około metr dziewięćdziesiąt brunet. Jest nieziemsko przystojny. Pełne usta, opalona skóra, duże oczy i fryzura, sprawiają, że wygląda jak jakiś bóg. Ma na sobie szarą koszulkę, czarne rurki i skórzaną kurtkę. Na nogach zauważam mokasyny.
Obok niego na podłodze stoi ogromna walizka na kółkach i zwykły czarny plecak.
- Nie musisz pożerać mnie wzrokiem dziewczyno! - śmieje się ze mnie, przez co lekko się rumienię.
- Kim jesteś? I wcale nie pożeram cię wzrokiem. - odpowiadam wstając z kanapy i ruszam w jego stronę.
Przerzuca ciężar ciała na drugą nogę i uśmiecha się szeroko.
- No skądże znowu! Max Walker, jestem dobrym przyjacielem Cary. A ty to pewnie Rose? Dziewczyna, którą mam się opiekować pod jej nieobecność? -zaczepia kciukiem o szlufkę od paska.
Patrzę na niego i nagle całe moje złe podejście z rana uderza we mnie falą. Opiekować?! Mną?!
Zaplatam ręce, mrużąc oczy.
- Ja nie potrzebuje opieki.
- Jaaasneee... - śmieje się ze mnie.
Zdecydowanie go nie lubię.
- Cara powinna za chwilę wrócić. Rozgość się. - mówię sucho i nawet na niego nie patrząc, wchodzę do salonu.
- Hej! Młoda, nie bądź zła. Po prostu wyglądasz jak dzieciak i nie mogłem się oprzeć. - znów się ze mnie śmieje, a ja siadam z powrotem na kanapie, zaciskając pięści.
Wkurzył mnie w tej chwili. Znalazł się dorosły! Prycham pod nosem i zmieniam kanał. Brunet siada obok mnie bezczelnie wyrywając mi pilota i zmieniając kanał na głośną muzykę klubową.
Patrzę na niego jak na wariata, gdy ten kiwa głową do rytmu i zwiększa głośność.
- Ścisz to! - krzyczę na niego.
- Hej! Spokojnie, jestem tu starszy i ja tu rządzę Młoda. - szczerzy się chowając pilota do kieszeni, wstaje i zaczyna tańczyć.
Patrzę na niego jak na idiotę. Po chwili postanawiam jednak odpuścić.
Modląc się żeby Cara wróciła jak najszybciej, bo obawiam się, że długo nie wytrzymam. Siadam na krześle w kuchni, zadowolona, bo tu nie słychać tak tej muzyki. Jakoś nie wyobrażam sobie spędzenia kilku dni z nim pod jednym dachem. O ile razem po prostu tego sobie nie wyobrażałam, to teraz jestem niemal pewna, iż to okropny pomysł.
Czuje drobne ręce obejmujące mnie w pasie i miękkie włosy na karku. Obracam nieco głowę, by zobaczyć błyszczące oczy Cary. Chce się już odezwać, ale jej wargi ocierają się o moje, a ja nie mam siły odmawiać.
Oddaję lekko pocałunek, czując jak się do mnie uśmiecha.
- Wróciłam Rosalie... Max'a już chyba poznałaś prawda? - mruczy cicho stawiając na blacie torbę z zakupami.
- Czy to możliwe, że twój przyjaciel wkurzył mnie po nie całych pięciu minutach? - pytam sięgając po jedno z jabłek do torby.
- Och uwierz mi o całkiem możliwe. To jeden z jego darów. - patrzę na jej biodra poruszające się na boki, gdy podchodzi do lodówki, by schować tam mięso.
- A gdzie on jest teraz? - wgryzam się w owoc, lekko się krzywiąc. - Kwaśne.
Czarnowłosa podchodzi do mnie, pochyla się nad wyspą i patrząc mi prosto w oczy gryzie mój owoc. Mam wrażenie, że temperatura podskoczyła o kilka stopni. Nie mogę się powstrzymać i spoglądam na jej wyeksponowany przez koronkową bokserkę biust. Przygryzam wargi, rumieniąc się, gdy podąża za moim wzrokiem.
- Cat!
Odskakuję do tyłu przerażona, by spojrzeć wprost na tors bruneta.
- Co ty robisz?! - warczę próbując ukryć rumieńce.
- Pilnuję, żeby Cat zaraz cię nie zjadła. - śmieje się ze mnie, zabiera jeden z batoników leżących na wierzchu drugiej torby i wychodzi z jadalni.
- Spadaj. - odszczekuje Cara widocznie niewzruszona jego zachowaniem.
- Ale naprawdę. Młoda ja tu robię za przyzwoitkę! - rzuca do nas będąc już przy samych drzwiach.
Spoglądam na czarnowłosą i chowam twarz w dłoniach.
- Nie wytrzymam z nim tu. Wybacz.
Jej delikatna dłoń dotyka mojego odkrytego ramienia. Podnoszę na nią ciężko wzrok. Stoi tuż przede mną, lekko się nachylając.
- Dasz radę Rosalie... On wcale nie jest taki zły jaki się wydaje... A jeżeli wytrzymasz... - uśmiecha się szeroko, znów dotykając mojego ramienia i lekko pieszcząc moją skórę.
Dreszcze przebiegają po całym moim ciele. Od wczoraj coś się zmieniło, bo pozwala sobie na znacznie więcej. Widzę to i czuje.
- To co? - dopytuje.
Schyla się nade mną jeszcze bardziej i szepcze mi cicho do ucha głosem, który sprawia, że cała się rozpadam.
- Wynagrodzę ci to...
_______________________________________________________________________________
I tak oto kolejny rozdział :D
Mówiłam, że postaram się dodawać nieco szybciej rozdziały? Postarałam się :D
Mam nadzieję, że się spodoba i pojawią się jakieś komentarze, może od jakiś nowych osób? Było by miło :)
Pozdrawiam, ściskam ciepło i zabieram się za następny fragment :D
17 marca 2015
Rozdział 8
Mocniej wtulam się w poduszkę, zaciskając dłonie na kocu. Jest sobotni wieczór. Uśmiecham się do Cary, która macha mi z basenu. Od tamtego wieczora w kawiarni minęło kilka dni. Cudownych dni w moim życiu. Mieszkanie z czarnowłosą okazało się naprawdę niesamowite, od kiedy zaczęła panować nad swoimi nastrojami.
Przyglądam się jej mokremu ciału. Wygląda jak jakaś syrena, skąpana w blasku zachodzącego słońca.
Rumienię się lekko.
Oprócz zmiany miejsca zamieszkania, zmieniłam się też ja w pewnym sensie. Ciągle myślę o mojej współlokatorce, jak zwykła się nazywać. Im więcej miłego czasu spędzamy razem, tym bardziej nie poznaję pewnych reakcji mojego ciała.
Częściej żartuję, śmieję się, a nawet bywam nieco wredna!
Ale przede wszystkim zrozumiałam, że w pewien sposób mi się podoba. Jednak nie jestem w stanie się do tego przyznać.
- Zmarzluchu chodź do mnie! - jej wesoły głos wyrywa mnie z rozmyślań.
Spoglądam w jej stronę. Siedzi na brzegu machając zgrabnymi nogami po powierzchni wody. Mokry, czarny strój kąpielowy odkrywa całkiem sporo porcelanowej skóry i kobiecych kształtów. Włosy związane w kucyk ociekając wodą, a błysk w oczach sprawia, że się uśmiecham.
- Wolę nie. Nie jestem za dobra w pływaniu. - odpowiadam wzruszając ramionami i mocniej opatulam się kocem.
- No chodź! Nie daj się prosić Rose! - krzyczy uderzając w wodę nogą, a kilka rozpryśniętych kropel trafia w moje miejsce.
Piszczę czując wilgoć na beżowej koszulce. Cara obdarza mnie szczerym śmiechem, powtarzając namowy. Tym razem jednak jestem zdeterminowana. Ściągam szybko spodnie dresowe i bokserkę, ciesząc się w duszy, że rano zdecydowałam się ubrać jeden z lepszych kompletów bielizny. Chłodne powietrze owiewa moje ciało, a ja czuję na sobie jej wzrok.
Patrzę na nią i wstrzymuję oddech. Siedzi nieruchomo wpatrując się we mnie wzrokiem, który sprawia, że się rumienię, a jednocześnie wciągam brzuch, którego nienawidzę.
Czując nagłe skrępowanie wchodzę powoli do ciepłej wody, robiąc kółko wokół basenu. Dopływając do miejsca, w którym jeszcze chwilę była czarnowłosa zauważam jej brak. Rozglądam się wokół i obracam za siebie.
Zamieram, gdy delikatne dłonie obejmują mnie w pasie. Jej czarne oczy są wpatrzone wprost w moje, a kształtne usta drżą
- Mam ochotę cię pocałować... - jej cichy, chrapliwy głos sprawia, że cała drżę.
Przez ostatnie kilka dni nie zbliżała się do mnie tak bardzo. Ni używała takiego tonu, a teraz... Zmiękczyła mnie zupełnie. Podnoszę na nią niepewny wzrok i lekko się uśmiecham.
- Naprawdę tego chcę Rose... - mówi i jakby na potwierdzenie tych słów przyciąga mnie bliżej do siebie. Czuję dotyk jej skóry tuż obok mojej. Silne ręce obejmują mnie mocno.
Nie wiem co powinnam zrobić. Chcę jej odpowiedzieć, ale nie jestem pewna co. Z jednej strony chcę żeby to zrobiła, a jednak... Boję się tego.
- Rose...?
Jej głos zdaje się być cichym błaganiem. Wilgotne ramiona i włosy błyszczą w czerwonym świetle zachodzącego słońca. Jest jak syrena. Piękna i kusząca. Boję się, że jak wszyscy skuszeni przez te tajemnicze istoty w bajkach, ja też skończę marnie.
Ale zawsze doznawali szczęścia na początku, szepcze cichy głosik w moim umyśle i opanowuje moje ciało.
Bez słowa przebywam tych kilka centymetrów dzielących nasze twarze i delikatnie muskam jej wargi.
Widzę zaskoczenie w jej oczach. Mimo to już po chwili oddaje mój pocałunek. Ma takie miękkie i ciepłe wargi.... Mmm... Rumienię się lekko, gdy jej dłoń głaszcze pod wodą dół moich pleców. Przyjemne dreszcze rozpływają się po moim ciele z tamtego miejsca.
- Wyjdźmy z basenu... - mruczy w moje wargi.
[Podkład]
Niechętnie odrywam się od niej i wyskakuję z basenu od razu tego żałując. Ciepła woda była ok, ale teraz jest mi zimno z powodu lekkiego wietrzyku, który owiewa moje mokre ciało. Rumienię się, bo nagle czuję się prawie naga. Cara jakby słysząc moje myśli zjawia się tuż obok i owija mnie w pasie miękkim ręcznikiem, zatrzymując dłoń nieco dłużej na moim biuście.
- Zmarzniesz. Uważaj troszkę Rose... - śmieje się do mnie i otwiera drzwi balkonowe prowadzące do salonu.
- To ty uważaj, bo ci już nie pozwolę mnie pocałować. - odpowiadam zupełnie nieświadoma swoich słów przechodząc obok brunetki i wchodząc do domu.
Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos dopiero, kiedy spoglądam na jej twarz. Jej czarne oczy zrobiły się większe niż zwykle i błyszczą tak... Dziko. Przypomina teraz pięknego czarnego, dzikiego kota.
- A zamierzałaś mi pozwolić? - pyta nie spuszczając ze mnie wzroku.
Moje serce zaczyna bić szybciej. Chcąc odwlec odpowiedź na jej pytanie wchodzę głębiej do salonu i z półki pod telewizorem wyciągam czyste ręczniki. Pochylam się do przodu zrzucając włosy na dół, by związać je w turban.
Słyszę jak zamyka balkon, a potem przechodzi do salonu. Czuję jej wzrok na sobie, ale boję się odezwać.
Bo co mam jej powiedzieć?
Chce się z tobą całować, a z drugiej strony nie?
Wzięłaby mnie za wariatkę.
- Odpowiesz mi?
Odwracam się w jej stronę chcąc jakoś z tego wybrnąć, ale w tym samym momencie dzwoni jej telefon pozostawiony na szklanym stoliku do kawy.
Czarnowłosa wzdycha zirytowana i odbiera połączenie.
- Co się dzieje stary? - pyta, a jej głos mnie dziwi. Jest taki spokojny i opanowany, z nutą rozbawienia.
Nie chcą jej przeszkadzać wbiegam na górę do swojego pokoju żeby się przebrać. Ubieram czarny zestaw bielizny w białe wstążeczki, szare dresy i bawełniany sweterek. Cieszę się, że zyskałam czas by znaleźć odpowiedź. Ostatnio poza pracą cały czas spędzałyśmy razem. Gdy musiałam zostać nieco dłużej w Zakątku, zamawiała dużą kawę i siadała w tym samym boksie co za pierwszym razem.
Dużo rozmawiałyśmy. W zamian za mieszkanie obiecałam sprzątać i gotować w miarę możliwości i dorzucać się do rachunków. Oczywiście udało mi się ja do tego przekonać dopiero po kilku namowach. Na początku nie chciała słyszeć o pieniądzach.
Zdążyłam ją nieco poznać. Wiele nas łączyło. Obie czytamy wiele książek, wolimy rock od popu i uwielbiamy kwiaty. Ona dodatkowo wiele ćwiczy i dba o zdrowie.
Lubię ją. Jestem w stanie to powiedzieć. Polubiłam Carę w tak krótkim czasie, ale mimo to... Boję się.
Nikt nigdy nie okazał mi tak wiele dobroci bezinteresownie. Zawsze jest gdzieś jakiś haczyk. Nauczyłam się tego.
Wzdycham rozczesując włosy.
Postanawiam zejść na dół i niepostrzeżenie dotrzeć do kuchni, by zrobić kolację. Schodzę cichutko po schodach i sprawdzam, czy nie ma w salonie czarnowłosej. Zadowolona jej brakiem przemykam do jadalni połączonej z kuchnią.
- Będziemy miały gościa. - słyszę za sobą.
Przestraszona podskakuję i zauważam opartą o ścianę dziewczynę. Ona również zdążyła się już ubrać.
- Naprawdę? - pytam zdziwiona.
Nikogo tu nie widziałam od kiedy tu mieszkam.
- Taak... Jutro przyjedzie do nas mój przyjaciel. Zostanie z tobą przez kilka dni... - mówi cedząc słowa, wydaje się zła.
- Zaraz... Jak to ze mną? A co z tobą? - pytam przerażona.
- Wyjeżdżam w delegację. - odpowiada cicho nie patrząc mi w oczy.
__________________________________________________________________________________
I tak oto pojawił się nowy rozdział.
Długo nic nie było, za co okropnie mi wstyd.
Postaram się poprawić, obiecuję.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)
Pozdrowienia :D
Przyglądam się jej mokremu ciału. Wygląda jak jakaś syrena, skąpana w blasku zachodzącego słońca.
Rumienię się lekko.
Oprócz zmiany miejsca zamieszkania, zmieniłam się też ja w pewnym sensie. Ciągle myślę o mojej współlokatorce, jak zwykła się nazywać. Im więcej miłego czasu spędzamy razem, tym bardziej nie poznaję pewnych reakcji mojego ciała.
Częściej żartuję, śmieję się, a nawet bywam nieco wredna!
Ale przede wszystkim zrozumiałam, że w pewien sposób mi się podoba. Jednak nie jestem w stanie się do tego przyznać.
- Zmarzluchu chodź do mnie! - jej wesoły głos wyrywa mnie z rozmyślań.
Spoglądam w jej stronę. Siedzi na brzegu machając zgrabnymi nogami po powierzchni wody. Mokry, czarny strój kąpielowy odkrywa całkiem sporo porcelanowej skóry i kobiecych kształtów. Włosy związane w kucyk ociekając wodą, a błysk w oczach sprawia, że się uśmiecham.
- Wolę nie. Nie jestem za dobra w pływaniu. - odpowiadam wzruszając ramionami i mocniej opatulam się kocem.
- No chodź! Nie daj się prosić Rose! - krzyczy uderzając w wodę nogą, a kilka rozpryśniętych kropel trafia w moje miejsce.
Piszczę czując wilgoć na beżowej koszulce. Cara obdarza mnie szczerym śmiechem, powtarzając namowy. Tym razem jednak jestem zdeterminowana. Ściągam szybko spodnie dresowe i bokserkę, ciesząc się w duszy, że rano zdecydowałam się ubrać jeden z lepszych kompletów bielizny. Chłodne powietrze owiewa moje ciało, a ja czuję na sobie jej wzrok.
Patrzę na nią i wstrzymuję oddech. Siedzi nieruchomo wpatrując się we mnie wzrokiem, który sprawia, że się rumienię, a jednocześnie wciągam brzuch, którego nienawidzę.
Czując nagłe skrępowanie wchodzę powoli do ciepłej wody, robiąc kółko wokół basenu. Dopływając do miejsca, w którym jeszcze chwilę była czarnowłosa zauważam jej brak. Rozglądam się wokół i obracam za siebie.
Zamieram, gdy delikatne dłonie obejmują mnie w pasie. Jej czarne oczy są wpatrzone wprost w moje, a kształtne usta drżą
- Mam ochotę cię pocałować... - jej cichy, chrapliwy głos sprawia, że cała drżę.
Przez ostatnie kilka dni nie zbliżała się do mnie tak bardzo. Ni używała takiego tonu, a teraz... Zmiękczyła mnie zupełnie. Podnoszę na nią niepewny wzrok i lekko się uśmiecham.
- Naprawdę tego chcę Rose... - mówi i jakby na potwierdzenie tych słów przyciąga mnie bliżej do siebie. Czuję dotyk jej skóry tuż obok mojej. Silne ręce obejmują mnie mocno.
Nie wiem co powinnam zrobić. Chcę jej odpowiedzieć, ale nie jestem pewna co. Z jednej strony chcę żeby to zrobiła, a jednak... Boję się tego.
- Rose...?
Jej głos zdaje się być cichym błaganiem. Wilgotne ramiona i włosy błyszczą w czerwonym świetle zachodzącego słońca. Jest jak syrena. Piękna i kusząca. Boję się, że jak wszyscy skuszeni przez te tajemnicze istoty w bajkach, ja też skończę marnie.
Ale zawsze doznawali szczęścia na początku, szepcze cichy głosik w moim umyśle i opanowuje moje ciało.
Bez słowa przebywam tych kilka centymetrów dzielących nasze twarze i delikatnie muskam jej wargi.
Widzę zaskoczenie w jej oczach. Mimo to już po chwili oddaje mój pocałunek. Ma takie miękkie i ciepłe wargi.... Mmm... Rumienię się lekko, gdy jej dłoń głaszcze pod wodą dół moich pleców. Przyjemne dreszcze rozpływają się po moim ciele z tamtego miejsca.
- Wyjdźmy z basenu... - mruczy w moje wargi.
[Podkład]
Niechętnie odrywam się od niej i wyskakuję z basenu od razu tego żałując. Ciepła woda była ok, ale teraz jest mi zimno z powodu lekkiego wietrzyku, który owiewa moje mokre ciało. Rumienię się, bo nagle czuję się prawie naga. Cara jakby słysząc moje myśli zjawia się tuż obok i owija mnie w pasie miękkim ręcznikiem, zatrzymując dłoń nieco dłużej na moim biuście.
- Zmarzniesz. Uważaj troszkę Rose... - śmieje się do mnie i otwiera drzwi balkonowe prowadzące do salonu.
- To ty uważaj, bo ci już nie pozwolę mnie pocałować. - odpowiadam zupełnie nieświadoma swoich słów przechodząc obok brunetki i wchodząc do domu.
Zdaję sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos dopiero, kiedy spoglądam na jej twarz. Jej czarne oczy zrobiły się większe niż zwykle i błyszczą tak... Dziko. Przypomina teraz pięknego czarnego, dzikiego kota.
- A zamierzałaś mi pozwolić? - pyta nie spuszczając ze mnie wzroku.
Moje serce zaczyna bić szybciej. Chcąc odwlec odpowiedź na jej pytanie wchodzę głębiej do salonu i z półki pod telewizorem wyciągam czyste ręczniki. Pochylam się do przodu zrzucając włosy na dół, by związać je w turban.
Słyszę jak zamyka balkon, a potem przechodzi do salonu. Czuję jej wzrok na sobie, ale boję się odezwać.
Bo co mam jej powiedzieć?
Chce się z tobą całować, a z drugiej strony nie?
Wzięłaby mnie za wariatkę.
- Odpowiesz mi?
Odwracam się w jej stronę chcąc jakoś z tego wybrnąć, ale w tym samym momencie dzwoni jej telefon pozostawiony na szklanym stoliku do kawy.
Czarnowłosa wzdycha zirytowana i odbiera połączenie.
- Co się dzieje stary? - pyta, a jej głos mnie dziwi. Jest taki spokojny i opanowany, z nutą rozbawienia.
Nie chcą jej przeszkadzać wbiegam na górę do swojego pokoju żeby się przebrać. Ubieram czarny zestaw bielizny w białe wstążeczki, szare dresy i bawełniany sweterek. Cieszę się, że zyskałam czas by znaleźć odpowiedź. Ostatnio poza pracą cały czas spędzałyśmy razem. Gdy musiałam zostać nieco dłużej w Zakątku, zamawiała dużą kawę i siadała w tym samym boksie co za pierwszym razem.
Dużo rozmawiałyśmy. W zamian za mieszkanie obiecałam sprzątać i gotować w miarę możliwości i dorzucać się do rachunków. Oczywiście udało mi się ja do tego przekonać dopiero po kilku namowach. Na początku nie chciała słyszeć o pieniądzach.
Zdążyłam ją nieco poznać. Wiele nas łączyło. Obie czytamy wiele książek, wolimy rock od popu i uwielbiamy kwiaty. Ona dodatkowo wiele ćwiczy i dba o zdrowie.
Lubię ją. Jestem w stanie to powiedzieć. Polubiłam Carę w tak krótkim czasie, ale mimo to... Boję się.
Nikt nigdy nie okazał mi tak wiele dobroci bezinteresownie. Zawsze jest gdzieś jakiś haczyk. Nauczyłam się tego.
Wzdycham rozczesując włosy.
Postanawiam zejść na dół i niepostrzeżenie dotrzeć do kuchni, by zrobić kolację. Schodzę cichutko po schodach i sprawdzam, czy nie ma w salonie czarnowłosej. Zadowolona jej brakiem przemykam do jadalni połączonej z kuchnią.
- Będziemy miały gościa. - słyszę za sobą.
Przestraszona podskakuję i zauważam opartą o ścianę dziewczynę. Ona również zdążyła się już ubrać.
- Naprawdę? - pytam zdziwiona.
Nikogo tu nie widziałam od kiedy tu mieszkam.
- Taak... Jutro przyjedzie do nas mój przyjaciel. Zostanie z tobą przez kilka dni... - mówi cedząc słowa, wydaje się zła.
- Zaraz... Jak to ze mną? A co z tobą? - pytam przerażona.
- Wyjeżdżam w delegację. - odpowiada cicho nie patrząc mi w oczy.
__________________________________________________________________________________
I tak oto pojawił się nowy rozdział.
Długo nic nie było, za co okropnie mi wstyd.
Postaram się poprawić, obiecuję.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)
Pozdrowienia :D
1 marca 2015
Rozdział 7
Otwieram sennie powieki i rozglądam się po pokoju. Wszystko skąpane jest w czerwonym świetle wschodzącego słońca, które widać za horyzontem z czubków drzew. Przyciągam do siebie karmazynową pościel, wdychając jej zapach.
Dopiero po chwili dociera do mnie ciche dyszenie tuż koło łóżka. Zaciekawiona wychylam się na bok.
- Hej śpiochu. - wesoły głos Cary wywołuje u mnie uśmiech.
- Wypraszam sobie tego śpiocha. - mówię krzywiąc się na pokaz, przyglądając się jednocześnie jej zgrabnemu ciału.
Bez chwili przerwy robi idealne pompki na podłodze. Obserwuje jej ciało odsłonięte przez wyciętą czarną koszulkę i obcisłe spodenki. Mięśnie na jej ramionach, udach, plecach układają się w cudowne wzory. Rumienię się lekko.
- Masz rację. Nie spałaś tak długo. Głodna? - śmieje się zauważając mój wyraz twarzy. Nie ma makijażu przez co znowu wydaje się o wiele młodsza.
- Może troszkę. - przyznaje, ale od razu dociera do mnie fakt, że właśnie wstałam.
- Moje włosy! Pewnie wyglądam okropnie! - krzyczę zeskakując z łóżka o mało się nie wywalając, bo stopę zaplątaną miałam w kołdrę.
Dopadam toaletki wpatrując się w swoje odbicie. Przerażona przyglądam się sobie szukając brązowego siana i worków pod oczami. Zdziwiona ich brakiem lekko rozdziawiam usta, przez co czarnowłosa obdarza mnie szczerym śmiechem.
Patrzę na nią mrużąc oczy. Nie przestając się śmiać wstaje z podłogi i podchodzi do mnie lekko. Opiera się rekami o blat, dzięki czemu patrzy mi prosto w oczy.
- Jesteś wyjątkowo zabawna.
- Miło mi, że robię za twojego klauna. - mówię z przekąsem.
- To mi jest miło, że masz dobry humor. - jej włosy muskają mój nos i policzek.
- Mam go często. Nie moja wina, że niektórzy mają wahania nastrojów jak w kalejdoskopie.
Przygląda mi się przez chwilę bez słowa. Dopiero po sekundzie dociera do mnie sens moich słów. Przygryzam lekko wargę zadziwiona moim zachowaniem. Nigdy nie używałam sarkazmu, ani takiego tonu. Co się ze mną stało?
- Masz rację. To moja wina. Obiecuję, że postaram się zmienić moją postawę, ok? - jej głos wyciąga mnie z zamyślenia.
- Wszystko zależy od ciebie. To twój dom. Ja się dostosuję. - odpowiadam obracając wzrok, bo nie mogę już wytrzymać spojrzenia jej ciemnych oczu.
- Chcę się zmienić. - mówi tak cicho, że ledwo to wychwytuje.
Chcę się już odezwać, że przecież nie musi jeżeli nie chce, ale ona uśmiecha się znów promiennie i odsuwa ode mnie. Podchodzi do ściany, dopiero teraz zauważam, że jest to tak na prawdę ukryta szafa z drzwiami koloru ścian.
- Dobra. Za pół godziny widzę cię w jadalni. Potem zjemy i zawiozę cię do Zakątka.
- Ok. - odpowiadam, niemal wypadając z sypialni.
Wchodzę do mojego pokoju od razu zabierając z szafy ubrania przygotowane dzień wcześniej i biegnę do łazienki. Biorę szybki prysznic, uważając, by nie zmoczyć włosów, a potem przebieram się w czyste rzeczy. Szybko się czeszę, splatając włosy w warkocz na boku głowy.
Po chwili siedzę już na stołku barowym przyglądając się uśmiechniętej dziewczynie. Krząta się po kuchni przygotowując dla nas śniadanie i mimo moich próśb wciąż zaprzecza, gdy ofiaruję jej pomoc.
W końcu zrezygnowana opieram się na łokciach i przyglądam jej. Jest zdecydowanie mniej spięta niż w ciągu większej części wspólnie spędzonego czasu. Jest zrelaksowana. Obserwuje mięśnie na jej łopatkach, odsłoniętych przez wycięcia bluzki. Włosy zebrała już w wysoki kok, a na nadgarstkach znów ma cały zestaw bransoletek.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - to pytanie wyrywa mnie z rozmyślań, sprawiając, że się rumienię.
Odwracam wzrok, gdy stawia na blacie dwa talerze ze ślicznymi kanapkami i kubki z gorącą herbatą. Nie odpowiadam nawet gdy siada obok mnie, zaczynając jeść. Nie chcę mówić jej prawdy, bo sama nie jestem pewna czemu tak mnie fascynuje. Z drugiej strony jednak nie chcę milczeć, by nie zepsuć tego naprawdę miłego dnia.
Po chwili decyduję się na najmniejsze zło.
- Ja... Po prostu się zamyśliłam... - mówię, czując jej wzrok na sobie.
Gdy podnoszę głowę do góry nasz wzrok niespodziewanie się krzyżuje. Na jej usta błąka się delikatny uśmiech, a czarne oczy błyszczą lekko.
- Oczywiście. Jedz to śniadanie, a potem zawiozę cię do Zakątka. - uśmiecha się szerzej i puszcza w moją stronę oczko.
***
W barze mimo wczesnych popołudniowych godzin, gra muzyka, kilka skąpo ubranych kelnerek lawiruje między stolikami zabierając zamówienie od klientów. Rzucam w ich kierunku przelotne spojrzenie biorąc łyk drinka.
Zupełnie nie wiem, czemu akurat to miejsce wybrałem sobie za dzisiejsze lokum. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, rozrywki, striptizerki są jakieś takie niemrawe.
Zamykam oczy słuchając "Shooting the Moon" Mony, które rozbrzmiewa z głośników, wywołują u mnie niewielki uśmiech. Lubię tą piosenkę. Kiwam głową w rytm muzyki słuchając o chęci zestrzelenia księżyca, gdy nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Odwracam się i z uśmiechem rzucam na czarnowłosą kobietę.
Obejmuje mocno jej delikatne ramiona schowane pod skórzaną kurtką. Wciągam w nozdrza jej niesamowitą woń, mocniej ją ściskając.
- Udusisz mnie idioto! - krzyczy odsuwając się lekko.
Przyglądam się jej. Rozpuszczone czarne włosy okalają jej delikatną twarz kontrastując z porcelanową skórą i krwistymi ustami. Oczy jak zwykle podkreślone eyelinerem wraz z ciemnymi cieniami wydawały się znacznie ciemniejsze. Swoje zgrabne ciało schowała pod zwiewną szarą koszulą w kratę i skórzanymi spodniami.
- Za każdym razem jesteś piękniejsza wiesz? - rzucam w jej stronę i kiwam na kelnerkę.
- Taa... Tekst numer jeden w twoim podrywie Max? - śmieje się zajmując miejsce naprzeciw mnie. - Poproszę tylko wodę z lodem, cytryną i miętą.
Od razu odprawia zgrabną kelnerkę, która nawet nie zdążyła wykrztusić z siebie ani słowa.
- Nie. Kochana takie teksty są zarezerwowane tylko dla ciebie. - odpowiadam opierając się wygodnie o oparcie.
- Też miło cię widzieć. Opowiadaj co u ciebie. Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiecha się lekko, sadowiąc się na fotelu i kiwając dłonią do taktu. Ozdoby drzwięczą na jej nadgarstku, ale tylko jedna przykuwa mój wzrok. Srebrna z ornamentami z czarnego postarzanego metalu.
- Widzę, że nie rozstajesz się z prezentem ode mnie.
- Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. - uśmiecha się szeroko ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów.
Półnaga kelnerka stawia przed czarnowłosą oszronioną szklankę. Odprawiam ją kiwnięciem dłoni, a ta spogląda na mnie robiąc dziubek.
Uśmiecham się w jej stronę lubieżnie. Zamierzam później postawić jej drinka, albo i kolację. Ze śniadaniem oczywiście.
- Nic się nie zmieniłeś. - głos mojej towarzyszki wyrywa mnie z zamyślenia.
Rzucam jej szarmancki uśmiech i kiwam ramionami.
- Znasz mnie kochana. Lubię się bawić.
- Tak, tak. Wiem dobrze. Niegrzeczny chłopiec, obrzydliwie bogaty, lubiący dobrą zabawę i piękne kobiety. Och Max, Max. - mówi kiwając głową udając rozczarowanie, ale błysk w jej oczach mówi sam za siebie.
- To ja. - uśmiecham się pociągając łyk mojego drinka. Krzywię się, jest już ciepły. Odsuwam go na bok. - Wracając jednak do twojego wcześniejszego pytania. U mnie wszystko w porządku. Interesy się kręcą, Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli kupię niedługo pewną piękną wyspę tropikalną i wybuduję tam wspaniały kurort.
- To cudownie! Od zawsze marzyłeś o prywatnej wyspie. - mówi, lekko dotykając mojej dłoni.
Splatam palce z jej. Ta porcelanowa skóra jest taka miękka...
- Masz rację. Nareszcie. Powiesz mi może co u ciebie?
Zmiana w jej zachowaniu jej bardzo lekka, prawie niezauważalna, ale ja ją wychwytuję. Odwraca lekko wzrok i bierze łyk swojej wody. Jej pełne usta kuszą kształtem.
- Uwierzyłbyś, gdybym powiedziała, że chyba znalazłam kogoś o kogo się martwię jak cholera? - jej głos jej strasznie niski, nieśmiały.
Siedzę w bezruchu, niepewny tego co powinienem powiedzieć. Jej szczęście jest dla mnie najważniejsze. Ba! Jest najważniejszą kobietą w moim życiu. Zależy mi na jej dobrze.
- Opowiedz mi wszystko kochanie, dobrze...? - mówię chcą poznać więcej szczegółów.
***
Wycieram blat stolika, zerkając na zegarek. Jest już po dziewiątej. Zakątek zamknęłam kilka minut temu, zgodnie z poleceniem pani Oliv. Wzdycham cicho. Spędziłam cały dzień z dala od Cary, myśląc głównie o kawie, herbacie i ciastkach.
O dziwo był dzisiaj dość duży ruch, ale nie narzekałam. Trafili się sami mili klienci, bez żadnych buców, którzy narzekaliby na swoje zamówienia.
Przyglądam się sali sprawdzając, czy wszędzie już posprzątałam. Niepewna sprawdzam jeszcze ostatni z boksów. Słysząc dzwonek u drzwi automatycznie odkrzykuję:
- Zamknięte!
- Nawet dla mnie Rosalie? - głos Cary sprawia, że moje serce bije szybciej.
Odwracam się w jej stronę, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Idzie już w moją stronę lustrując mnie wzrokiem, a ja zdaje sobie sprawę, że nie zdążyłam jeszcze zdjąć z włosów tego maleńkiego kapelusika. Zatrzymuje się tuż przede mną i nagle w jej dłoniach pojawia się przepiękny bukiet błękitnych niezapominajek.
Wciągam głośno powietrze i spoglądam na nią niepewna.
- To dla ciebie Rose. - szepcze cicho, a jej głos zdaje się pieścić moją skórę.
- A... Ale... Caro... Ja... Nie mogę ich przyjąć... - jąkam się zawstydzona.
Próbują uciekać wzrokiem, ale nie mogę, bo łapie mój podbrudek i zmusza bym patrzyła prosto na nią.
Unoszę lekko głowę, wstrzymując powietrze. Jej piękne usta lekko się uśmiechają. Uśmiechają do mnie.
- Możesz. Bo cię o to proszę. Są dla ciebie Rosalie Clarisse. - jej głos mnie zniewala wywołując miłe mrowienie głęboko w dole mojego brzucha.
__________
Hmmm.... Notka miała pojawić się w sobotę, ale przyznam się bez bicia miałam takiego lenia :D
Jednak chcę się zrehabilitować i dodaję ten oto rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba. I z góry chcę przeprosić za błędy :(
Postaram się wziąć do roboty jak należy i obiecuję poprawę.
Słońca, cierpliwości i ciepełka życzę :D
Dopiero po chwili dociera do mnie ciche dyszenie tuż koło łóżka. Zaciekawiona wychylam się na bok.
- Hej śpiochu. - wesoły głos Cary wywołuje u mnie uśmiech.
- Wypraszam sobie tego śpiocha. - mówię krzywiąc się na pokaz, przyglądając się jednocześnie jej zgrabnemu ciału.
Bez chwili przerwy robi idealne pompki na podłodze. Obserwuje jej ciało odsłonięte przez wyciętą czarną koszulkę i obcisłe spodenki. Mięśnie na jej ramionach, udach, plecach układają się w cudowne wzory. Rumienię się lekko.
- Masz rację. Nie spałaś tak długo. Głodna? - śmieje się zauważając mój wyraz twarzy. Nie ma makijażu przez co znowu wydaje się o wiele młodsza.
- Może troszkę. - przyznaje, ale od razu dociera do mnie fakt, że właśnie wstałam.
- Moje włosy! Pewnie wyglądam okropnie! - krzyczę zeskakując z łóżka o mało się nie wywalając, bo stopę zaplątaną miałam w kołdrę.
Dopadam toaletki wpatrując się w swoje odbicie. Przerażona przyglądam się sobie szukając brązowego siana i worków pod oczami. Zdziwiona ich brakiem lekko rozdziawiam usta, przez co czarnowłosa obdarza mnie szczerym śmiechem.
Patrzę na nią mrużąc oczy. Nie przestając się śmiać wstaje z podłogi i podchodzi do mnie lekko. Opiera się rekami o blat, dzięki czemu patrzy mi prosto w oczy.
- Jesteś wyjątkowo zabawna.
- Miło mi, że robię za twojego klauna. - mówię z przekąsem.
- To mi jest miło, że masz dobry humor. - jej włosy muskają mój nos i policzek.
- Mam go często. Nie moja wina, że niektórzy mają wahania nastrojów jak w kalejdoskopie.
Przygląda mi się przez chwilę bez słowa. Dopiero po sekundzie dociera do mnie sens moich słów. Przygryzam lekko wargę zadziwiona moim zachowaniem. Nigdy nie używałam sarkazmu, ani takiego tonu. Co się ze mną stało?
- Masz rację. To moja wina. Obiecuję, że postaram się zmienić moją postawę, ok? - jej głos wyciąga mnie z zamyślenia.
- Wszystko zależy od ciebie. To twój dom. Ja się dostosuję. - odpowiadam obracając wzrok, bo nie mogę już wytrzymać spojrzenia jej ciemnych oczu.
- Chcę się zmienić. - mówi tak cicho, że ledwo to wychwytuje.
Chcę się już odezwać, że przecież nie musi jeżeli nie chce, ale ona uśmiecha się znów promiennie i odsuwa ode mnie. Podchodzi do ściany, dopiero teraz zauważam, że jest to tak na prawdę ukryta szafa z drzwiami koloru ścian.
- Dobra. Za pół godziny widzę cię w jadalni. Potem zjemy i zawiozę cię do Zakątka.
- Ok. - odpowiadam, niemal wypadając z sypialni.
Wchodzę do mojego pokoju od razu zabierając z szafy ubrania przygotowane dzień wcześniej i biegnę do łazienki. Biorę szybki prysznic, uważając, by nie zmoczyć włosów, a potem przebieram się w czyste rzeczy. Szybko się czeszę, splatając włosy w warkocz na boku głowy.
Po chwili siedzę już na stołku barowym przyglądając się uśmiechniętej dziewczynie. Krząta się po kuchni przygotowując dla nas śniadanie i mimo moich próśb wciąż zaprzecza, gdy ofiaruję jej pomoc.
W końcu zrezygnowana opieram się na łokciach i przyglądam jej. Jest zdecydowanie mniej spięta niż w ciągu większej części wspólnie spędzonego czasu. Jest zrelaksowana. Obserwuje mięśnie na jej łopatkach, odsłoniętych przez wycięcia bluzki. Włosy zebrała już w wysoki kok, a na nadgarstkach znów ma cały zestaw bransoletek.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - to pytanie wyrywa mnie z rozmyślań, sprawiając, że się rumienię.
Odwracam wzrok, gdy stawia na blacie dwa talerze ze ślicznymi kanapkami i kubki z gorącą herbatą. Nie odpowiadam nawet gdy siada obok mnie, zaczynając jeść. Nie chcę mówić jej prawdy, bo sama nie jestem pewna czemu tak mnie fascynuje. Z drugiej strony jednak nie chcę milczeć, by nie zepsuć tego naprawdę miłego dnia.
Po chwili decyduję się na najmniejsze zło.
- Ja... Po prostu się zamyśliłam... - mówię, czując jej wzrok na sobie.
Gdy podnoszę głowę do góry nasz wzrok niespodziewanie się krzyżuje. Na jej usta błąka się delikatny uśmiech, a czarne oczy błyszczą lekko.
- Oczywiście. Jedz to śniadanie, a potem zawiozę cię do Zakątka. - uśmiecha się szerzej i puszcza w moją stronę oczko.
***
W barze mimo wczesnych popołudniowych godzin, gra muzyka, kilka skąpo ubranych kelnerek lawiruje między stolikami zabierając zamówienie od klientów. Rzucam w ich kierunku przelotne spojrzenie biorąc łyk drinka.
Zupełnie nie wiem, czemu akurat to miejsce wybrałem sobie za dzisiejsze lokum. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, rozrywki, striptizerki są jakieś takie niemrawe.
Zamykam oczy słuchając "Shooting the Moon" Mony, które rozbrzmiewa z głośników, wywołują u mnie niewielki uśmiech. Lubię tą piosenkę. Kiwam głową w rytm muzyki słuchając o chęci zestrzelenia księżyca, gdy nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Odwracam się i z uśmiechem rzucam na czarnowłosą kobietę.
Obejmuje mocno jej delikatne ramiona schowane pod skórzaną kurtką. Wciągam w nozdrza jej niesamowitą woń, mocniej ją ściskając.
- Udusisz mnie idioto! - krzyczy odsuwając się lekko.
Przyglądam się jej. Rozpuszczone czarne włosy okalają jej delikatną twarz kontrastując z porcelanową skórą i krwistymi ustami. Oczy jak zwykle podkreślone eyelinerem wraz z ciemnymi cieniami wydawały się znacznie ciemniejsze. Swoje zgrabne ciało schowała pod zwiewną szarą koszulą w kratę i skórzanymi spodniami.
- Za każdym razem jesteś piękniejsza wiesz? - rzucam w jej stronę i kiwam na kelnerkę.
- Taa... Tekst numer jeden w twoim podrywie Max? - śmieje się zajmując miejsce naprzeciw mnie. - Poproszę tylko wodę z lodem, cytryną i miętą.
Od razu odprawia zgrabną kelnerkę, która nawet nie zdążyła wykrztusić z siebie ani słowa.
- Nie. Kochana takie teksty są zarezerwowane tylko dla ciebie. - odpowiadam opierając się wygodnie o oparcie.
- Też miło cię widzieć. Opowiadaj co u ciebie. Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiecha się lekko, sadowiąc się na fotelu i kiwając dłonią do taktu. Ozdoby drzwięczą na jej nadgarstku, ale tylko jedna przykuwa mój wzrok. Srebrna z ornamentami z czarnego postarzanego metalu.
- Widzę, że nie rozstajesz się z prezentem ode mnie.
- Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. - uśmiecha się szeroko ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów.
Półnaga kelnerka stawia przed czarnowłosą oszronioną szklankę. Odprawiam ją kiwnięciem dłoni, a ta spogląda na mnie robiąc dziubek.
Uśmiecham się w jej stronę lubieżnie. Zamierzam później postawić jej drinka, albo i kolację. Ze śniadaniem oczywiście.
- Nic się nie zmieniłeś. - głos mojej towarzyszki wyrywa mnie z zamyślenia.
Rzucam jej szarmancki uśmiech i kiwam ramionami.
- Znasz mnie kochana. Lubię się bawić.
- Tak, tak. Wiem dobrze. Niegrzeczny chłopiec, obrzydliwie bogaty, lubiący dobrą zabawę i piękne kobiety. Och Max, Max. - mówi kiwając głową udając rozczarowanie, ale błysk w jej oczach mówi sam za siebie.
- To ja. - uśmiecham się pociągając łyk mojego drinka. Krzywię się, jest już ciepły. Odsuwam go na bok. - Wracając jednak do twojego wcześniejszego pytania. U mnie wszystko w porządku. Interesy się kręcą, Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli kupię niedługo pewną piękną wyspę tropikalną i wybuduję tam wspaniały kurort.
- To cudownie! Od zawsze marzyłeś o prywatnej wyspie. - mówi, lekko dotykając mojej dłoni.
Splatam palce z jej. Ta porcelanowa skóra jest taka miękka...
- Masz rację. Nareszcie. Powiesz mi może co u ciebie?
Zmiana w jej zachowaniu jej bardzo lekka, prawie niezauważalna, ale ja ją wychwytuję. Odwraca lekko wzrok i bierze łyk swojej wody. Jej pełne usta kuszą kształtem.
- Uwierzyłbyś, gdybym powiedziała, że chyba znalazłam kogoś o kogo się martwię jak cholera? - jej głos jej strasznie niski, nieśmiały.
Siedzę w bezruchu, niepewny tego co powinienem powiedzieć. Jej szczęście jest dla mnie najważniejsze. Ba! Jest najważniejszą kobietą w moim życiu. Zależy mi na jej dobrze.
- Opowiedz mi wszystko kochanie, dobrze...? - mówię chcą poznać więcej szczegółów.
***
Wycieram blat stolika, zerkając na zegarek. Jest już po dziewiątej. Zakątek zamknęłam kilka minut temu, zgodnie z poleceniem pani Oliv. Wzdycham cicho. Spędziłam cały dzień z dala od Cary, myśląc głównie o kawie, herbacie i ciastkach.
O dziwo był dzisiaj dość duży ruch, ale nie narzekałam. Trafili się sami mili klienci, bez żadnych buców, którzy narzekaliby na swoje zamówienia.
Przyglądam się sali sprawdzając, czy wszędzie już posprzątałam. Niepewna sprawdzam jeszcze ostatni z boksów. Słysząc dzwonek u drzwi automatycznie odkrzykuję:
- Zamknięte!
- Nawet dla mnie Rosalie? - głos Cary sprawia, że moje serce bije szybciej.
Odwracam się w jej stronę, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Idzie już w moją stronę lustrując mnie wzrokiem, a ja zdaje sobie sprawę, że nie zdążyłam jeszcze zdjąć z włosów tego maleńkiego kapelusika. Zatrzymuje się tuż przede mną i nagle w jej dłoniach pojawia się przepiękny bukiet błękitnych niezapominajek.
Wciągam głośno powietrze i spoglądam na nią niepewna.
- To dla ciebie Rose. - szepcze cicho, a jej głos zdaje się pieścić moją skórę.
- A... Ale... Caro... Ja... Nie mogę ich przyjąć... - jąkam się zawstydzona.
Próbują uciekać wzrokiem, ale nie mogę, bo łapie mój podbrudek i zmusza bym patrzyła prosto na nią.
Unoszę lekko głowę, wstrzymując powietrze. Jej piękne usta lekko się uśmiechają. Uśmiechają do mnie.
- Możesz. Bo cię o to proszę. Są dla ciebie Rosalie Clarisse. - jej głos mnie zniewala wywołując miłe mrowienie głęboko w dole mojego brzucha.
__________
Hmmm.... Notka miała pojawić się w sobotę, ale przyznam się bez bicia miałam takiego lenia :D
Jednak chcę się zrehabilitować i dodaję ten oto rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba. I z góry chcę przeprosić za błędy :(
Postaram się wziąć do roboty jak należy i obiecuję poprawę.
Słońca, cierpliwości i ciepełka życzę :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)