Otwieram sennie powieki i rozglądam się po pokoju. Wszystko skąpane jest w czerwonym świetle wschodzącego słońca, które widać za horyzontem z czubków drzew. Przyciągam do siebie karmazynową pościel, wdychając jej zapach.
Dopiero po chwili dociera do mnie ciche dyszenie tuż koło łóżka. Zaciekawiona wychylam się na bok.
- Hej śpiochu. - wesoły głos Cary wywołuje u mnie uśmiech.
- Wypraszam sobie tego śpiocha. - mówię krzywiąc się na pokaz, przyglądając się jednocześnie jej zgrabnemu ciału.
Bez chwili przerwy robi idealne pompki na podłodze. Obserwuje jej ciało odsłonięte przez wyciętą czarną koszulkę i obcisłe spodenki. Mięśnie na jej ramionach, udach, plecach układają się w cudowne wzory. Rumienię się lekko.
- Masz rację. Nie spałaś tak długo. Głodna? - śmieje się zauważając mój wyraz twarzy. Nie ma makijażu przez co znowu wydaje się o wiele młodsza.
- Może troszkę. - przyznaje, ale od razu dociera do mnie fakt, że właśnie wstałam.
- Moje włosy! Pewnie wyglądam okropnie! - krzyczę zeskakując z łóżka o mało się nie wywalając, bo stopę zaplątaną miałam w kołdrę.
Dopadam toaletki wpatrując się w swoje odbicie. Przerażona przyglądam się sobie szukając brązowego siana i worków pod oczami. Zdziwiona ich brakiem lekko rozdziawiam usta, przez co czarnowłosa obdarza mnie szczerym śmiechem.
Patrzę na nią mrużąc oczy. Nie przestając się śmiać wstaje z podłogi i podchodzi do mnie lekko. Opiera się rekami o blat, dzięki czemu patrzy mi prosto w oczy.
- Jesteś wyjątkowo zabawna.
- Miło mi, że robię za twojego klauna. - mówię z przekąsem.
- To mi jest miło, że masz dobry humor. - jej włosy muskają mój nos i policzek.
- Mam go często. Nie moja wina, że niektórzy mają wahania nastrojów jak w kalejdoskopie.
Przygląda mi się przez chwilę bez słowa. Dopiero po sekundzie dociera do mnie sens moich słów. Przygryzam lekko wargę zadziwiona moim zachowaniem. Nigdy nie używałam sarkazmu, ani takiego tonu. Co się ze mną stało?
- Masz rację. To moja wina. Obiecuję, że postaram się zmienić moją postawę, ok? - jej głos wyciąga mnie z zamyślenia.
- Wszystko zależy od ciebie. To twój dom. Ja się dostosuję. - odpowiadam obracając wzrok, bo nie mogę już wytrzymać spojrzenia jej ciemnych oczu.
- Chcę się zmienić. - mówi tak cicho, że ledwo to wychwytuje.
Chcę się już odezwać, że przecież nie musi jeżeli nie chce, ale ona uśmiecha się znów promiennie i odsuwa ode mnie. Podchodzi do ściany, dopiero teraz zauważam, że jest to tak na prawdę ukryta szafa z drzwiami koloru ścian.
- Dobra. Za pół godziny widzę cię w jadalni. Potem zjemy i zawiozę cię do Zakątka.
- Ok. - odpowiadam, niemal wypadając z sypialni.
Wchodzę do mojego pokoju od razu zabierając z szafy ubrania przygotowane dzień wcześniej i biegnę do łazienki. Biorę szybki prysznic, uważając, by nie zmoczyć włosów, a potem przebieram się w czyste rzeczy. Szybko się czeszę, splatając włosy w warkocz na boku głowy.
Po chwili siedzę już na stołku barowym przyglądając się uśmiechniętej dziewczynie. Krząta się po kuchni przygotowując dla nas śniadanie i mimo moich próśb wciąż zaprzecza, gdy ofiaruję jej pomoc.
W końcu zrezygnowana opieram się na łokciach i przyglądam jej. Jest zdecydowanie mniej spięta niż w ciągu większej części wspólnie spędzonego czasu. Jest zrelaksowana. Obserwuje mięśnie na jej łopatkach, odsłoniętych przez wycięcia bluzki. Włosy zebrała już w wysoki kok, a na nadgarstkach znów ma cały zestaw bransoletek.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - to pytanie wyrywa mnie z rozmyślań, sprawiając, że się rumienię.
Odwracam wzrok, gdy stawia na blacie dwa talerze ze ślicznymi kanapkami i kubki z gorącą herbatą. Nie odpowiadam nawet gdy siada obok mnie, zaczynając jeść. Nie chcę mówić jej prawdy, bo sama nie jestem pewna czemu tak mnie fascynuje. Z drugiej strony jednak nie chcę milczeć, by nie zepsuć tego naprawdę miłego dnia.
Po chwili decyduję się na najmniejsze zło.
- Ja... Po prostu się zamyśliłam... - mówię, czując jej wzrok na sobie.
Gdy podnoszę głowę do góry nasz wzrok niespodziewanie się krzyżuje. Na jej usta błąka się delikatny uśmiech, a czarne oczy błyszczą lekko.
- Oczywiście. Jedz to śniadanie, a potem zawiozę cię do Zakątka. - uśmiecha się szerzej i puszcza w moją stronę oczko.
***
W barze mimo wczesnych popołudniowych godzin, gra muzyka, kilka skąpo ubranych kelnerek lawiruje między stolikami zabierając zamówienie od klientów. Rzucam w ich kierunku przelotne spojrzenie biorąc łyk drinka.
Zupełnie nie wiem, czemu akurat to miejsce wybrałem sobie za dzisiejsze lokum. Nie ma tu zbyt wiele miejsca, rozrywki, striptizerki są jakieś takie niemrawe.
Zamykam oczy słuchając "Shooting the Moon" Mony, które rozbrzmiewa z głośników, wywołują u mnie niewielki uśmiech. Lubię tą piosenkę. Kiwam głową w rytm muzyki słuchając o chęci zestrzelenia księżyca, gdy nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu. Odwracam się i z uśmiechem rzucam na czarnowłosą kobietę.
Obejmuje mocno jej delikatne ramiona schowane pod skórzaną kurtką. Wciągam w nozdrza jej niesamowitą woń, mocniej ją ściskając.
- Udusisz mnie idioto! - krzyczy odsuwając się lekko.
Przyglądam się jej. Rozpuszczone czarne włosy okalają jej delikatną twarz kontrastując z porcelanową skórą i krwistymi ustami. Oczy jak zwykle podkreślone eyelinerem wraz z ciemnymi cieniami wydawały się znacznie ciemniejsze. Swoje zgrabne ciało schowała pod zwiewną szarą koszulą w kratę i skórzanymi spodniami.
- Za każdym razem jesteś piękniejsza wiesz? - rzucam w jej stronę i kiwam na kelnerkę.
- Taa... Tekst numer jeden w twoim podrywie Max? - śmieje się zajmując miejsce naprzeciw mnie. - Poproszę tylko wodę z lodem, cytryną i miętą.
Od razu odprawia zgrabną kelnerkę, która nawet nie zdążyła wykrztusić z siebie ani słowa.
- Nie. Kochana takie teksty są zarezerwowane tylko dla ciebie. - odpowiadam opierając się wygodnie o oparcie.
- Też miło cię widzieć. Opowiadaj co u ciebie. Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiecha się lekko, sadowiąc się na fotelu i kiwając dłonią do taktu. Ozdoby drzwięczą na jej nadgarstku, ale tylko jedna przykuwa mój wzrok. Srebrna z ornamentami z czarnego postarzanego metalu.
- Widzę, że nie rozstajesz się z prezentem ode mnie.
- Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. - uśmiecha się szeroko ukazując rzędy śnieżnobiałych zębów.
Półnaga kelnerka stawia przed czarnowłosą oszronioną szklankę. Odprawiam ją kiwnięciem dłoni, a ta spogląda na mnie robiąc dziubek.
Uśmiecham się w jej stronę lubieżnie. Zamierzam później postawić jej drinka, albo i kolację. Ze śniadaniem oczywiście.
- Nic się nie zmieniłeś. - głos mojej towarzyszki wyrywa mnie z zamyślenia.
Rzucam jej szarmancki uśmiech i kiwam ramionami.
- Znasz mnie kochana. Lubię się bawić.
- Tak, tak. Wiem dobrze. Niegrzeczny chłopiec, obrzydliwie bogaty, lubiący dobrą zabawę i piękne kobiety. Och Max, Max. - mówi kiwając głową udając rozczarowanie, ale błysk w jej oczach mówi sam za siebie.
- To ja. - uśmiecham się pociągając łyk mojego drinka. Krzywię się, jest już ciepły. Odsuwam go na bok. - Wracając jednak do twojego wcześniejszego pytania. U mnie wszystko w porządku. Interesy się kręcą, Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli kupię niedługo pewną piękną wyspę tropikalną i wybuduję tam wspaniały kurort.
- To cudownie! Od zawsze marzyłeś o prywatnej wyspie. - mówi, lekko dotykając mojej dłoni.
Splatam palce z jej. Ta porcelanowa skóra jest taka miękka...
- Masz rację. Nareszcie. Powiesz mi może co u ciebie?
Zmiana w jej zachowaniu jej bardzo lekka, prawie niezauważalna, ale ja ją wychwytuję. Odwraca lekko wzrok i bierze łyk swojej wody. Jej pełne usta kuszą kształtem.
- Uwierzyłbyś, gdybym powiedziała, że chyba znalazłam kogoś o kogo się martwię jak cholera? - jej głos jej strasznie niski, nieśmiały.
Siedzę w bezruchu, niepewny tego co powinienem powiedzieć. Jej szczęście jest dla mnie najważniejsze. Ba! Jest najważniejszą kobietą w moim życiu. Zależy mi na jej dobrze.
- Opowiedz mi wszystko kochanie, dobrze...? - mówię chcą poznać więcej szczegółów.
***
Wycieram blat stolika, zerkając na zegarek. Jest już po dziewiątej. Zakątek zamknęłam kilka minut temu, zgodnie z poleceniem pani Oliv. Wzdycham cicho. Spędziłam cały dzień z dala od Cary, myśląc głównie o kawie, herbacie i ciastkach.
O dziwo był dzisiaj dość duży ruch, ale nie narzekałam. Trafili się sami mili klienci, bez żadnych buców, którzy narzekaliby na swoje zamówienia.
Przyglądam się sali sprawdzając, czy wszędzie już posprzątałam. Niepewna sprawdzam jeszcze ostatni z boksów. Słysząc dzwonek u drzwi automatycznie odkrzykuję:
- Zamknięte!
- Nawet dla mnie Rosalie? - głos Cary sprawia, że moje serce bije szybciej.
Odwracam się w jej stronę, a na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Idzie już w moją stronę lustrując mnie wzrokiem, a ja zdaje sobie sprawę, że nie zdążyłam jeszcze zdjąć z włosów tego maleńkiego kapelusika. Zatrzymuje się tuż przede mną i nagle w jej dłoniach pojawia się przepiękny bukiet błękitnych niezapominajek.
Wciągam głośno powietrze i spoglądam na nią niepewna.
- To dla ciebie Rose. - szepcze cicho, a jej głos zdaje się pieścić moją skórę.
- A... Ale... Caro... Ja... Nie mogę ich przyjąć... - jąkam się zawstydzona.
Próbują uciekać wzrokiem, ale nie mogę, bo łapie mój podbrudek i zmusza bym patrzyła prosto na nią.
Unoszę lekko głowę, wstrzymując powietrze. Jej piękne usta lekko się uśmiechają. Uśmiechają do mnie.
- Możesz. Bo cię o to proszę. Są dla ciebie Rosalie Clarisse. - jej głos mnie zniewala wywołując miłe mrowienie głęboko w dole mojego brzucha.
__________
Hmmm.... Notka miała pojawić się w sobotę, ale przyznam się bez bicia miałam takiego lenia :D
Jednak chcę się zrehabilitować i dodaję ten oto rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba. I z góry chcę przeprosić za błędy :(
Postaram się wziąć do roboty jak należy i obiecuję poprawę.
Słońca, cierpliwości i ciepełka życzę :D
Z lekka denerwują mnie te przerywniki, przeniesienia. Nie bardzo wiem o co chodzi. Ale to pewnie dlatego, że lubię mieć wszystko pod kontrolą. Pewnie wynika z mojego charakteru.
OdpowiedzUsuńBTW czekam na kolejny chapter :3
Przerywniki (jak twierdzą moi znajomi) dodają tu właśnie tajemniczości, ale ja sama po prostu lubię ich używać :D
UsuńKim była ta dziewczyna Maxa? To Cara? Ona to taka trochę niezdecydowana, irytujaca jest pod tym względem :D Biedna Rose, nie ma pojęcia, czego od niej tamta chce. Raz miła, raz wredna :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
PS: Maks jest cudowny! :D
Hmmm.... Myślę, że nic się nie stanie jeżeli powiem iż to w rzeczywistości była Cara. Ale nic więcej nie powiem! :D
UsuńCo do Rose, w sumie o to chodzi, ma być tą zakręconą życiem i nowymi sytuacjami osobą :)
A Max... Max jest właśnie taki jaki powinien być, ale bardzo się cieszę, że się podoba :D
Czekam na kolejny! :D Na Maxa, Rose i nawet na niezrównoważoną uczuciowo Carę :D Może się do niej kiedyś przekonam :D
OdpowiedzUsuń