.

.

18 kwietnia 2015

Rozdział 12

- Idiota! - krzyczę rzucając poduszką w bruneta, a ten łapie ją w locie i ciska nią we mnie z całej siły.

Zginam się wpół po części ze śmiechu, po części z bólu. Zmęczona opadam na kanapę, unosząc ręce do góry w poddańczym geście.

- Poddaję się! - śmieję się.

- O tak! Wygrałem! Mówiłem, że przegrasz! Achaa! Jestem najlepszy, tak! Walker mistrzem świata! - drze się jak wariat, skacząc wokół i wymachując poduszką.

Udając zdegustowaną, kiwam głową i sięgam po butelkę z wodą. Biorę łyk i odchylam głowę do tyłu. Max już po chwili siedzi obok mnie, rozwalony na większej części sofy. Spoglądam na niego kątem oka i widzę, że się uśmiecha. Sięga po pilota i zmienia kanał.

Jest po trzeciej, a my prawie cały dzień spędziliśmy przechodząc między kuchnią, a telewizorem. Miałam dzisiaj wolne, jedynie po szesnastej mieliśmy jechać do Zakątka, bo pani Oliver zarządziła, że wypłata będzie wcześniej.

Cara nie odzywała się od wczoraj, co mnie martwiło. Owszem wiem, że pracuje, ale... Ale po naszej wczorajszej rozmowie, myślałam... Miałam nadzieję, że się odezwie. Wzdycham głęboko i pociągam kolejny łyk wody.

- O czym myślisz?

- O niczym ważnym. Chyba pójdę do pokoju się przygotować. - mówię wstając.

Max rzuca mi spojrzenie mówiące "kobiety, kto was zrozumie?" i już po chwili zagłębia się znów w program.

Idę na górę, wchodzę do pokoju po czyste brania, by już po chwili być w łazience. Postanawiam wziąć szybki prysznic. Letnia woda budzi mnie, skutecznie kojąc nerwy. Zamykam oczy wycierając włosy i sięgam po drugi ręcznik. Ocieram ciało z wody, gdy nagle mój nowy telefon zaczyna wibrować. Zdziwiona zawijam się w materiał i powoli odbieram rozmowę.

- Jak tam mija dzień? - jej wesoły głos przyprawia mnie o dreszcze.

- Całkiem miło i leniwo. A tam? - pytam opierając się o pralkę.

- Nie jest łatwo, ale jakoś daję radę. Mam nadzieję, że szybko skończę. Co robisz Rosie?

Przygryzam lekko wargę. Nikt mnie tak nigdy nie nazywał... A do tego to pytanie... Nagle w mojej głowie pojawia się pewna myśl, którą postanawiam zrealizować.

- Jestem w łazience, tyle co wyszłam spod prysznica. - mówię jakby nigdy nic.

Słyszę jak wdycha głośno powietrze.

- Naprawdę?

- Na potwierdzenie mogę odkręcić wodę jak chcesz. Cholera! - krzyczę do telefonu przystępując z nogi na nogę.

- Co jest? - jej głos wydaje się zaniepokojony.

- Nic wielkiego, tylko ręcznik mi spadł musiałam się nim znowu owinąć. - odpowiadam, pilnując się, by nie parsknąć śmiechem. Chce ją podpuścić.

I chyba mi się udaje, bo znów słyszę ten charakterystyczny dźwięk wciąganego powietrza.

-  Czy ty mnie podpuszczasz Rose?

- Nie. A co? - uśmiecham się szeroko, próbując wyobrazić sobie jej minę.

- Przebywanie z Maxem źle na ciebie wpływa. Ujawniają się w tobie same drapieżne cechy.

- Czy to źle?

- Uwielbiam cię delikatną... - jej cichy głos przyprawia mnie o dreszcze na całym ciele.

- Caro...?

- Tak Rose?

- Wróć szybko...

- Staram się kochanie...

- To miłe. - przyznaję cicho.

- Co?

- To, że się starasz. I to, że tak na mnie mówisz. - tłumaczę rozprostowując ubrania na pralce.

- Staram się, żeby było ci dobrze. Muszę kończyć. Za chwilę mam kolejne spotkanie.

- Powodzenia Caro. - mówię lekko się uśmiechając. - Pokaż mi jaka niezwyciężona w swoim fachu.

Odpowiada mi jej perlisty śmiech.

- Postaram się Rosie. Pa kochanie. - mówi i rozłącza się.

Odkładam telefon obok czystych ubrań, spoglądając w odbicie w lustrze. Blada dziewczyna owinięta ciasno ręcznikiem spogląda na mnie błyszczącymi oczami.

- Kochanie... - powtarzam cicho lekko się uśmiechając.



***



- I jak? - pyta Max, kiedy wychodzę z Zakątka. Opiera się nonszalancko o swój drogi czarny samochód. O ile się nie mylę to Porsche. Jest piękne, błyszczące o opływowych kształtach i idealnie pasuje do bruneta.

- Już wszystko załatwiłam. Pani Oliv powiedziała nawet, że jeżeli będę cię często przyprowadzała to w przyszłym miesiącu dostanę premię. - śmieję się wspominając jej wyraz twarzy, gdy wręczała mi wypłatę i to mówiła.

- Dlaczego? - pyta zdziwiony i marszczy brwi.

- Spora ilość klientek pytała o ciebie. - odpowiadam i daję mu kuksańca między żebra, a on odpycha mnie z błyskiem w oku.

- Widzisz. Jestem uwielbiany przez kobiety. - mówi robiąc dziubek i udaje, że pozuje do zdjęcia.

Już mam mu odpowiedzieć, gdy nagle słyszę za sobą znajomy, ochrypły od papierosów i częstych libacji głos tuż za mną.

- Grzeczna córeczka. Przyniosłaś tatusiowi pieniążki.

Przerażona i zdziwiona zarazem odwracam się do tyłu, by go zobaczyć. Średniego wzrostu, siwiejącego mężczyznę, o wyblakłych niebieskich oczach. W starej zniszczonej koszuli i spodniach od dresu z wielką plamą na lewej nogawce wygląda równie źle jak ostatnim razem gdy go widziałam kilka dni temu, gdy spał na moim łóżku, kiedy ja pakowałam swoje rzeczy i wyniosłam się do Cary. Osoby której nie znałam, a która okazała mi więcej ciepła niż mężczyzna stojący przede mną.

- No szybciej. Dawaj mi te pieniądze, bo nie mam czasu. Johny zaraz ma do mnie wpaść, a nie ma nic do żarcia i picia. - mówi wyciągając do mnie rękę. Jego głos i wyraz twarzy mówią mi, że jest zniecierpliwiony.

A ja potrafię tylko tak stać i ściskać mocniej rękę na kopercie z ciężko zarobioną wypłatą.

- No rusz tą swoją tłustą dupę! Słyszałaś co do ciebie powiedziałem?! - warczy na mnie, a w jego bladych oczach widzę ten szał, który towarzyszył mi od dziecka.

Wiem, że tuż za mną stoi Max. Czuję ciepło bijące z jego ciała. Nagle przed oczami mam twarz Cary. Jej uśmiech. Myślę o jej sile i dobrze jakim mnie obdarzyła. I chyba to sprawia, że znajduję w sobie odwagę.

- Nie.

Na jego twarzy maluje się zaskoczenie. Widzę je jednak tylko przez sekundę, bo już po chwili zmienia się we wściekłość.

- Coś ty powiedziała głupia dziewucho?!

- Powiedziałam, nie. I nie krzycz. Jeżeli nie widzisz jesteśmy w miejscu publicznym. - odpowiadam, a mój głos jest nad wyraz spokojny.

- W dupie, a nie miejscu publicznym! Dawaj mi tą forsę do cholery! - warczy i robi krok w moją stronę.

- Nie dostaniesz ode mnie ani złamanego grosza. Chcesz tylko pieniędzy i niczego więcej. Brakło ci na alkohol to sobie o mnie przypomniałeś co? Nagle masz córkę? A o tym, że od pewnego czasu nie mieszkam w domu? Tego nawet nie zauważyłeś pewnie. Tylko brak wódki jakoś na ciebie wpłynął to od razu o mnie pomyślałeś. - mówię, tak szybko, że słowa rozmywają się w potok słów. W potok mojego bólu.

Atak nadchodzi niemal od razu.

- Suka! Tyle lat cię wychowywałem, a ty tak mi się odpłacasz?! Głupia, bezużyteczna dziewucha! Myślisz, że co? Lepsza ode mnie jesteś?! Żonę mi zabrałaś suko! Przez ciebie jestem sam! To wszystko twoja wina ty śmieciu! A teraz co?! Nawet mi pieniędzy nie chcesz dać! Jesteś nikim! - wrzeszczy, a ja czuję każde słowo jak policzek.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie z Zakątka przyglądają się całej tej scenie zza szyb wystawienniczych. Max stoi za mną i słyszy każde słowo. A kierowcy, wolniej przejeżdają koło nas by zobaczyć co się dzieje.

Ale to nie to boli najbardziej.

Najgorsze jest to, że wspomniał o mamie.

Powoli podnoszę wzrok i patrzę mu prosto w oczy. Jest w szale. Drżącymi dłońmi sięgam do koperty i wyciągam pięćdziesiąt dolarów. Na sztywnych nogach podchodzę do niego, wciskam mu je w rękę, by już po chwili znów stać kawałek od niego.

- Masz. Weź. Więcej nie dostaniesz. Nie wrócę do mieszkania. Mam nowy dom. Taki do którego nie boję się wrócić. - mówię, ale to zdaje się do niego nie docierać. Zadowolony zwija banknoty i chowa do kieszeni. Gdy na mnie spogląda znów widać dzikość w jego spojrzeniu.

- Dla mnie nie istniejesz. Ja nie mam córki. - mówi i odchodzi.

Tak po prostu.

- Żegnaj tato... - szepczę cicho i zamykam oczy.

Ból. Jedyne co czuję to ból. Jak niewiele dla niego znaczyłam...

Czyjeś ramiona przygarniają mnie w mocnym uścisku. Czuję silną woń wody kolońskiej i ciepło.

- Jestem obok Rose. Chodź... Zabiorę cię do domu... Tylko nie płacz... - cichy, miękki baryton Maxa sprawia, że czuję się jeszcze bardziej krucha.

Nie wiedziałam, że płaczę. Ale w sumie to wyjaśnia czemu, mam mokre policzki i niewyraźnie widzę. Pozwalam żeby zaprowadził mnie do auta i zapiął za mnie pas. Jedyne co potrafię zrobić to patrzeć na swoje dłonie i białą kopertę.

Wiele razy wyzywał mnie i obrażał... Poniżał tak wiele razy... Nie dbał o mnie, a jednak... Zawsze w jakimś stopniu był. Przynajmniej miałam wrażenie, że mam jakąś rodzinę... Czemu tak jest, Boże? Czemu  pozwalasz, by ludzie cierpieli i swój ból przelewali na innych? Czemu o nasz nie dbasz...?

Zaciskam dłonie mocniej, aż paznokcie wbijają mi się w skórę tworząc białe plamy.

Pamiętam jak byłam mała. Miałam może cztery latka. Siedziałam na brudnej pościeli, a on spał. Był środek dnia. Spał tak długo... Byłam głodna, więc chciałam go obudzić... Leciutko potrząsałam jego dłonią i wołałam "Tatusiu...? Tatusiu...?". Kiedy wreszcie się dobudził nawet mnie nie zauważył. Wstając zwalił mnie z łóżka i nadepnął mi na dłoń. Bolało. Zaczęłam płakać. To był mój błąd. Nawrzeszczał na mnie, że jestem głupia i mam nie wchodzić do jego pokoju.

Miałam cztery lata...

Bałam się...

Po prostu się bałam...

To przy nim nauczyłam się, byś taką posłuszną. Zawsze spełniałam każdy jego rozkaz... Inni rodzice mogliby tylko pomarzyć o tak spokojnym i usłusznym dziecku...

Ale ja zawsze byłam zła...

Najgorsza...

Przeze mnie mama nie żyła...

Zawsze tak mówił, gdy chciał mnie na prawdę zranić. Nigdy nie mówił, że była moją mamą. Zawsze była "jego żoną". A ja zawsze ją zabijałam...

- Rose...? Chodź... Już jesteśmy... Zaprowadzę cię do pokoju dobrze...? - dopiero cichy głos bruneta sprowadził mnie na ziemię.

Lekko się rozejrzałam i zobaczyłam, że faktycznie byliśmy już pod domem Cary. Wokół było już strasznie ciemno, ale nie było późno. Na horyzoncie widać było ogromne, czarne chmury burzowe. Jak w transie znów pozwoliłam mu zająć się pasami. Wsparta na jego ręce wysiadłam z auta i zaczekałam za nim aż zaparkował samochód w garażu.

Już po chwili był przy mnie obejmując mnie mocno ramieniem. Coś do mnie mówił, ale nie wiem co. Myślami byłam już daleko. W zagraconym i zniszczonym mieszkaniu, gdzie zapewne mój ojciec opijał teraz z kolegami pozbycie się balastu.

"Ja nie mam córki."

Te słowa odbijają się w moim umyśle głośnym echem.

Chodzimy do środka, a ja nawet nie zdejmuję butów. Idę prosto do mojego pokoju i rzucam się na łóżko.

Już nie wytrzymuję i potok łez wypływa z moich oczu, ale tym razem go rejestruję. Wiem, że płaczę. Nie kontroluję tego. Czuję, jak powoli tracę możliwość oddychania przez nos z powodu łez. Słyszę, jak ktoś wchodzi do pokoju.

Ktoś delikatnie ściąga mi buty. Odwracam się lekko i widzę Maxa. Spogląda na mnie tak jakby mnie rozumiał. Nie szydzi. Nie śmieje się. Rozumie. Widzę to w jego oczach.

- Napalę w kominku. Będzie burza, a teraz potrzebujesz ciepła. Zasłonić okno? - mówi cicho, a jego głos jest przyjemnie ciepły.

Lekko kiwam głową w odpowiedzi, a on posyła mi smutny uśmiech. Podchodzi do okna i zasłania ciężką zasłonę,  a w pokoju od razu robi się ciemno. Kulę się w sobie. Słyszę jego kroki, a po chwili lampka po mojej prawej stronie rozbłyskuje światłem.

Kulę się na łóżku tyłem do okna, obserwując jak klęka przed kominkiem. Układa drewno, polewa je jakimś płynem z małej buteleczki stojącej koło węglarki. Wyciąga z kieszeni zapałki i zapala jedną. Przygląda się jej przez chwilę i już ma oparzyć jego palce, gdy wrzuca ją do kominka, w którym już płonie ogień.

Obraca się, a nasz wzrok się krzyżuje.

- Drżysz. - zauważa wstając.

Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nic mnie nie obchodzi. Nie wiem co się ze mną dzieje. W ogóle mało mnie to obchodzi. W głowie mam tylko to jedno zdanie. "Ja nie mam córki.".

- Rose... Ehh... Posuń się. - mówi.

Zadziwiona patrzę jak ściąga skarpetki i koszulkę, a ja speszona odwracam wzrok. Już po chwili leży obok mnie i nakrywa nas kołdrą. Bez słowa wtula mnie w swoje ciało i grzeje moje plecy. Jest tak blisko za mną, że czuję jego ciepło. Gorący oddech na karku niesamowicie mnie uspokaja.

Chcę się obrócić i mu podziękować. Boję się, że zaprotestuje więc przewracam się na drugi bok jak najszybciej, a nasz wargi ocierają się o siebie. Wciągam głośno powietrze i chcę się jak najszybciej odsunąć, ale uniemożliwia mi to. Łapie mnie za kark, wpijając mocno w moje usta.

Przerażona nie wiem co zrobić.

Kiedy nagle zdaję sobie sprawę z tego, że wcale nie jestem mu dłużna.

Wymieniamy pocałunki tak szybko jak karabin maszynowy ciskający pociskami na bitwie.

Wydając cichy jęk przyciąga mnie jeszcze bliżej błądząc dłonią po mojej twarzy.

Co ja robię...?

Nagle, nie czuję nic. Otwieram oczy, które zupełnie nieświadomie zamknęłam. Max wciąż leży obok mnie, ale kawałek dalej. Patrzy szeroko otwartymi oczami w sufi z rękami pod głową, czym tak bardzo przypomina mi Carę...

Cara...

O Boże?!

Co ja zrobiłam?!

- Nie powiem jej... Spokojnie...  To będzie nasza tajemnica... - odpowiada zupełnie jakby znał moje myśli.

- Nie powinniśmy tego robić... - mówię cicho.

Obraca twarz w moją stronę. Jest przystojny. Cholernie przystojny. Czemu dopiero teraz zauważam jak bardzo...?

- Co się stało to się nie odstanie. Śpij Rose. Będę czuwał. - mówi z dziwnym błyskiem w czach, a światło z kominka odbija się w nich, jakby płonęły.

I po chwili faktycznie odpływam.



***



Kobieta siedzi naprzeciw niej. Jej cel znajduje się tylko kawałek od niej, a jednak nic nie może zrobić. Dopiero jutro wieczorem ma ją usunąć. Tak zażyczył sobie ten nowy klient. Miał głupi pomysł. Dwudniowa obserwacja i dopiero potem przejście do konkretów... Głupia umowa, ale cóż... Pieniądze zawsze się przydają.

Blondynka podnosi nagle wzrok i uśmiecha się wprost do niej. Unosi swoją szklankę do góry z różanym od szminki uśmiechem, a jej biust niemal wylewa się z obcisłej sukienki. Udając zadowolenie również unosi swoją szklankę.

W pamięci odnotowuje, że już nigdy nie wejdzie za celem do klubu dla lesbijek.






__________________________________________________________________________

I oto nowy rozdział. Długi. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

I gorąco witam nową "otwartą" czytelniczkę :)

To na prawdę miłe, że ktoś to czyta :)

Trzymajcie się mocno :)

8 kwietnia 2015

Rozdział 11

Wpatruje się we mnie tymi jasnymi oczami, a ja nie wiem czemu ufam mu. Na prawdę wygląda na zdziwionego. Jednak... Czy na prawdę dziwi się, że jego zachowanie wcale nie jest takie fajne? Tak trudno zrozumieć, że niektórzy wolą spokój?

- Max... Wiem, że ty i Cara jesteście przyjaciółmi od dawna, zdążyłam już zauważyć, jak zachowujecie się przy sobie, jak na ciebie reaguje... Zdajecie się nie mieć przed sobą żadnych tajemnic. Dlatego mimo twojego specyficznego zachowania i poczucia humoru ufam ci. A to, iż na początku nasza znajomość wypadła... Krucho, nie skreśla jej od razu. - mówię po chwili, czując jak mi się przygląda.

Patrzy mi prosto w oczy i lekki uśmiech wykwita na jego twarzy.

- Cieszę się, że Cat trafiła na ciebie. - mówi, a jego słowa wprawiają mnie w zakłopotanie.

Uciekam wzrokiem do dołu, bo rozmowa o moich stosunkach z czarnowłosą wydaje mi się zbyt intymna.

Brunet musiał to zauważyć.

- Przepraszam. Wiem, że to nie jest ok z mojej strony, gdy tak nagle o niej wspominam. Mimo to... - urywa.

Podnoszę na niego wzrok. Co chciał powiedzieć?

Jednak zanim jakiekolwiek słowa wychodzą z moich ust, drzwi otwierają się, a w nich pojawia się moja zmienniczka. Rude, kręcone włosy związała w dwa kucyki na bokach głowy, ozdabiając je białymi wstążkami. Jej bystre niebieskie oczy błyszczą, a jej uwagę niemal natychmiast przykuwa mój rozmówca.

Widzę to w jej spojrzeniu.

- Cześć Lili. - uśmiecham się lekko, gdy podchodzi do baru, zdecydowanie zbyt blisko Maxa.

- Przepraszam, że tak późno, ale musiałam pomoc Kaylowi w porządkach. - mówi wbijając wzrok w bruneta.

Ten zauważa jej spojrzenie, rzuca śnieżnobiały uśmiech i kiwa lekko głowa.

- Max Walker. Znajomy Rose.

- Nie mówiłaś, że masz takich znajomych. - rzuca we mnie oskarżycielsko, na co tylko prycham cicho.

Zaczyna się.



***


Zamykam za sobą drzwi do pokoju, odkładam czyste ubrania do szafy i zmęczona siadam na łóżku. Jest grubo po północy, a ja dopiero szykuję się do snu. Po powrocie z kawiarni Max stwierdził, że powinniśmy zaszaleć. Zabrał mnie do baru z kiepską muzyką, gdzie zmusił mnie do zjedzenia całej dużej pizzy. Kiedy próbowałam mu powiedzieć, że zwariował zamówił drugą - dla siebie.

Mimo tego, nie mogłam na niego narzekać. Postanowiliśmy zacząć od nowa i nawet to szło. Co prawda wciąż, były momenty, w których chciałam go zabić, ale sama nie pozostawałam mu dłużna. Wciąż się sprzeczaliśmy, kiedy wróciliśmy do domu z postanowieniem północnego maratonu filmów.

Stanęło na horrorach.

Otulam się ramionami i prycham śmiechem, kiedy przypominam sobie zachowanie bruneta. Wciąż dogadywał wszystkim postacią, żeby nie robiły tego czy tamtego.

Uśmiecham się lekko i kładę na nieprzyzwoicie miękkim materacu. Nagle coś zaczyna wibrować pod moją głową. Zdziwiona podnoszę głowę do góry, powoli sięgając pod poduszkę, a moja ręka natrafia na chłodny metal.

Kompletnie zszokowana wyciągam śliczny telefon dotykowy w zielonej obudowie z wizerunkiem misia. Zupełnie nie rozumiejąc skąd tam się wziął spoglądam na wyświetlacz, a moje serce zaczyna bić szybciej.

Drżącymi dłońmi odbieram połączenie.

- Nareszcie. Już myślałam, że się tam pozabijaliście. - wesoły głos Cary, przyprawia mnie o dreszcze, wywołując szeroki uśmiech na moich ustach.

- Zdziwiłabyś się. Nawiązujemy porozumienie. - mówię, jak najdelikatniej trzymając cudo techniki w rękach.

- To dobrze. Podoba ci się prezent?

- Pre... Zaraz. O czym mówisz? - pytam zdziwiona. Nie wiem o co jej chodzi.

- O telefon głuptasie. Martwiłam się, że ci się nie spodoba. Ale jeżeli chcesz inny to wymienimy go zaraz po moim powrocie.

Zamykam oczy wstrzymując oddech. Jej głos jest taki szczery i wesoły... Ale to przesada... Muszę jej to powiedzieć...

- Caro...?

- Tak Rosalie?

- Nie mogę go przyjąć.

Słyszę jak głośno wciąga powietrze i przez chwilę nie odpowiada. Mimowolnie kulę się w sobie, bo nie chce jej urazić. Jednak... To za dużo.

- Nie podoba ci się? Jest za mały? Kolor nie taki? - rzuca we mnie gradem pytań, a jej słowa zdają się byś z lodu.

- Jest piękny, ale... Na pewno nie był tani, a mnie na niego nie stać. - mówię cicho, bojąc się jej wybuchu.

- Rose... - szepcze cicho - To prezent, więc nie oczekuję za niego żadnych pieniędzy. Jesteś dla mnie ważna i chcę... Może zabrzmi to szczeniacko, ale chce dać ci cały świat. Zasługujesz na znacznie więcej niż dotychczas miałaś. Poza tym o ile wiem nie masz telefonu, a ja muszę się jakoś z tobą kontaktować Rosalie...

Jej słowa wprawiają mnie w osłupienie. Uśmiecham się leciutko, gładzę palcem misia na obudowie. W tej wypowiedzi, zawarła tyle rzeczy o których dotąd mi nie mówiła...

"Jesteś dla mnie ważna."

"Chce dać ci cały świat."

Pojedyncza łza spływa po moim policzku, a kiedy się odzywam mój głos drży.

- Ty również jesteś dla mnie ważna... Caro ja... - zaczynam, ale mi przerywa.

- Mam prośbę. Połóż się na łóżku i przykryj. Pewnie marzniesz.

- Skąd wiesz...? - pytam zdziwiona, ale od razu spełniam jej prośbę, okrywając się szczelnie kołdrą.

- Już troszkę cię znam. Tęsknię wiesz? Cholernie mocno tęsknię.

Czuję rumieńce na twarzy.

- Ja też tęsknię... Jak praca?

- Eh... Dzisiaj zajęłam się głównie zakwaterowaniem, potem byłam na spotkaniu z przedstawicielem jednego z kontrahentów. Ogółem nic ciekawego. - dopiero teraz zauważam zmęczenie w jej głosie.

- Może powinnaś się położyć? Pewnie jutro czeka cię ciężki dzień w pracy. - mówię cicho, martwiąc się o nią. Powinna więcej spać.

- I tak nie usnę. Nienawidzę hoteli. Nigdy nie mogę w nich usnąć. - mówi, a mnie robi się jej szkoda.

- Chce cię przytulić.

- Naprawdę? - pyta zdziwiona, sprawiając, że dochodzi do mnie fakt, że powiedziałam to głośno.

- Naprawdę... Połóż się i pomyśl, że jestem obok ciebie. - proponuję, znów przywołując róż na policzkach.

- Hmm... Nie wiem czy akurat chciałabym spać w takiej chwili. - jej cichy pomruk wywołuje dreszcze w całym moim ciele.

Niespodziewanie wyrywa mi się jeden cichy jęk. Cara głośno wciąga powietrze, a  ja czuję się zażenowana do granic możliwości. Chce już przeprosić, ale czarnowłosa odzywa się cicho, głosem, którego nie poznaję.

- Połóż się spać Rosalie. Ja też spróbuję usnąć. Myśląc o tobie wtulonej we mnie.

- Caro ja...

- Dobranoc kochanie. - szepcze cicho i się rozłącza.

Delikatnie odkładam telefon na szafkę nocną i gaszę światło,  uważając żeby nie zwalić niczego drżącymi rękami.

Moje serce skacze głośno w mojej piersi, wybijając muzykę, której nie znam.

Odpływam myśląc o Niej. O tym wszystkim.


___________________________________________________________________________


Bardzo przepraszam, wiem, że notki miały pojawić się wcześniej, ale w święta nie miałam internetu :C

A tak bardzo chciałam dotrzymać postanowień!

Ale teraz powinno już pójść dobrze.

Jak wam się podoba taka odsłona Cary? Co myślicie o niej i o Rose?

A Max? Taki nieco skruszony?

Co do szkiców domu Cary i Zakątka, pracuje nad nimi :)

Trzymajcie się ciepło ! :D

Pozdrawiam :)