Wpatruje się we mnie tymi jasnymi oczami, a ja nie wiem czemu ufam mu. Na prawdę wygląda na zdziwionego. Jednak... Czy na prawdę dziwi się, że jego zachowanie wcale nie jest takie fajne? Tak trudno zrozumieć, że niektórzy wolą spokój?
- Max... Wiem, że ty i Cara jesteście przyjaciółmi od dawna, zdążyłam już zauważyć, jak zachowujecie się przy sobie, jak na ciebie reaguje... Zdajecie się nie mieć przed sobą żadnych tajemnic. Dlatego mimo twojego specyficznego zachowania i poczucia humoru ufam ci. A to, iż na początku nasza znajomość wypadła... Krucho, nie skreśla jej od razu. - mówię po chwili, czując jak mi się przygląda.
Patrzy mi prosto w oczy i lekki uśmiech wykwita na jego twarzy.
- Cieszę się, że Cat trafiła na ciebie. - mówi, a jego słowa wprawiają mnie w zakłopotanie.
Uciekam wzrokiem do dołu, bo rozmowa o moich stosunkach z czarnowłosą wydaje mi się zbyt intymna.
Brunet musiał to zauważyć.
- Przepraszam. Wiem, że to nie jest ok z mojej strony, gdy tak nagle o niej wspominam. Mimo to... - urywa.
Podnoszę na niego wzrok. Co chciał powiedzieć?
Jednak zanim jakiekolwiek słowa wychodzą z moich ust, drzwi otwierają się, a w nich pojawia się moja zmienniczka. Rude, kręcone włosy związała w dwa kucyki na bokach głowy, ozdabiając je białymi wstążkami. Jej bystre niebieskie oczy błyszczą, a jej uwagę niemal natychmiast przykuwa mój rozmówca.
Widzę to w jej spojrzeniu.
- Cześć Lili. - uśmiecham się lekko, gdy podchodzi do baru, zdecydowanie zbyt blisko Maxa.
- Przepraszam, że tak późno, ale musiałam pomoc Kaylowi w porządkach. - mówi wbijając wzrok w bruneta.
Ten zauważa jej spojrzenie, rzuca śnieżnobiały uśmiech i kiwa lekko głowa.
- Max Walker. Znajomy Rose.
- Nie mówiłaś, że masz takich znajomych. - rzuca we mnie oskarżycielsko, na co tylko prycham cicho.
Zaczyna się.
***
Zamykam za sobą drzwi do pokoju, odkładam czyste ubrania do szafy i zmęczona siadam na łóżku. Jest grubo po północy, a ja dopiero szykuję się do snu. Po powrocie z kawiarni Max stwierdził, że powinniśmy zaszaleć. Zabrał mnie do baru z kiepską muzyką, gdzie zmusił mnie do zjedzenia całej dużej pizzy. Kiedy próbowałam mu powiedzieć, że zwariował zamówił drugą - dla siebie.
Mimo tego, nie mogłam na niego narzekać. Postanowiliśmy zacząć od nowa i nawet to szło. Co prawda wciąż, były momenty, w których chciałam go zabić, ale sama nie pozostawałam mu dłużna. Wciąż się sprzeczaliśmy, kiedy wróciliśmy do domu z postanowieniem północnego maratonu filmów.
Stanęło na horrorach.
Otulam się ramionami i prycham śmiechem, kiedy przypominam sobie zachowanie bruneta. Wciąż dogadywał wszystkim postacią, żeby nie robiły tego czy tamtego.
Uśmiecham się lekko i kładę na nieprzyzwoicie miękkim materacu. Nagle coś zaczyna wibrować pod moją głową. Zdziwiona podnoszę głowę do góry, powoli sięgając pod poduszkę, a moja ręka natrafia na chłodny metal.
Kompletnie zszokowana wyciągam śliczny telefon dotykowy w zielonej obudowie z wizerunkiem misia. Zupełnie nie rozumiejąc skąd tam się wziął spoglądam na wyświetlacz, a moje serce zaczyna bić szybciej.
Drżącymi dłońmi odbieram połączenie.
- Nareszcie. Już myślałam, że się tam pozabijaliście. - wesoły głos Cary, przyprawia mnie o dreszcze, wywołując szeroki uśmiech na moich ustach.
- Zdziwiłabyś się. Nawiązujemy porozumienie. - mówię, jak najdelikatniej trzymając cudo techniki w rękach.
- To dobrze. Podoba ci się prezent?
- Pre... Zaraz. O czym mówisz? - pytam zdziwiona. Nie wiem o co jej chodzi.
- O telefon głuptasie. Martwiłam się, że ci się nie spodoba. Ale jeżeli chcesz inny to wymienimy go zaraz po moim powrocie.
Zamykam oczy wstrzymując oddech. Jej głos jest taki szczery i wesoły... Ale to przesada... Muszę jej to powiedzieć...
- Caro...?
- Tak Rosalie?
- Nie mogę go przyjąć.
Słyszę jak głośno wciąga powietrze i przez chwilę nie odpowiada. Mimowolnie kulę się w sobie, bo nie chce jej urazić. Jednak... To za dużo.
- Nie podoba ci się? Jest za mały? Kolor nie taki? - rzuca we mnie gradem pytań, a jej słowa zdają się byś z lodu.
- Jest piękny, ale... Na pewno nie był tani, a mnie na niego nie stać. - mówię cicho, bojąc się jej wybuchu.
- Rose... - szepcze cicho - To prezent, więc nie oczekuję za niego żadnych pieniędzy. Jesteś dla mnie ważna i chcę... Może zabrzmi to szczeniacko, ale chce dać ci cały świat. Zasługujesz na znacznie więcej niż dotychczas miałaś. Poza tym o ile wiem nie masz telefonu, a ja muszę się jakoś z tobą kontaktować Rosalie...
Jej słowa wprawiają mnie w osłupienie. Uśmiecham się leciutko, gładzę palcem misia na obudowie. W tej wypowiedzi, zawarła tyle rzeczy o których dotąd mi nie mówiła...
"Jesteś dla mnie ważna."
"Chce dać ci cały świat."
Pojedyncza łza spływa po moim policzku, a kiedy się odzywam mój głos drży.
- Ty również jesteś dla mnie ważna... Caro ja... - zaczynam, ale mi przerywa.
- Mam prośbę. Połóż się na łóżku i przykryj. Pewnie marzniesz.
- Skąd wiesz...? - pytam zdziwiona, ale od razu spełniam jej prośbę, okrywając się szczelnie kołdrą.
- Już troszkę cię znam. Tęsknię wiesz? Cholernie mocno tęsknię.
Czuję rumieńce na twarzy.
- Ja też tęsknię... Jak praca?
- Eh... Dzisiaj zajęłam się głównie zakwaterowaniem, potem byłam na spotkaniu z przedstawicielem jednego z kontrahentów. Ogółem nic ciekawego. - dopiero teraz zauważam zmęczenie w jej głosie.
- Może powinnaś się położyć? Pewnie jutro czeka cię ciężki dzień w pracy. - mówię cicho, martwiąc się o nią. Powinna więcej spać.
- I tak nie usnę. Nienawidzę hoteli. Nigdy nie mogę w nich usnąć. - mówi, a mnie robi się jej szkoda.
- Chce cię przytulić.
- Naprawdę? - pyta zdziwiona, sprawiając, że dochodzi do mnie fakt, że powiedziałam to głośno.
- Naprawdę... Połóż się i pomyśl, że jestem obok ciebie. - proponuję, znów przywołując róż na policzkach.
- Hmm... Nie wiem czy akurat chciałabym spać w takiej chwili. - jej cichy pomruk wywołuje dreszcze w całym moim ciele.
Niespodziewanie wyrywa mi się jeden cichy jęk. Cara głośno wciąga powietrze, a ja czuję się zażenowana do granic możliwości. Chce już przeprosić, ale czarnowłosa odzywa się cicho, głosem, którego nie poznaję.
- Połóż się spać Rosalie. Ja też spróbuję usnąć. Myśląc o tobie wtulonej we mnie.
- Caro ja...
- Dobranoc kochanie. - szepcze cicho i się rozłącza.
Delikatnie odkładam telefon na szafkę nocną i gaszę światło, uważając żeby nie zwalić niczego drżącymi rękami.
Moje serce skacze głośno w mojej piersi, wybijając muzykę, której nie znam.
Odpływam myśląc o Niej. O tym wszystkim.
___________________________________________________________________________
Bardzo przepraszam, wiem, że notki miały pojawić się wcześniej, ale w święta nie miałam internetu :C
A tak bardzo chciałam dotrzymać postanowień!
Ale teraz powinno już pójść dobrze.
Jak wam się podoba taka odsłona Cary? Co myślicie o niej i o Rose?
A Max? Taki nieco skruszony?
Co do szkiców domu Cary i Zakątka, pracuje nad nimi :)
Trzymajcie się ciepło ! :D
Pozdrawiam :)
Ja się samej siebie pytam, jakim cudem mi ten rozdział umknał? o.O
OdpowiedzUsuńZła kobieta ze mnie :(
Max jest cuuudooownyyy! Najcudowniejszy na świecie, więc nawet Rose musiała mu wybaczyć i świetnie się z nim bawić :D Może pomyślisz coś o trójkąciku czy coś? Może być nawet, że Rose poleci na dwa fronty, bo Cara trochę się ociąga. Wiem, wiem, że nie zamierza jej wystraszyć i takie tam, ale ich do siebie przecież ciągnie!
Tyle emocji, że o matko! Kiedy wraca Cara? I co wykombinuje Max? Zżera mnie ciekawość, więc pisz pisz :*
PS: Nie wybaczę sobie, że tyle dni nie było tu mojego komentarza :(
Już się martwiłam, że napisałam taki chłam, iż wszyscy się wystraszyli i pouciekali od mojego opowiadania jak najdalej :D
OdpowiedzUsuńSpokojnie możesz sobie wybaczyć, bo przecież nadrobiłaś to :D
Myślę, że o ile wszystko pójdzie po mojej myśli następny rozdział powinien Ci się bardzo spodobać, bo będzie w nim sporo Maxa :D
Oooo, Max <3 Już się nie mogę doczekać :D
UsuńPiekny wpis i czekam na next :) czytałam juz wczoraj ale nie mialam jak skomentować :)
OdpowiedzUsuńHmm ciekawi mnie postac Maksa