Nie jestem pewna co pierwsze wydarło mnie ze snu. Jasne promienie słońca wwiercające się boleśnie w moje powieki czy boski zapach unoszący się w pokoju. Może to obie rzeczy połączone razem?
Przeciągam się leniwie, ziewając i siadam na łóżku. Rozglądam się po sypialni. Drzwi są zamknięte, a widok z okna przyprawia o same pozytywne myśli. Uśmiecham się lekko, przypominając sobie wczorajszy wieczór w ramionach czarnowłosej. Mimo moich obaw, strachu i nieświadomości co do takich spraw byłam... Szczęśliwa? Chyba tak mogłabym nazwać ten stan.
Przed snem myślałam. Dużo myślałam o całej tej sytuacji.
Uciekłam z domu. Tak to trzeba nazwać. Jednak czy nie zrobiłam dobrze? Od kilku miesięcy rozmyślałam to rozwiązanie, ale zawsze brakowało mi odwagi. Wczoraj moją odwagą okazała się Cara. Nikt nigdy nie zainteresował się tym jak żyłam. Nikt nigdy o tym nie mówił. Zupełnie jakby to się nie działo.
Tyle, że to miało miejsce. W domu, w którym się wychowywałam. Z dala od matki, której nigdy nie poznałam, przy mężczyźnie, który obwiniał mnie o śmierć żony. Bez dziadków jak inni, bez cioć i wujków. Zimą często siedziałam w domu w kurtce i swetrach owinięta kocem, a i tak mój oddech zmieniał się w parę. Czasem ktoś zaprosił mnie na ciepłą zupę, albo kanapki, gdy widzieli mnie na klatce schodowej.
Podkulam nogi pod brodę, obejmując je ramionami i patrzę na kominek.
Przed oczami pojawiły mi się wspomnienia. Wiele smutnych, samotnych wspomnień.
Najgorsze były święta... Czasami przechadzałam się po zaśnieżonych ulicach przyglądając się szczęśliwym ludziom zza zamarzniętych okien. W każdym większym domu palił się wesoły ognień w kominkach. Pięknie oświetlone i ubrane choinki, a pod nimi sterty prezentów. Chociaż nie wszędzie. Nieraz były to tylko niewielkie, symboliczne upominki. Jednak i tak serce zawsze krajało mi się na ich widok. Inni mieli chociaż rodziny, ludzi, którzy ich kochali i szanowali.
Zaciskam oczy czując łzy. Nie mogę płakać. Za wiele już łez wylałam wspominając przeszłość. Te jednak napływają do moich oczu zupełnie nieproszone. Nie chce psuć tego dnia. Pierwszego dnia wolności z dala od tamtego koszmaru.
Teraz już nie będę. Nie będę płakała.
Otwieram oczy, spoglądając na krajobraz rozciągający się za oknami. Podchodzę do niego, opierając się lekko o białą futrynę. Widok zniewala. W odległości około stu metrów od domu zaczyna się las mieszany. Trawnik wokół jest pięknie zielony i zadbany. Zauważam kilka ławeczek, krzaków ozdobnych oraz fragment boiska do koszykówki.
Unoszę zdziwiona brwi do góry. Cara nie wygląda na kogoś kto gra, chociaż... Może się mylę?
Podnoszę dłoń do policzka i z radością stwierdzam, że jest już suchy, a ja nie płaczę. Jednak piękno pozwala się uspokoić. Z uśmiechem spoglądam w dół na swoje ubranie od razu czując dyskomfort.
Mam na sobie te same ubrania, w których spędziłam poprzedni dzień. Cieszyłam się, że czarnowłosa nie próbowała mnie przebierać, ale z drugiej strony sama mogłam o tym pomyśleć. Kiwam zdegustowana głową sama na siebie i rozglądam się po pokoju. Nigdzie nie dostrzegam mojego plecaka, ani prowizorycznej torby.
Tknięta nagłym przeczuciem podchodzę do szafy i lekko uchylam białe drzwiczki. Ku mojemu zdziwieniu okazuje się, że wszystkie moje ubrania leżą porozkładane na półeczkach, wraz z kilkoma rzeczami, których kompletnie nie rozpoznaję. Otwieram szufladę, znajdując jednocześnie moją bieliznę poskładaną w kosteczkę.
Czując rumieńce na twarzy zabieram czyste majteczki, stanik, białe rybaczki i szary sweterek w misie. Kładę wszystko na brzegu łóżka i już mam zacząć się przebierać, gdy nagle zauważam zmianę. Zaraz po przebudzeniu drzwi do pokoju były zamknięte, a teraz lekko uchylone.
Dreszcz niepokoju przebiega mi po kręgosłupie. Bardzo powoli dochodzę do nich i zamykam je cichutko. Co to ma oznaczać? Ktoś się ze mnie nabijał? Cara?
Kiwam głową.
Wpadam w paranoję. Od razu wszędzie muszę się doszukiwać morderców i psychopatów? Prawda jest taka, że gdyby czarnowłosa chciała mnie skrzywdzić już dawno, by to zrobiła.
Przebieram się szybko, składając brudne ubrania i kładąc je na jedną z pustych szafek. Wciągam jeszcze tylko białe szare skarpetki i zamykam szafę. Chcę już wyjść, kiedy stwierdzam, że pościelę jeszcze łóżko. Poprawiam prześcieradło, trzepię miękkie poduszki i wygładzam kołdrę zaginając na wierzch brzeg przy poduszkach. Kiedy jestem już zadowolona z efektu postanawiam nareszcie wyjść.
Opuszczając pomieszczenie przymykam drzwi i rozglądam zaciekawiona wokół. Znajduję się w niewielkim korytarzyku po jednej stronie oddzielonym białą barierką z pięknie zdobionymi szczeblami. Moje stopy zapadają się lekko w miękkim, beżowym dywanie, który ładnie współgra z szarymi ścianami dodając mu życia.
Opieram się lekko po barierce rozglądając wokół. Korytarzy rozciąga się po mojej prawej i lewej stronie zawracając tak, że tworzy literę "u". Naprzeciw mnie znajduje się ściana z ogromnymi oknami dwupiętrowymi. Na piętrze zauważam jeszcze trzy inne pary drzwi, a po lewo schody do których niemal biegnę, chcąc zobaczyć resztę domu.
Zachowując się kompletnie jak dziecko schodzę na parter i rozglądam się znów ciekawsko. Ciemna, drewniana podłoga oraz karmelowe ściany idealnie pasują do salonu, który rozciąga się pod wolną przestrzenią. Koło schodów znajduje się niewielki korytarz prowadzący do drzwi wejściowych.
Spoglądam w lewo i zauważam duże podwójne drzwi. Trafiam do dużej jadalni połączonej z przestronną kuchnią. Szereg okien sprawia, że jest tu bardzo jasno. Wrażenie potęguje podłoga wykonana z jasnego drewna i białe obicia ciemnych krzeseł. Część kuchenną od jadalnej oddziela ciemna wyspa, przy której stoją trzy krzesła barowe.
Gdy zauważam Carę stojącą do mnie tyłem uśmiecham się lekko. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy to mój nos mnie tu przywiódł. Zapachy roznoszące się tu są odurzające. Siadam na jednym z krzeseł barowych, przyglądając się czarnowłosej.
Ma na sobie ciemne, obcisłe marmurki, a do tego zauważam czarną marynarkę. Na nogach ma skórzane koturny. Gdy obraca się w moją stronę niemal od razu się rumienię. Do tego ma obcisłą białą koszulę, której kilka górnych guziczków wcale nie zapięła, ukazując nieco dekoltu.
- Wstałaś już? - już mam odpowiedzieć, gdy znów się odzywa. - Zrobię ci śniadanie.
Zdziwiona obojętnością w jej głosie kulę się nieco.
- Caro ja... Dziękuję, nie trzeba... - zaczynam cicho czując się winną.
- Śniadanie to podstawa każdego dnia. To, że chwilowo znajdujesz się w moim domu upoważnia mnie do bycia za ciebie odpowiedzialną. - mówi jednocześnie wyciągając z lodówki jajka, masło, zieloną paprykę i pomidory.
- Ja... Skoro już muszę zjeść to mogę sama...
- Do cholery! Przestań! Zrobię ci to śniadanie i koniec kropka. Potem niestety muszę wyjść do pracy, ale koło szesnastej powinnam wrócić. - wykrzykuje czym zupełnie mnie zaskakuje.
Czy ona była na mnie zła? Zrobiłam coś nie tak...? Przecież wczoraj była taka... Taka troskliwa, a teraz... Przyglądam się jej jak kroi warzywa w średnią kostkę, zapala gaz i podsmaża wszystko na maśle. Zapach jaki unosi się w powietrzu faktycznie sprawia, ze głodnieję.
Zraz...
- Jak to wychodzisz? Mam tu zostać?! A co z Zakątkiem? Ja też pracuję! - wyrzucam z siebie, czym widocznie musiałam ją rozbawić, bo spoglądam na mnie nieco łagodniej.
- Załatwię wszystko z panią Oliv. Nie przejmuj się tym. I tak. Wolałabym abyś tu została. Do miasta samochodem jest kawałek drogi, a autobusy... No cóż. Po lasach nie kursują. - mówi roztrzepując w miseczce jajka.
Lekko zdenerwowana opieram się policzkiem o chłodny blat wyspy.
- Nie powinnam ci ufać... - mówię.
Spojrzenie jakim mnie obdarza na powrót staje się zimne. Zauważam też zmianę w jej posturze, prostuje się bardziej, a jej oczy tracą blask.
- Wiem. Jednak z jakiegoś powodu mi ufasz. Nie martw się. Nie wykorzystam tego. Jak również sytuacja z wczoraj się nie powtórzy. Możesz mieszkać w moim domu ile chcesz. Nie zależy mi na tym, bo i tak często wyjeżdżam w interesach, a wtedy stoi tu pusty. - mówi, a raczej cedzi słowa.
Kulę się w sobie bardziej czując wyrzuty sumienia. Już chcę ją przeprosić, gdy nagle stawia przede mną ogromy talerz z pysznie wyglądającą jajecznicą posypaną świeżym szczypiorkiem, który wraz z innymi przyprawami stoi w doniczce na parapecie, gorącymi tostami i kubkiem aromatycznej herbaty.
- Smacznego. Zmywać nie musisz. Zostaw wszystko, potem się tym zajmę. Cały do jest do twojej dyspozycji. Do tego ogród. - mówi wychodząc z części kuchennej do jadalnej i zmierzając w stronę salonu.
Zrywam się z krzesła, biegnąc za nią. Dopadam ją dopiero w małym korytarzu przy drzwiach. Związuje włosy w wysoki kucyk i zakłada okulary przeciwsłoneczne.
- Cara ja... Czy zrobiłam coś złego wczoraj...? - wypalam nagle, gdy nasze spojrzenie się krzyżuje.
- Wczoraj było wczoraj. Owszem, było mi cudownie, ale to tyle. To nie powinno się zdarzyć. Koniec tematu. Żegnaj Rose. - mówi, chwytając czarną torbę i wychodząc z domu.
Chcę wyjść za nią, zapytać o co chodzi, czemu jest taka oschła, ale coś mnie powstrzymuje.
"To nie powinno się zdarzyć."
Boże, jaka ja jestem głupia!
Czując przygnębienie, które od razu przypomina mi o moim rannym smutku wracam do kuchni. Zjadam jajecznicę, która jest wyborna, a potem wypijam ciepły wciąż napar. Smakuje wanilią i pomarańczami.
Opieram się wygodnie o blat, wpatrując w przyprawy rosnące w doniczkach.
Wczoraj miałam wrażenie, że była tak bardzo mną zainteresowana, opiekuńcza... A dziś? Zupełnie jakbym miała do czynienia z inną kobietą. Nie rozumiem tego. Przecież nic złego nie zrobiłam! Była na mnie zła bez powodu!
A może to nie na ciebie była zła? - jakiś głos mojej podświadomości szepcze mi cicho - Może była zestresowana? Widziałaś przecież, jak się śpieszyła. Może stres związany z pracą?
Wydaje się to możliwe... Nawet jeśli to prawda, nie miała prawa wyżywać się na mnie! Nic złego nie zrobiłam... Może jednak?
Bardzo dokładnie przeanalizowałam naszą znajomość od samego początku. Kiedy nie doszukałam się niczego nieprawidłowego w moim zachowaniu, coś innego skupiło moją uwagę.
Cara wygląda mi na dziewczynę z prologu :) Strasznie fajnie dawkujesz informacje - trzeba wczytywać się w rozdziały, aby wyłapać najciekawsze momenty i czekać na kolejny, aby dowiedzieć się czegoś nowego :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam coś o bohaterach i czekam na Maxa :D Nie wiem kim jest, co zrobi i jak to wszystko będzie wyglądało, ale nie mogę się doczekać!
Cara, morderczynią z prologu? Hmmm... pomyślę o tym :)
UsuńPowiesz co skłoniło Cię do połączenia Cary i Lady? ;)
Dziękuję za pochwałę, która wiele dla mnie znaczy, bo uważam, że to właśnie Ty świetnie dawkujesz emocje ;) Szczególnie gdy dzisiaj płakałam nad biednym Jazzem :'(
Co do Maxa... Sama nie mogę się go doczekać xD Mogę tylko powiedzieć, że z nim nigdy nie będzie nudno :)
Oooo, to są dwie różne kobiety :D A to ciekawe, czyli będzie elektryzująca fabuła! Na razie strasznie zastanawia mnie tysiąc rzeczy, ale poczekam :D Codziennie sprawdzam czy coś dodałaś, bo się niecierpliwię :)
OdpowiedzUsuńMam po sesji, więc u mnie rozdziały zaczną się pojawiać znów w ekspresowym tempie. Nie chwal mnie tak, bo wpadnę w samozachwyt (mój chłopak często się ze mnie śmieje, jak czytam komentarze i potem jestem taka uśmiechnięta, szczęśliwa i w ogóle:D).
Masz zarys całej fabuły w głowie? Czy masz główny temat i po prostu ciągle do niego coś nowego wymyślasz? :)
Nic więcej o nich powiedzieć niestety nie mogę ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że czekanie się opłaci i nie zanudzę Cię zbyt szybko :)
Ja mam to samo z przyjaciółmi, więc trochę to znam, ale z drugiej strony to strasznie nakręca, czyż nie?
W głowie mam główny wątek, po notesach rozrysowane już niektóre zdarzenia, jednak nie ukrywam, że większość pomysłów i fragmentów to moje sny, nocne przemyślenia oraz emocje.
o kurcze. . Cara sie zdenerwowala.. hmmm ...
OdpowiedzUsuńa Rose nie chodzi do szkoly? czy cos? poza tym jej ojciec od tak oleje jej znikniecie.?
www.czarnekrolestwo.blog.pl