Gdy wchodzimy do mieszkania pierwsze co czuję to smród. Odrzucający zapach alkoholu, wymiocin i stęchlizny. Boję się wejść dalej i zamieram z dłonią na klamce. Jednak ona popycha mnie dalej do szarego korytarzyka wyłożonego starym linoleum i obdrapaną boazerią.
Niepewnie zerkam do niewielkiej kuchenki. Na betonowej podłodze widać ślady błota. Stary regał kuchenny cały zawalony jest pustymi butelkami i resztkami jedzenia.
Zaciskam dłoń na framudze drzwi czując ból rosnący w sercu.
Stało się.
Nie było mnie tylko kilka godzin w domu, a tu... Pobojowisko. Starałam się utrzymać to miejsce w ładzie tak długo jak tylko dawałam radę, ale teraz... Stało się.
- Rose...? Powinnaś to zobaczyć... - słyszę za sobą głos dziewczyny.
Obawiając się najgorszego idę do niej w stronę pokoju dziennego. Okropny smród jest coraz gorszy. Staję obok niej w drzwiach i zamieram po raz drugi. Na ścianach widnieją okropne rysunki zrobione czarną farbą, a stary, pomarańczowy dywan w kilku miejscach ma plamy po wymiocinach.
W ekranie telewizora zieje dziura z której wystaje kawałek lampy, zupełnie jakby ktoś rzucił nią w niego chcąc go wyłączyć. Jest zimno. Wszędzie walają się kawałki szkła i starych, brudnych szmat. Wciągam głośno powietrze, widząc mężczyznę śpiącego na stole. Dalej na kanapie chrapie inny. Śmierdzą alkoholem. Nie poznaję ich.
Czuję wstyd i ból.
Czuję jak delikatnie dotyka mojego ramienia.
Co teraz musi o mnie myśleć? Mieszkam w ruderze... W brudzie i z kimś takim...
Odwracam się w jej stronę zamykając oczy i czekając na słowny cios, który mnie złamie. Jednak słowa, które wypowiada sprawiają, że czuję się krucha jak lalka.
- Nie ma mowy, że tu zostaniesz. Zabieram cię stąd. Weź swoje rzeczy i zmywamy się z tego miejsca.
Czując zmęczenie, przygnębienie i wstyd kiwam lekko głową zmierzając w stronę mojego niewielkiego pokoju. Gd widzę zamknięte drzwi mam nadzieję, że tam nic się nie zmieniło. Wchodzę powoli do środka i zapalam lampkę nocą stojącą na szafeczce tuż obok drzwi.
Lekko brzoskwiniowe ściany z kilkoma obdartymi plakatami i stojąca lampa z wielkim abażurem to jedyne rzeczy świadczące o kobiecej obecności w tym pokoju. Pod niewielkim oknem stoi zniszczona szafka z ubraniami służąca równocześnie za biurko, na którym leży kilka zeszytów i książek. Spoglądam na łóżko.
Wydaję z siebie cichy jęk żalu.
Jasna pościel ma brzydki żółtawo - pomarańczowy odcień i nieprzyjemny zapach. Na środku łóżka rozwalony leży czterdziestoletni mężczyzna w pobrudzonym podkoszulku i starych dresach. Obok jego twarzy leży pusta butelka piwa.
Zakrywam usta dłonią chcąc zapaść się pod ziemię. Patrzę na jego miarowy oddech i mimo lekkiej ulgi czuję ból rozsadzający mnie.
- Rose...? Musimy się zbierać... - jej cichy głos kieruje mną. Kiwam znów głową i powoli starając się niczego nie ruszyć kucam przy komodzie. Otwieram szufladę, by już po chwili pakować jej skromną zawartość do plecaka podanego mi przez czarnowłosą.
Upychałam do środka cały mój dobytek zupełnie jakbym... Uciekała... I może właśnie z tą myślą to robiłam? Jako o ucieczce od tego domu. Od przeszłości.
Opróżniwszy jedną szufladę zabrałam się za drugą, którą powinnam w gruncie rzeczy spakować pierwszą. Zawstydzona złapałam szybko kilka sztuk bielizny wciskając ją jak najgłębiej. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na towarzyszącą mi dziewczynę, a gdy zobaczyłam jej spojrzenie skierowane wprost na mnie poczułam jak się rumienię.
Odwróciłam szybko wzrok i skończyłam pakować ubrania. Zgarnęłam resztę do mojej chusty w kropki i zrobiłam z tego prowizoryczny wór. Wstałam i popatrzyłam na moje łóżko. Znów poczułam ból.
- Powinnyśmy już iść. W każdej chwili któryś z nich może się obudzić, a nie chcę mieć ich na sumieniu. - jej głos stał się nagle lodowaty.
Złapałam w ręce moje pakunki, ale od razu mi je zabrała, ruszając do wyjścia.
Spojrzałam po raz ostatni na mężczyznę i zgasiłam światło wychodząc.
- Dobranoc tatusiu... - szepnęłam opuszczając mieszkanie.
Zbiegłam po schodach i wyszłam na chłód letniej nocy. Tuż pod blokiem stoi zaparkowane BMW Cary. Ona sama wkłada moje bagaże na tylne siedzenie. Zatrzymuję się nagle, myśląc co ja właściwie robię.
Nie znam jej. Ona zachowuje się w stosunku do mnie dość dziwnie. A co jeżeli jest jakąś psychopatką, która chce mnie wywieźć i zabić? Okup raczej odpada.
Chciałam jednak po prostu jej zaufać, a raczej ta część mnie, która była zafascynowana nieznajomą i zarazem zmęczona tym co właśnie widziałam. Resztkami mojego dawnego domu.
I to właśnie ta część sprawia, że wsiadam do samochodu, zapinając pasy.
Czarnowłosa już po chwili siedziała obok zapalając silnik, który budzi się do życia przyjemnym pomrukiem. Noc rozświetla czerwona deska rozdzielcza. Nie pytam o nic, bo ufam jej. Głupie czyż nie? Nie znam jej, a jednak ufam. Jak w jakimś marnym horrorze. Ofiara zaufała swojemu prześladowcy.
Uśmiecham się lekko do siebie od razu czując na sobie jej wzrok. Nie pyta jednak o nic, za co jestem jej wdzięczna. Opieram się wygodniej w fotelu i odwracam twarz w jej stronę, spoglądając na profil czarnowłosej.
Czuję się zmęczona, jest mi zimno, a mętlik w mojej głowie nie pomaga mi w niczym. Ogromny ból związany z moim domem dominuje nad lękiem do kobiety. Czego innego mogłam się spodziewać w domu? Na próżno łudziłam się, że może pewnego dnia to się zmieni. Prawda była jednak zupełnie inna. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Od kiedy tylko sięgam pamięcią musiałam radzić sobie sama.
Mama... Może gdyby ona żyła wszystko potoczyło by się zupełnie inaczej. Może tato... Może by mnie kochał?
Zawsze obwiniał mnie o jej śmierć. Mówił, że zabrałam mu sens jego życia...
Mama zmarła przy porodzie... Ludzie, którzy ją znali mówili, że to ona kazała ratować mnie bez względu na nią...
- Hej... Rosalie... Nie płacz... Jeżeli chcesz możesz się przespać, czeka nas jeszcze godzina drogi do mojego domu. - cichy, pełen współczucia albo czegoś innego głos mojej wybawicielki sprawił, że poczułam senność.
Nie wiem ja to się stało, ale gdy zamknęłam oczy naprawdę usnęłam...
***
{Podkład}
Kiedy wracam z krainy Morfeusza pierwsze co czuję to ciepło, czyjś dotyk na włosach i miękkość koca. Potem słyszę ciche trzaskanie ognia i piękną grę na pianinie. Nie otwieram jednak oczu marząc, by ten stan błogości towarzyszył mi jeszcze trochę.
Wspomnienia wróciły do mnie powoli uświadamiając mi co się stało. Zasnęłam w Zakątku, potem to dziwne spotkanie z Carą, chęć powrotu do domu, zdewastowane mieszkanie i jazda do czarnowłosej.
Serce zabiło mi szybciej.
Gdzie ja się znajdowałam?
Miałam już otworzyć oczy, gdy poczułam czuły dotyk na twarzy.
- Spadłaś na mnie jak grom z jasnego nieba dziewczyno... Jesteś taka piękna i delikatna... Ehh... Chciałabym się tobą zająć, złożyć u twoich stóp cały świat... Beznadziejnie trafiłaś wiesz...? - czuły szept przyprawia mnie o dreszcze jednak nie poruszam się.
Znam ten głos...
Czuję jak podnosi mnie nieco do góry głaszcząc mój policzek. Ciepły oddech na skórze przyprawia mnie o palpitacje serca. Jednak dopiero to co dzieje się po chwili sprawia, że za chwilę umrę.
Wilgotne wargi ocierają się o moje usta w delikatnym pocałunku. Nie jest taki jak mój pierwszy, namiętny niby brutalny. Jest jak muskanie skrzydeł motyla. Przez kilka sekund nie reaguję, ale w momencie, gdy mokry język dotyka mojej dolnej wargi otwieram oczy.
Przytłumione światło z kominka odbija się od czarnych oczu Cary, które wpatrują się we mnie intensywnie. Wydają się pełne uczucia. Uczucia, którego nie znam. Patrzy na mnie, a ja jestem pewna, że się ode mnie odsunie.
Może właśnie to sprawia, że łapię ją za materiał bluzki i przytrzymuję przy sobie. Przygląda mi się zdziwiona, ale wciąż pochyla się nade mną.
- Mam nie przestawać...? - pyta niepewnie, a jej usta lekko muskają moje.
Przymykam znów oczy zdziwiona swoim zachowaniem i reakcją, gdy kiwam lekko głową.
Słyszę westchnienie, by już po sekundzie znów być całowaną. To znów ta delikatna wersja. Po chwili jednak ta maleńka część mnie, która została obudzona podczas naszego pierwszego pocałunku zwycięża nade mną i oddaje go leciutko.
Kolejne westchnienie czarnowłosej połączone jest z lekkim uśmiechem, który wyczuwam.
Coś głęboko we mnie ma ochotę mruknąć jak kot, ale powstrzymuje tą chęć.
Przerażona i podekscytowana zarazem czuję dziwną reakcję mojego ciała. Delikatne mrowienie w dole brzucha, pogłębia się wraz z każdym otarciem naszych warg.
Jakie jest moje zdziwienie, gdy odsuwa się ode mnie. Otwieram oczy rzucając jej zdziwione spojrzenie, czując jednocześnie rumieńce na policzkach. Jej roziskrzony wzrok sprawia, że mrowienie staje się na chwilę mocniejsze. Po chwili jednak ustępuje.
- Zadziwiasz mnie dziewczyno... Będzie lepiej jeżeli pójdę... - mówi uśmiechając się pobłażliwie.
Rozglądam się po pomieszczeniu. Leżę w jej ramionach na wielkim łóżku z jasnozieloną pościelą w piękne wzory roślinne. Naprzeciwko łóżka znajduje się wmurowany w ścianę nowoczesny kominek, w którym wesoło płonie ogień. Po prawej stronie trzy wielkie okna sięgające od podłogi do sufitu dają widok na las pogrążony w śnie. W oddali widać jezioro, którego srebrzysta tafla odbija światło księżyca.
W półmroku ściany wydają się być w kolorze młodych źdźbeł trawy. Zauważam pojedyncze drzwi po lewo, wysoką szafę, biurko, kilka szafek i półek zapełnionych książkami. Po obu stronach łóżka stoją szafki nocne, a na nich piękne białe lampki z abażurami ozdobionymi zielonymi kryształkami.
Spoglądam znów na nią, od razu uciekając wzrokiem, bo ta patrzy na mnie z dziwnym wyrazem na twarzy.
- Podoba ci się?
- Jest pięknie... - szepczę wywołując jej szczery uśmiech.
- Nareszcie się odezwałaś. Cieszę się. Zostawię cię lepiej samą. Wyśpij się Rose.
Powoli zdejmuje moją głowę ze swoich ramion, wstając i kierując się w stronę wyjścia.
Część mnie krzyczy bym jej nie pozwoliła.
- Dlaczego odchodzisz?
Spojrzenie jakim mnie obdarza sprawia, że się rumienię, znów czując mrowienie w dole brzucha. Zatrzymuje dłoń na klamce, drugą wkładając do kieszeni.
- Jeżeli zostanę dłużej, a ty nadal będziesz taka uległa skończymy nagie w tym łóżku. A potem pewnie mnie znienawidzisz i odejdziesz. Nie chcę cię ranić. Dlatego dobranoc Rosalie. - mówi wychodząc.
Zostawia mnie samą z sercem tańczącym walca. Szybkiego i porywczego. Mój oddech przyśpiesza, gdy myśli krążą wokół jej słów.
"Skończymy nagie w tym łóżku."
Och!
Dopiero teraz zdaje sobie sprawę z tego co wydarzyło się tu chwilę temu.
Całowałam ją. Możliwe, że w jakiś sposób pociągała mnie, bo tego, iż ona była mną zainteresowana zdecydowanie nie mogłam teraz podważać.
Dreszcz przebiega po moich plecach, chociaż nie jest mi zimno.
Ona jest kobietą... Ja dopiero za trzy miesiące miałam skończyć 18 lat...
Jęknęłam przeciągle w poduszkę mając mętlik w głowie.
Niespodziewanie moje myśli zaczęły krążyć wokół jej słów. Pomyślałam o niej, tak blisko mnie...
Mrowienie znów się pojawiło.
Okryłam się czystą kołdrą myśląc o możliwościach co rusz rumieniąc się.
Usnęłam dopiero kilka godzin później, gdy stwierdziłam, że już nie jestem taka pewna, czy tylko chłopcy mi się podobają.
Mam jedno pytanko: jest w tym trochę ciebie?
OdpowiedzUsuńA tak poza tym to historia całkiem niezła. Może być naprawdę ciekawa. Chociaż mam wrażenie, że za bardzo się spieszysz z biegiem wydarzeń. Choć to może być tylko moje wrażenie.
Trochę mnie? Na pewno. Cara i Rose są jak określił mój przyjaciel "dwoma stronami mojej osobowości". Poza tym sam fakt pomocy nieznajomej osoby jest też bardzo "Mój", bo sama już to przeżyłam. Co do reszty fantazja mojego umysłu :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że historia się podoba :) Postaram się jej nie zanudzić i dociągnąć do zamierzonego końca.
Co do wydarzeń... Wiem, że początek może zdawać się szybki bo taki właśnie jest, jednak z ręką na sercu obiecuję, że to się zmieni :)
Dziękuję i pozdrawiam gorąco :)
Dało się w pewnym sensie wyczuć.
OdpowiedzUsuńTak szybki bieg wydarzeń sprawił, że jak dla mnie Rose jest niezwykle naiwna i dość nierozsądna. To tak jak byś trochę namieszała w osobowości tej dziewczyny.
Jestem ciekawa co z tego stworzysz. Powodzenia!
o kurcze... nie spodziewalam sie ze Cara okaze sie lesbijka;)) hmmm dziwie sie Rose...jakkolwiek by nie bylo u niej w domu to wychodzi z obca kobieta i jedxie z nia niewiadomo gdzie...
OdpowiedzUsuńwww.czarnekrolestwo.blog.pl