Przewracam stronę zeszytu i ponownie czytam o Wichrowych Wzgórzach. Nie robię nic innego od tygodnia. Siedzę w boksie Zakątka od tygodnia, rozmyślając. Lili i pani Oliv bardzo się tym martwią. Prawda jest jednak taka, że w domu nie chcę przebywać.
Ojciec znowu sprowadził kumpli. Teraz pewnie nawet nie wie, gdzie jestem, ani, że w ogóle istnieję. Nie przejmuję się tym jednak. Zdążyłam się przyzwyczaić do takiego traktowania.
Dwa dni temu skończył się rok szkolny. Wakacje w miasteczku mogły się wydawać fajne, ale nie dla kogoś takiego jak ja. Nie miałam przyjaciół, z którymi można by się zabawić, porozmawiać czy spotkać. Nie miałam pieniędzy żeby gdziekolwiek pojechać. Musiałam pracować, by przeżyć.
Byłam wyrzutkiem.
Podnoszę wzrok na ścianę naprzeciw mnie i wpatruję się w karmelową farbę.
Zakątek jest dla mnie jak dom. Znam każdą rysę na stoliku i przetarcie na kremowych obiciach krzeseł i kanap.
Zamykam oczy.
Najwięcej czasu jednak spędzam tu rozmyślając o czarnookiej kobiecie, która uratowała mnie przed Trevorem, a potem pocałowała.
Byłam jej wdzięczna. Chciałabym podziękować, ale z drugiej strony... Boję się. Nie wiem nawet kim jest.
Nie wiem czy chce ją zobaczyć.
Przez ostatni tydzień wiele myślałam. Zawsze była pewna, że podobają mi się wyłącznie chłopcy. Gdy byłam w podstawówce miałam chłopaka o imieniu Ian. Miał wielkie brązowe oczy i burzę kręconych orzechowych włosów. Bardzo mi się podobał. Potem... Potem wszystko się zmieniło. Wszyscy zaczęli się dzielić na bogaczy, potrzebnych i wyrzutków.
A będąc w tej ostatniej grupie bardzo trudno było być z kimkolwiek. Można było tylko pomarzyć.
I zawsze marzyłam o chłopcach.
Ale...
Tydzień temu poczułam coś co sprawiło, że teraz rozmyślałam.
W Zakątku jak to latem panuje duży ruch i zaduch mimo otwartych na oścież drzwi, uchylonych okien, i włączonej klimatyzacji. Duży ruch oznacza więcej napiwków, ale też hałas. Ten jednak niezbyt mi przeszkadza.
Uśmiecham się do Lili śmigającej tu i ówdzie z tacą pełną napojów i ciasta. Dzisiaj mam wolne, a to oznacza, że ma ręce pełne roboty, jednak wiem, że jest z tego zadowolona. W takich chwilach tryska energią jak słońce.
Przyglądam się jej ładnie ułożonym rudym włosom, delikatnemu makijażowi i czystym, nowym ubraniom.
Odruchowo zaciskam lekko dłoń, chcąc ukryć obgryzione paznokcie. Mimo, że jesteśmy przyjaciółkami zawsze nieco zazdroszczę je tego, że pochodzi z normalnej rodziny i na nic jej nigdy nie żałowano.
Czując jak moje oczy robią się nieco szkliste przesuwam się głębiej w boksie, opierając o ścianę i ścieram łzy wierzchem dłoni.
***
Przewracam twarz na bok i otwieram lekko oczy. Całe ciało mnie boli, zupełnie jakbym przebiegła właśnie jakiś maraton. Ziewam cicho i dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że właśnie się obudziłam. Ostatnie co pamiętam to Lili mijająca mnie z tacą pełną kremówek...
Opieram głowę na rękach na blacie stołu w Zakątku. Jest mi przyjemnie ciepło i o dziwo, całkiem cicho. Słychać tylko ciche postukiwanie w klawisze klawiatury. Delikatne jakby ktoś, chciał zachowywać się zupełnie bezszelestnie.
Uśmiecham się lekko do blatu i mój wzrok ląduje na starym zegarku z Myszką Miki.
- Jest już po 19! - wykrzykuję podnosząc się gwałtownie do góry i syczę uderzając głową o ścianę. Łapię się za bolące miejsce i zamieram.
Moje marzenie i koszmar zarazem śnią mi się na jawie. Wytrzeszczam szerzej oczy nie dowierzając.
- Mogłabyś przestać się tak gapić? To nieładnie tak na kogoś patrzeć. - cichy, opanowany głos ma w sobie nutkę cynizmu.
To nie dzieje się na prawdę... To niemożliwe... To się nie dzieje! Wciskam się w ścianę próbując odsunąć jak najdalej. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że jest tu za cicho. O wiele za cicho. Jakby na zawołanie podnosi wzrok znad komputera i odpowiada na niezadane pytanie.
- Nie ma tu nikogo więcej oprócz nas. Lili gdy wychodziła poprosiła żebyś się zajęła obsługą. Akurat się przeciągałaś w śnie i twoją wyciągniętą dłoń zrozumiała jako znak zgody.
Serce podskakuje mi do gardła. To znowu się dzieje. Czuje na sobie obcy wzrok błądzący po mojej twarzy, szyi i ramionach. Dreszcz przechodzi moje ciało mimo woli.
W głowie mam mętlik. Chcę uciec i zostać. Chcę powiedzieć, że mam tego dość. Chcę powiedzieć, że potrzebuję więcej.
- Drzwi zamknięte są na klucz który mam w kieszeni kurtki. Nie uciekniesz.
Cholera...
- Mogę wiedzieć chociaż kim jesteś? - pytam starając się opanować głos.
- Jestem Cara. Cara Nickolson. - mówi wpatrując się we mnie czarnymi oczami.
Cara... Kobieta która przewróciła wszystko w mojej głowie do góry nogami, ma na imię Cara... Przyglądam się jej prostym czarnym włosom i wyrazistemu makijażowi. Sama nie wiem czemu nagle cała panika tkwiąca we mnie gdzieś wyparowała. Pozostawiając tylko ciekawość i coś czego nie rozumiałam.
- Po co tu przyszłaś? Dlaczego uratowałaś mnie przed Trevorem? Co mu powiedziałaś? - wyrzucam z siebie jednym tchem.
Przygląda mi się z lekkim uśmiechem na czarnych wargach i opiera twarz na splecionych dłoniach, wcześniej zamykając laptopa. Na nadgarstkach znów ma wiele bransolet. Tym razem ubrana w przezroczystą czarną bluzkę w białe paseczki. Czuję rumieńce na twarzy, gdy zauważam zarys koronkowego stanika i alabastrowej skóry pod bluzką.
- Widzę, że masz wiele pytań. Mamy trochę czasu. Odpowiem na wszystkie tylko powoli i po kolei. Poza tym... Uroczo wyglądasz, gdy się rumienisz. - zniża głos zaledwie do szeptu, a jej czarne oczy rozbłyskują lekko.
- Proszę tak do mnie nie mówić. To niestosowne. - odpowiadam grzecznie ale stanowczo. Jej zachowanie wcale, a wcale mi się nie podobało.
- Nie mówić jak? - śmieje się, a ja czuję jak coś ciepłego ociera się o moją nagą łydkę.
Starając się to zignorować przyciągam nogi bliżej siebie i lekko odwracam wzrok patrząc na zdjęcie Seattle na ścianie.
- Jakby to panią interesowało. Nie podoba mi się to, że próbuje pani w jakikolwiek sposób cokolwiek mi sugerować. - tłumaczę hardo, chociaż wiem, że sama się już gubię w wyjaśnieniach.
Sięga przez stolik i lekko łapie moją dłoń. Ten niespodziewany gest sprawia iż patrzę jej prosto w oczy, a moje serce zaczyna bić szybciej.
Cholera.
Co się ze mną dzieje?
- Proszę mnie puścić... - mówię cicho próbując wyrwać się z uścisku, ten jednak wcale nie jest taki lekki, jakby się wydawało.
- Nie. Nie puszczę cię Rosalie. I nie przestanę tak mówić. Bo interesuje mnie to. Interesujesz mnie Ty. - szepcze gorączkowo, a ja nie wiem co mam zrobić.
Znowu chcę uciec. Wiem jednak, że to nie takie łatwe. Ona ma klucz, a w walce z nią na pewno przegram. Jestem jak w potrzasku. Cokolwiek zrobię skończy się to dla mnie źle. Dla mnie lub mojej psychiki.
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z pewnej rzeczy.
- Skąd znasz moje imię? - pytam ostro, pierwszy raz od dawna wpadając w gniew. Jednak to strach przemawiał przeze mnie. Bałam się jej. I tego, że chciałam ją poznać.
Puszcza moją rękę i opiera się wygodnie na sofie. Przyglądam się jej chcąc uzyskać odpowiedzi. Zupełnie nie rozumiem mojego postępowania. Powinnam uciekać. Jednak ja siedzę tu i żądam odpowiedzi. Dobre sobie!
- Odpowiadaj. Skąd znasz moje imię?
- Pani Oliv trzyma wasze podania w zielonym segregatorze w swoim biurze. To wcale nie było trudne.
- Włamała się tam pani?! - wyrywa mi się.
- Nie. Nie włamałam się. Uzyskałam informacje od właścicielki. I proszę. Wolę gdy mówisz mi na "Ty". "Pani" strasznie mnie postarza. - mówi krzywiąc się, a ja zauważam ślad uśmiechu w czarnych jak noc oczach.
- W takim razie ile masz lat?
- 25.
Przyglądam się jej lekko oszołomiona. Jest o osiem lat starsza ode mnie! Zdziwiona próbuję doszukać się w niej dowodów wieku. Tych jednak nie ma. Ok. Myślałam, że ma te 20 lat, ale 25? Zupełnie nie wyglądała na te dodatkowe pięć lat.
- Robi się późno.
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, z tego jak ciemno zrobiło się w Zakątku. Wychylam się znad kanapy i patrzę na okna frontowe, za którymi wszystko zdaje się być czarne. Straciłam zupełnie poczucie czasu. Sięgam po chabrowy sweterek leżący obok mnie i narzucam go na ramiona.
- Będę już szła... - mówię cicho wstając.
Przez chwilę przygląda mi się bezgłośnie.
- Odwiozę cię. - mówi wstając.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMasz talent - bez dwóch zdań :D Jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu ;)
OdpowiedzUsuńJa i talent? Dwie różnie rzeczy :) Po prostu lubię pisać i tyle :)
UsuńJednak jest mi bardzo miło "usłyszeć" coś takiego z Twoich ust :)
O ile skopie wreszcie swoje 4 litery to nowy post powinien się pojawić jeszcze dziś :)
Pisz pisz! Tak, masz talent - widać jak na tacy :D
Usuńzgadzam sie. masz talent.uwierz mi, nie kazdy potrafi tak pisac;)
OdpowiedzUsuńwww.czarnekrolestwo.blog.pl