Spojrzałam na zegarek na przegubie. Dochodziła 23. Według moich informacji za chwilę cel opuści budynek. Znajdowałam się w zaułku między 24, a 25 ulicą. Kilka metrów obok było wyjście na główną ulicę. Dwa metry dalej drzwi wyjściowe z klubu nocnego. Muzyka dudniła tutaj nawet przez grube mury. Słyszałam dubstep. Nawet niezły.
Uśmiechnęłam się i zauważywszy przejeżdżający samochód podeszłam bliżej ściany. Nikt nie mógł mnie teraz zauważyć.
Zamknęłam oczy i sięgnęłam za pasek spodni. Zza pasa wyciągnęłam krótki nóż i złapałam krótki oddech.
Szczęk zamka w drzwiach przywołał mnie do porządku.
Słyszałam już kroki zmierzające w moją stronę, gdy chowałam się za śmietnikiem wykorzystując cień przezeń rzucany.
Mój cel zbliżał się w tą stronę.
Zmieniłam chwyt na ostrzu i gdy był już tuż tuż wyszłam z kryjówki.
Wysoki, barczysty mężczyzna w wieku trzydziestu paru lat spojrzał na mnie zdziwiony. Miał na sobie skórzaną kurtkę i ciężkie buciory. Nie wyglądał jakby miał łatwo się poddać.
- Kim jesteś śliczna co? Zgubiłaś się? Może jakoś ci pomogę? - zaśmiał się łypiąc na mnie pożądliwie.
Posłałam mu olśniewający uśmiech i podeszłam o krok. Dopiero teraz zauważył nóż w mojej dłoni.
- Co jest do cholery?
Nie czekałam dłużej.
Rzuciłam się na niego próbując zadać cios w żebra tak by dosięgnąć serca i szybko to zakończyć. Przeciwnik okazał się jednak nie tak głupi i zablokował mnie. Wykręcił moje ręce do tyłu. Ostrze upadło z cichym brzękiem na ziemię.
- Gadaj kto cię nasłał suko! - warknął mi do ucha.
Jego pytanie nie robił na mnie jednak wrażenia. Czekałam tylko na odpowiednią chwilę. Padłam na ziemię wyrywając się ze słabego uścisku. Nie chcąc tracić czasu na podnoszenie ostrza sięgnęłam do nadgarstka łapiąc za wypustkę na srebrnej bransolecie i szybkim ruchem wyciągając metalową linkę.
Poczułam jak cel zniża się żeby mnie uderzyć. Szybkim ruchem obróciłam się na plecy i podniosłam robiąc przewrót w tył. On patrzył na mnie wściekle i zrobił krok w moją stronę. Zamknęłam oczy i zrobiłam tuż obok niego gwiazdę zakładając mu jednocześnie na szyi linkę.
Gdy stanęłam ponownie na ziemi pociągnęłam do przodu czując przeszkodę. Mężczyzna zacharczał i wiercił się próbując wyciągnąć ze swego gardła zakrwawione narzędzie. Puściłam jedną ręką linkę, a ta zwinęła się z powrotem w bransolecie. Odgłosy wydobywające się z jego gardła po chwili ucichły, a on sam padł jak długi.
Spojrzałam na niego.
Leżał martwy na brudnej ziemi. Krew spływała z rany na szyi i z jego ust. Zadławił się nią.
Podniosłam z ziemi mój nóż i schowałam go za pas.
Poczułam wibracje telefonu w kieszeni spodni. Nawet nie spojrzałam na wyświetlacz. Dobrze wiedziałam kto dzwonił.
- Co z facetem? - zimny męski głos mojego ostatniego pracodawcy niemal to wykrzyknął.
- Zgodnie z umową wącha kwiatki od spodu. - odpowiadam wychodząc na ulicę i rozpuszczając włosy. Mija mnie limuzyna, jednak zatrzymuje się tuż obok mnie, a drzwi otwierając się.
- Wsiadaj.
Uśmiecham się lekko i wsiadam do czarnej limuzyny. Mój pracodawca popija spokojnie martini. Jesteśmy tu sami. Oprócz szofera i ochroniarza siedzącego z przodu.
- Nie było problemów? - pyta przyglądając się mi uważnie.
Nie zawracam sobie nawet głowy patrzeniem na niego. Nie warto. Widzę go ostatni raz.
- Uparty był, ale sobie poradziłam. Jak zawsze.
- Oczywiście. W końcu jesteś najlepsza w swoim fachu nieprawdaż Lady? - śmieje się odstawiając kieliszek i sięgając po cygaro.
- Wywiązałam się z umowy. Teraz twoja kolej. - mówię znudzona i posyłam mu ostre spojrzenie.
Teraz śmieje się już cały, aż się trzęsie. Sięga pod siedzenie i wyciąga kopertę. Podaje mi ją.
- Właśnie za to cię cenią kochanie.
- Brakuje trzydziestu tysięcy. - mówię biorąc kopertę do ręki.
Patrzy na mnie zdziwiony. Sięgam do kieszeni i wyjmuję pistolet. Odbezpieczam go i celuje w jego twarz.
- Skąd to wiesz co? Nawet nie przeliczyłaś.
- Znam sie nie tylko na zabijaniu dziadku. Dlatego mnie cenią. - mówię z błyskiem w oku.
Patrzę jak sięga powoli do kieszeni białej marynarki i wyjmuje brakującą sumę. Zabieram mu pieniądze, chowając broń.
- Ktoś taki jak ty nie powinien we mnie celować.
- Ktoś taki jak ty nie powinien zadzierać z kimś takim jak ja. - odpowiadam i wysiadam gdy limuzyna się zatrzymuje.
- Pamiętaj Lady. Nie każdy puści ci to płazem. - woła za mną odjeżdżając.
Chowam pieniądze do kieszeni i ruszam biegiem do mojego samochodu.
no no zapowiada sie opowiadanie z pazurkiem;)) prolog super;)
OdpowiedzUsuń